Reklama

Reklama

​Prawo, które ma chronić, zawodzi?

Tylko od marca tego roku w rejonach Doniecka i Ługańska miny przeciwpiechotne i niewybuchy zabiły 42 dzieci. Samo stosowanie min przeciwpiechotnych jest niezgodne z prawem. Jednak odpowiedź na pytanie, czy prawo pomoże wymierzyć kary za popełnione zbrodnie, okazuje się niejasna.

We wschodniej Ukrainie od początku marca 2015 roku z powodu min przeciwpiechotnych i niewybuchów zginęło 42 dzieci, a 109 zostało rannych. Te informacje przekazał ukraiński rząd, ale jak twierdzi Dyrektor Regionalny UNICEF ds. Europy Środkowej i Wschodniej Marie-Pierre Poirier, dane mogą nie odzwierciedlać faktycznej liczby poszkodowanych.

Reklama

- Liczba dzieci zabitych i okaleczonych przez miny i niewybuchy byłaby znacznie wyższa, gdybyśmy w tej statystyce uwzględnili rejony niekontrolowane przez władze Ukrainy - oświadczyła Marie-Pierre Poirier. 

Obecnie w zniszczonych wskutek konfliktu miastach i wioskach zalegają pozostałości po użytej broni ciężkiej - informuje UNICEF. Najbardziej niebezpieczne są ukryte w ziemi miny.

"Ludzie giną jeszcze długo po zakończeniu walk"

- Byłem niedawno na Ukrainie i rzeczywiście ukraińscy wojskowi wskazywali na spory problem zaminowywania przez separatystów dużych terenów, które powodują straty nie tylko po stronie walczących wojsk ukraińskich, ale również wśród ludności cywilnej - przyznaje w rozmowie z Interią gen. Bogusław Pacek.

- Zaznaczam, że żołnierze mają środki, by się przed tym bronić. Mogą za pomocą stosownych urządzeń wykryć zamaskowane miny, a następnie je zneutralizować - wyjaśnia.

- Natomiast cywile są zupełnie bezradni - dodaje i wyjaśnia, że miny skierowane są nie tylko przeciw obcym wojskom, lecz również przeciw ludności cywilnej. - To jest najbardziej okrutne - przyznaje Pacek.

- Ludzie giną jeszcze długo po zakończeniu walk, bo na terenach wcześniej objętych wojną miny wciąż pozostają ukryte w ziemi.

W obwodzie Donieckim i Ługańskim Państwowe Służby Ratunkowe oczyszczają z min i niewybuchów tereny kontrolowane przez władze Ukrainy. Do tej pory udało się zlokalizować i usunąć ponad 33 717 niebezpiecznych odłamków - wynika z danych przekazanych nam przez UNICEF.

- Neutralizacja min polega na ich wykryciu, następnie wykopaniu i wywiezieniu poza teren niezamieszkały przez ludność i zdetonowaniu. Przy użyciu specjalnych urządzeń stosuje się też detonowanie min w rejonie, gdzie są rozmieszczone - wyjaśnia gen. Pacek.

Ryzyko jest wciąż wysokie

Mimo działań ukraińskich służb mieszkańcy konfliktowych terenów, a zwłaszcza części kontrolowanej przez separatystów, nadal narażeni są na ryzyko.

- Kiedy jechaliśmy w rejony Debalcewe i Ługańska z konwojem pomocy humanitarnej, droga niejednokrotnie przypomniała slalom gigant - opowiadał w rozmowie z Interią Radosław Rzehak, przedstawiciel UNICEF, który przebywa na Ukrainie z pomocą humanitarną dla rejonów dotkniętym konfliktem.

Na ternach samozwańczych republik Ługańskiej i Donieckiej miny i niewybuchy, często zabezpieczone są w bardzo prowizoryczny sposób. W dodatku te pierwsze zostały użyte wbrew obowiązującemu prawu.

Broń niezgodna z prawem

W 1999 roku weszła w życie Konwencja ottawska o zakazie użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych oraz o ich zniszczeniu. Do tej pory ratyfikowało ją prawie 75 proc. państw, w tym również Ukraina.

Zgodnie z nią stosowanie min przeciwpiechotnych na terenach ukraińskich jest sprzeczne z prawem międzynarodowym. Jeżeli ktoś łamie prawo, zasługuje na karę, ale czy w tym przypadku, sprawcy odpowiedzą za śmierć niewinnych osób? Sprawa jest niejasna.

- Jeśli miny przeciwpiechotne używane są przez separatystów, to problem pociągnięcia ich do odpowiedzialności, w świetle prawa międzynarodowego i krajowego jest skomplikowany - przyznaje w rozmowie z Interią Doradca Prawny II i III zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie dr Piotr Łubiński.

Gdyby działanie separatystów zostało przypisane Rosji, trudno byłoby mówić o naruszeniu zasad konwencji, bo władze rosyjskie nigdy jej nie ratyfikowały. Jednak oficjalnie Rosja nie przyznaje się do angażowania w konflikt, a separatyści mimo powstania samozwańczych republik Doniecka i Ługańska, wciąż pozostają obywatelami Ukrainy i tak też powinni być traktowani.

- W chwili obecnej jedynie Rosja i państwa quasi satelickie Rosji, np. Osetia Południowa, uznały republiki Ługańską i Doniecką. W świetle prawa międzynarodowego nie ma innego, prawnego bytu niż Ukraina - tłumaczy Łubiński.

"Separatyści działają z otwartą przyłbicą"

Władze Ukrainy mogą więc, po uzyskaniu kontroli nad samozwańczymi republikami, pociągnąć do odpowiedzialności karnej konkretne osoby, w tym przypadku separatystów, które używały min przeciwpiechotnych.

Na możliwość indywidualnego egzekwowania prawa wskazuje również gen. Bogusław Pacek.

- W przypadku konfliktowych rejonów Ukrainy sytuacja rzeczywiście nie jest prosta, przypomina trochę tę z Bałkanów. Tam jednak sprawcy odpowiedzieli za wiele zbrodni, bo udało się ustalić ich tożsamość - tłumaczy.

- Myślę, że jest szansa na podobne rozwiązanie na Ukrainie, ponieważ separatyści działają z tzw. otwartą przyłbicą, bardzo często pozostawiając setki trwałych i widocznych śladów, które można udokumentować - zaznacza.

Nawet mimo jawnego naruszania prawa przez separatystów sytuacja nie jest jednoznaczna. Jak wskazuje Łubiński, zdaniem organizacji monitorującej przestrzeganie Konwencji Landmine and Cluster Munition Monitore Ukraińcy nie wprowadzili do swojego porządku prawnego przepisów penalizujących naruszenie Konwencji.

- Wygląda to więc w ten sposób, że Ukraina jako państwo wyklucza oficjalnie miny przeciwpiechotne, ale w przypadku poszczególnych obywateli, a w tym wypadku ruchów separatystycznych, nie wiadomo właściwie, jak to prawo implementować. W tej sytuacji pozostaje odpowiedzialność karna oparta o ogólne zasady prawa międzynarodowego humanitarnego i prawa krajowego - mówi Łubiński.

Iluzoryczne prawo?

W celu zmniejszenia rozmiarów tragedii UNICEF wraz z organizacjami partnerskimi rozpoczął kampanię edukacyjną prowadzoną w rejonach najbardziej dotkniętych przez konflikt. Dzięki niej 500 000 dzieci i ich rodzin ma otrzymać niezbędne informacje na temat zagrożenia związanego z minami i niewybuchami. Kampania obejmie również szkolenie dla 100 nauczycieli i szkolnych psychologów.

Pytanie, dlaczego w XXI wieku organizacje humanitarne muszą szerzyć edukację w tym zakresie? Dlaczego prawo, które miało chronić również obywateli Ukrainy wydaje się iluzoryczne?

Sytuacja za naszą wschodnią granicą jest dowodem na to, że mimo globalnego postępu, wprowadzania kolejnych regulacji - zarówno na szczeblu krajowym, jak i międzynarodowym - dzieci i całe społeczności nadal stają się ofiarami bezprawnej wojny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje