Reklama

Reklama

Nacjonaliści wchodzą do ukraińskiego rządu

Na Ukrainie trwają próby stworzenia nowej koalicji. Dotychczasowa koalicja "Europejski Wybór" rozpadła się. Powodem był kryzys polityczny i wpływy oligarchów na rząd.

Rządowi Arsenija Jaceniuka do osiągnięcia poparcia większości parlamentu brakuje kilku głosów. Front Ludowy i Blok Petra Poroszenki mają razem 217 posłów. Do większości potrzeba 226. Wczoraj swoje poparcie dla rządu wycofała Samopomoc mera Lwowa Andrija Sadowego i Batkiwszczyna Julii Tymoszenko. Tym samym dotychczasowa koalicja przestała istnieć.

Premier nie zamierza się jednak poddawać i deklaruje, że jego rząd będzie pracował nadal. Arsenij Jaceniuk spotykał się wczoraj z prezydentem i szefem nacjonalistycznej Radykalnej Partii - populistą Ołehem Laszko. Ten zapowiedział gotowość wejścia do nowej koalicji.

Reklama

Warto wspomnieć, że Laszko to ukraiński nacjonalista, który chce "walczyć o świętą sprawę, którą jest stworzenie wielkiego imperium ze stolicą w Kijowie". Poseł stwierdził też kiedyś, że niektóre ziemie Ukrainy wciąż znajdują się "pod okupacją" innych państw, a słowa Laszko dotyczyły także rzekomych ukraińskich terytoriów na zachodzie.

Wracając do sytuacji politycznej, to jednak w największej partii - Bloku Petra Poroszenki jest wiele głosów krytycznych wobec rządu. Szef frakcji Bloku Jury Łucenko dał rządowi trzy tygodnie na gruntowne przebudowanie gabinetu. Kilka dni temu wiele wskazywało na to, że parlament zdymisjonuje rząd. Jednak gabinet Arsenija Jaceniuka utrzymał się dzięki głosom podległych oligarchom deputowanych. Zostało to przez dużą część opinii publicznej ocenione bardzo negatywnie i obniżyło i tak już śladowe poparcie społeczne dla rządu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy