Reklama

Reklama

Poroszenko pręży muskuły. Europejczycy tracą wiarę w sens rozmów pokojowych

Rząd Ukrainy wysyła czołgi i samoloty myśliwskie na wschód kraju, podczas gdy w Niemczech prowadzi się negocjacje pokojowe. Pierwsze spotkanie przyniosło przede wszystkim jedno: otrzeźwienie.

Ignorując międzynarodowe wysiłki na rzecz pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie, prezydent Petro Poroszenko przekazał armii ukraińskiej ciężki sprzęt bojowy do walki przeciwko prorosyjskim separatystom.

Reklama

- Jestem przekonany, że rok 2015 będzie rokiem naszego zwycięstwa. Do tego potrzebujemy silnego, patriotycznego i dobrze uzbrojonego wojska - oświadczył prozachodni szef państwa na uroczystości w Żytomierzu; mieście obwodowym położonym na północy kraju.

Do przekazanych armii systemów broni należą między innymi samoloty myśliwskie MiG-29 i Su-27, haubice i transportery opancerzone.

Poroszenko uzależnił przywrócenie pokoju na obszarze objętym konfliktem w Donbasie od zamknięcia granicy między wschodnią Ukrainą i Rosją.

Dozbrajanie jest kontraproduktywne

W tym samym czasie w Berlinie toczyły się rozmowy w sprawie wdrożenia wrześniowego porozumienia z Mińska. Uzgodniono między innymi wycofanie ciężkiego sprzętu bojowego. Dlatego dozbrojenie przez Poroszenkę sił ukraińskich walczących z prorosyjskimi separatystami jest kontraproduktywne.

Niezależnie od tego prezydent Ukrainy chce się spotkać w Kazachstanie z prezydentami Rosji i Francji Władimirem Putinem i Francoisem Hollande oraz z kanclerz Niemiec Angelą Merkel.

"Wiele kwestii otwartych"

Spotkanie w niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych nie przyniosło na razie żadnych rezultatów. - W MSZ podkreślono, że rozmowy były konstruktywne; że odnotowano pewien postęp, ale wiele kwestii pozostaje nadal otwartych.

Obrady mają być w najbliższych dniach wznowione. Rzecznik rządu w Berlinie Steffen Seibert uzależnia następne spotkanie od widoków na "prawdziwy postęp". - Czy i kiedy dojdzie do rozmów w tak zwanym formacie normandzkim, nie mogę dziś powiedzieć - dodał.

"Format normandzki" nawiązuje do spotkania 6 czerwca w Normandii prezydentów Rosji, Ukrainy i Francji Władimira Putina, Petra Poroszenki i Francoise Hollande'a i kanclerz Niemiec Angeli Merkel, przy okazji uroczystości upamiętniających lądowanie aliantów we Francji w 1944 roku. Drugie spotkanie w tej samym składzie odbyło się w październiku w Mediolanie. Poroszenko zapowiedział, że podobne rozmowy odbędą się 15 stycznia w stolicy Kazachstanu Astanie.

Brak zainteresowania biciem piany

W czwartek kanclerz Angela Merkel spotyka się w Berlinie z premierem Ukrainy Arsenijem Jaceniukiem. Podobnie jak ona, również prezydent Francji uzależnia odbycie rozmów od dalszego rozwoju sytuacji. Spotkania bez postępu, na których się tylko gada, nie mają najmniejszego sensu - powiedział Hollande francuskim mediom.

Wpływowy rosyjski polityk Aleksiej Puszkow okazał rozczarowanie twardym stanowiskiem Niemiec w kryzysie ukraińskim. Na Twitterze napisał, że rolę Merkel, jako najważniejszego negocjatora, przejął Hollande.

Tymczasem siły rządowe i prorosyjscy separatyści w Donbasie oskarżają się nawzajem o łamanie rozejmu.

W Odessie nad Morzem Czarnym w nocy detonował przed biurowcem ładunek wybuchowy. Nikt nie doznał obrażeń. - "Terroryści" chcieli za sprawą tego zamachu dalej destabilizować sytuację - oświadczył jeden z rzeczników miejscowych władz bezpieczeństwa.

afp, dpa / oprac. Iwona D. Metzner, Redakcja Polska Deutsche Welle



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy