Reklama

Reklama

Ukraina: To nie był gest dobrej woli ze strony Rosji

Decyzja Rosji o zwrocie Ukrainie okrętów, przejętych w incydencie zbrojnym w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej, nie jest gestem dobrej woli, lecz wykonaniem nakazu Międzynarodowego Trybunału Prawa Morza - oświadczył w poniedziałek ukraiński minister obrony Andrij Zahorodniuk.

Wcześniej tego dnia Rosjanie oddali Ukraińcom trzy jednostki, które zajęli po ich ostrzelaniu w listopadzie 2018 r. Są to kutry Nikopol i Berdiansk oraz holownik Jany Kapu. Wszystkie one są własnością ukraińskiej marynarki wojennej.

Reklama

"Zwrot kutrów i holownika to nie akt dobrej woli. Oceniam to nie inaczej, jak realizację przez państwo agresora majowej decyzji Międzynarodowego Trybunału Prawa Morza" - napisał Zahorodniuk w serwisie Telegram.

Minister zapowiedział, że po powrocie do portu macierzystego trzy jednostki zostaną sprawdzone przez specjalistów i na podstawie ich zaleceń będą przywracane do służby. Nazwał incydent w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej pierwszym we współczesnej historii jego kraju "otwartym atakiem" Rosji na marynarkę wojenną Ukrainy.

O przekazaniu okrętów poinformowało w poniedziałek dowództwo marynarki wojennej Ukrainy oraz MSZ Rosji.

Na początku listopada br. ukraińskie MSZ wystosowało do Rosji notę, w której zażądało zwrotu trzech okrętów oraz wskazania miejsca i czasu ich przekazania stronie ukraińskiej.

W listopadzie 2018 roku na Morzu Czarnym doszło do ostrzelania przez Rosję trzech niewielkich okrętów marynarki wojennej Ukrainy. Atak nastąpił, gdy Ukraińcy próbowali przepłynąć z Morza Czarnego na Morze Azowskie przez łączącą je i kontrolowaną przez Rosję Cieśninę Kerczeńską. Jednostki zostały przejęte, a 24 członków ich załóg aresztowano.

Marynarze ci wrócili do kraju 7 września w ramach wymiany osób aresztowanych i skazanych w Rosji i na Ukrainie, która objęła po 35 osób z każdej ze stron.

Zgodnie z umowami dwustronnymi między Ukrainą i Rosją Morze Azowskie i Cieśnina Kerczeńska to wewnętrzne terytoria obu państw i oba państwa mają na nich swobodę żeglugi.

Rosjanie oddali trzy okręty bez broni; uzbrojenie, dokumenty i sprzęt służący do łączności mają pozostać w Rosji jako dowody rzeczowe w sprawie karnej wszczętej po incydencie przez tamtejszych śledczych. Dotyczy ona naruszenia granicy Federacji Rosyjskiej.

W maju br. Międzynarodowy Trybunał Prawa Morza (ITLOS) w Hamburgu nakazał Rosji uwolnić marynarzy oraz oddać okręty, jednak marynarze odzyskali wolność nie na mocy tej decyzji, lecz w ramach rosyjsko-ukraińskiej wymiany więźniów i przetrzymywanych z 7 września.

Według rosyjskich mediów zwrot Ukrainie jej okrętów wiąże się z rozpoczynającym się 9 grudnia w Paryżu szczytem czwórki normandzkiej (Ukraina, Rosja, Niemcy, Francja), poświęconym trwającemu od ponad pięciu lat konfliktowi na wschodzie Ukrainy. W spotkaniu przywódców czterech krajów po raz pierwszy weźmie udział nowy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, który w kampanii wyborczej obiecywał rodakom zakończenie konfliktu na linii Moskwa-Kijów. Będzie to jednocześnie pierwsze osobiste spotkanie Zełenskiego z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, którego udział potwierdził już Kreml.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje