Reklama

Reklama

Ukraina: Ostrzelano polski konsulat

W nocy z wtorku na środę ostrzelana została siedziba polskiego konsulatu w Łucku, na północnym zachodzie Ukrainy - powiedział Polskiej Agencji Prasowej konsul RP w tym mieście Krzysztof Sawicki. Według niego budynek został uszkodzony, ale na szczęście nikt nie ucierpiał. Jak podało Ministerstwo Spraw Zagranicznych, wezwano już na rozmowę ambasadora Ukrainy w Polsce, a nasza placówka w Kijowie wystosuje notę protestacyjną do ukraińskiego MSZ.

- Kancelaria prezydenta Andrzeja Dudy jest w stałym kontakcie z administracją prezydenta Ukrainy. Zostaliśmy poinformowani, że prezydent Petro Poroszenko potępił atak na polski konsulat - podał prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

Było blisko tragedii

"Był to najprawdopodobniej atak z granatnika. Pocisk trafił w ostatnie piętro, pozostawiając około 70-centymetrowy otwór" - oświadczył Krzysztof Sawicki w rozmowie telefonicznej.

Jak powiedział, pocisk uderzył tuż nad częścią mieszkalną placówki, gdzie znajdował się jej pracownik. "W momencie ataku spał tam człowiek. Gdyby pocisk trafił 20 centymetrów niżej, byłaby tragedia" - przyznał. Dyplomata określił to zdarzenie jako atak terrorystyczny.

Reklama

Do ostrzału doszło pół godziny po północy czasu lokalnego (godz. 23.30 we wtorek w Polsce). W tym czasie na terenie konsulatu była jedynie ochrona. W wyniku ataku nikt nie ucierpiał.

Łuckie media donoszą, że eksplozja była tak głośna, że słychać ją było w położonej w odległości 6 kilometrów od miasta wsi Boratyn. Na miejsce zdarzenia przybyła policja i śledczy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Do MSZ został wezwany ambasador Ukrainy w Polsce

Do Ministerstwa Spraw Zagranicznych został wezwany ambasador Ukrainy w Polsce, jest to konsekwencja ataku na Konsulat Generalny Polski w Łucku - poinformował resort w środowym komunikacie. Dodano, że polska placówka w Kijowie wystosuje też notę protestacyjną do ukraińskiego MSZ.

W komunikacie potwierdzono, że 29 marca, po północy czasu miejscowego, w budynku Konsulatu Generalnego RP w Łucku doszło do eksplozji.

Dodano w nim, że w związku z incydentem w Łucku nikt nie ucierpiał. "Doszło jedynie do zniszczeń elewacji budynku konsulatu" - czytamy w komunikacie.

Szef biura MSZ Jakub Wawrzyniak w rozmowie z PAP poinformował, że wyniki oględzin prowadzone przez wezwane na miejsce służby ukraińskie wykazały, że wybuch spowodował pocisk z granatu.

"W tej chwili oczekujemy i żądamy zapewnienia wzmożonej i skutecznej ochrony wszystkich naszych placówek na Ukrainie oraz jak najszybszego wyjaśnienia okoliczności zdarzenia, przede wszystkim ustalenia i zatrzymania sprawcy bądź sprawców" - podkreślił szef biura MSZ.

Dodał, że z uwagi na prowadzone śledztwo dalszych informacji MSZ nie udziela. Zaznaczył, że podejmowane będą kolejne kroki dyplomatyczne przez resort.

Klimkin oburzony ostrzałem polskiego konsulatu

Głos w sprawie zabrał także minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin, który wyraził w środę oburzenie w związku z ostrzelaniem w nocy konsulatu RP w Łucku na północnym zachodzie kraju. Szef resortu dyplomacji oświadczył, że atak wymierzony był w przyjaźń Polski i Ukrainy.

"Jestem oburzony prowokacją przeciwko Konsulatowi Generalnemu Polski w Łucku. Jest to podłość dokonana przez tych, którzy są przeciwni naszej przyjaźni z RP. Robimy wszystko, by winni zostali ukarani" - napisał Klimkin na Twitterze.

"Niewątpliwie jest to prowokacja"

"To bardzo niepokojący sygnał" - tak szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch ocenił ostrzelanie siedziby konsulatu polskiego w Łucku na Ukrainie. Jego zdaniem "niewątpliwie jest to prowokacja".

"Konsulat jest stosunkowo blisko granicy z Polską, to Ukraina zachodnia" - zaznaczył szef BBN.

Pytany, jaka będzie reakcja polskich władz odpowiedział, że przede wszystkim trzeba zbadać wszelkie okoliczności, które temu towarzyszyły. "Niewątpliwie jest to prowokacja. Pytanie brzmi: kto i w jakim celu? Znamy kontekst, jest agresja Rosji przeciwko Ukrainie" - powiedział.

Soloch pytany był także, czy wiąże ten incydent z agresją Rosji na Ukrainie. "Nie, tego ostatecznie nie wiemy. Natomiast jest to oczywista prowokacja" - podkreślił.

Dopytywany, komu na tej prowokacji może zależeć, odpowiedział: "To pytanie pozostawmy otwarte, dopóki nie będziemy mieli więcej danych. Natomiast znamy kontekst, w jakim to wydarzenie miało miejsce. Jest kwestia konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Bardzo istotne w tym kontekście są relacje polsko-ukraińskie" - powiedział.

Incydenty związane z Polską. Jasne stanowisko MSZ Ukrainy

Na Ukrainie jest to już kolejny incydent związany z Polską. W lutym nieznani sprawcy oblali czerwoną farbą konsulat Polski we Lwowie, a na jego parkanie pozostawiono napis "Nasza ziemia".

W styczniu doszło do zniszczenia pomnika Polaków pomordowanych w 1944 roku we wsi Huta Pieniacka przez oddziały ukraińskiej dywizji SS-Galizien. Znajdujący się tam krzyż został wysadzony w powietrze, a tablice z nazwiskami ofiar zamalowano farbą. W styczniu także pomazano czerwoną farbą polską i ukraińską część cmentarza ofiar NKWD w Bykowni, na którym znajduje się cmentarz polskich ofiar zbrodni katyńskiej.

Pomnik w Hucie Pieniackiej został odnowiony - jak mówiły lokalne władze - ze środków okolicznych mieszkańców, jednak w marcu doszło do jego kolejnej profanacji; upamiętnienie znowu zostało zdewastowane wykonanymi farbą napisami.

W marcu także we Lwowie wymazano farbą pomnik zamordowanych przez hitlerowców w 1941 roku profesorów lwowskich oraz w taki sam sposób sprofanowano pomnik polskich ofiar zbrodni w miejscowości Podkamień w obwodzie lwowskim. W obu miejscach pojawił się napis "Śmierć Lachom". W Podkamieniu na krzyżu namalowano swastykę. Miejscowe władze usunęły ślady działalności wandali.

Wszystkie te incydenty zostały potępione przez władze Ukrainy, które oceniały, że stoi za nimi "strona trzecia", która dąży do wywołania konfliktu między Polską i Ukrainą; jako zleceniodawców wskazywano rosyjskie służby specjalne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy