Reklama

Reklama

Ukraina: Siedziby władz Krymu zajęła rosyjska samoobrona

Uzbrojeni ludzie, którzy opanowali siedziby władz Autonomicznej Republiki Krymu, określają się jako "przedstawiciele samoobrony rosyjskojęzycznych obywateli Krymu" - oświadczył wicepremier Autonomii Rustan Temirgaliew na swoim profilu na Facebooku. Odmówili negocjacji z premierem Autonomii natolijem Mohylowem.

Mohylow przyjechał na negocjacje z ludźmi, którzy zajęli siedziby parlamentu i rządu w Symferopolu.

Reklama

"O godzinie 9 (8 czasu polskiego) w holu Rady Ministrów ARK (Autonomicznej Republiki Krymu) Anatolij Mohylow spotkał się z przedstawicielami ludzi, którzy zajęli siedziby administracji republiki. Oświadczyli oni, że nie są upoważnieni do prowadzenia rozmów i wysuwania żądań" - czytamy na profilu w Facebooku rzeczniczki premiera Wioletty Lisiny.

Według rzeczniczki Mohylow przekazał im numery swoich telefonów, by mogli się z nim kontaktować.

Nocą, o godz. 3.20 czasu polskiego, nieumundurowani, uzbrojeni napastnicy wtargnęli do gmachu parlamentu i rządu Autonomicznej Republiki Krymu w Symferopolu, na południu Ukrainy. Padły strzały, jednak nikt nie ucierpiał - donosi agencja Interfax-Ukraina.

Napastników było około 30 i byli oni uzbrojeni w broń automatyczną. Odmawiają rozmów z prasą i nie wysuwają żadnych żądań.

- Zaczęli strzelać w szyby drzwi wejściowych, dzięki czemu szybko wtargnęli do środka i obezwładnili znajdującą się tam ochronę - relacjonuje z miejsca wydarzeń korespondent Interfaksu, podkreślając, że nikt przy tym nie ucierpiał.

Świadkowie potwierdzają, że ludzie, którzy zaatakowali parlament, nie mieli na mundurach oznakowania, pozwalającego stwierdzić, jaką formację reprezentują.

Wioletta Lisina, rzeczniczka premiera Autonomii Anatolija Mohylowa, poinformowała, że ludzie, którzy wtargnęli do budynku rządu, wyprowadzili na zewnątrz znajdujących się w środku milicjantów, po czym zwrócili im broń oraz dokumenty.

O zdarzeniu w Symferopolu informował także na Facebooku szef parlamentu krymskich Tatarów, Refat Czubarow.

"Nad gmachami wciągnięto rosyjskie flagi" - napisał znajdujący się na miejscu korespondent agencji agencji Interfax-Ukraina.

Premier Autonomicznej Republiki Krymu Anatolij Mohylow zaapelował do mieszkańców Symferopola, by nie zbliżali się do zajętych budynków i wyraził nadzieję, że sytuacja szybko zostanie uregulowana. W związku z wydarzeniami premier ogłosił, że czwartek jest w Symferopolu dniem wolnym od pracy.

W ostatnich dniach część mieszkańców Krymu odcinała się od wydarzeń w Kijowie i opowiadała za przyłączeniem do Rosji. 4 lutego krymscy deputowani rozważali możliwość zwrócenia się do prezydenta Putina i Dumy, by zagwarantowała autonomiczny status półwyspu. Temu sprzeciwiali się jednak krymscy Tatarzy, którzy zapowiadali, że nie pozwolą na odłączenie tej części Ukrainy.

Dowiedz się więcej na temat: zamieszki na Ukrainie | Ukraina | Krym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje