Reklama

Reklama

Media: Spotkanie w Mińsku to szansa na zatrzymanie wojny

Jako szansę na powstrzymanie wojny w Donbasie określa we wtorek prasa białoruska planowane na środę w Mińsku spotkanie z udziałem przywódców Rosji, Ukrainy, Niemiec i Francji, Władimira Putina, Petra Poroszenki, Angeli Merkel i Francois Hollande'a.

- Jeśli jutro podczas ewentualnego spotkania w stolicy Białorusi Poroszenki, Putina, Merkel i Hollande'a zostanie zatrzymana wojna w Donbasie, to Mińsk może stać się dla historii "drugą Jałtą", gdzie 70 lat temu zdecydowano o losie powojennej Europy" - pisze opozycyjna gazeta "Narodnaja Wola".

Reklama

Państwowy dziennik "SB. Biełaruś Siegodnia" ocenia natomiast, że spotkanie w Mińsku to "logiczna kolej rzeczy, jedyny format pozwalający wyjść z labiryntu Minotaura".

"Kraje Europy Zachodniej nie są gotowe do wojny"

Redaktor naczelny "SB. Biełaruś Siegodnia" Pawieł Jakubowicz zastanawiając się nad przyszłością Donbasu podkreśla, że Ukraina nie jest w stanie udzielić jasnej odpowiedzi w tej kwestii, bo "niewyobrażalnie trudno jest jej tracić integralność terytorialną, ale ta filiżanka jest już beznadziejnie rozbita".

Problemu Donbasu nie może także - według niego - rozwiązać Moskwa, bo "jeśli sądzić po informacyjnym mainstreamie federalnych kanałów telewizyjnych, to oprócz inwektyw o "nazistach", "krwawej juncie" i podobnych obelg nie ma ona odpowiedzi".

Jeśli zaś chodzi o Unię Europejską to - wg Jakubowicza - "jak każdy żywy organizm znajduje się ona w nieustannym stanie następowania po sobie okresów stabilności i wstrząsów", i nie dysponuje wieloma atutami.

- Owszem, sankcje gospodarcze uderzyły w Rosję i mają daleko idące konsekwencje, ale dziś to tyle co ukąszenie komara - czytamy. Natomiast interwencja NATO jest - według Jakubowicza - niewyobrażalna, bo sojusz i kraje Europy Zachodniej nie są gotowe do wojny.

"Jutro może być za późno!"

Wobec tego "trzeba odrzucić ambicje, wszyscy wciągnięci w tę historię powinni odpowiedzialnie "zrezygnować ze swoich zasad", choćby były one ukute z żelbetonu i - niezwłocznie się dogadywać.() Natychmiast do stołu rozmów! Wczoraj być może było na to za wcześnie, ale jutro może być za późno! - apeluje Jakubowicz.

Opozycyjny polityk Alaksandr Fiaduta podkreśla natomiast na łamach "Narodnej Woli", że wizyta kanclerz Niemiec i prezydenta Francji w Mińsku nie ma na celu legitymizacji prezydenta Alaksandra Łukaszenki w oczach jego wyborców, a tym bardziej mieszkańców Europy, tylko powstrzymanie wojny.

"Jeśli dzięki tej wizycie wojna skończy się choćby o jeden dzień szybciej, to znaczy, że uratowano życie kilku ludzi.() Zabitych nie można wskrzesić. Trzeba myśleć o żywych. Merkel, Hollande i Poroszenko myślą teraz właśnie o nich() A o czym myśli Putin, nie podejmuję się zgadywać"- pisze Fiaduta.

Sceptycyzm odnośnie wyników spotkania wyraża w niezależnej "Komsomolskiej Prawdzie w Biełorussii" analityk Jury Szewcou. "Nie sądzę, by można było zatrzymać obecnie wojnę na Ukrainie rozmowami. Ale trzeba próbować" - cytuje go dziennik.

Gazeta podkreśla, że zachodni przywódcy od wielu lat nie przyjeżdżali na Białoruś, a "ostatnia wizyta w Białorusi jednego z najbardziej wpływowych polityków - prezydenta USA Billa Clintona - odbyła się na początku 1994 r." Co prawda 15 lat później w Mińsku zawitał premier Włoch Silvio Berlusconi, ale nie zajmował on wówczas w światowej polityce takiej pozycji jak Merkel czy Hollande.

Szewcou zwraca uwagę, że przyjeżdżając do Mińska zachodni przywódcy "będą się mieli nad czym zastanowić". "Na przykład nad tym, że UE nadaremnie przez tyle lat stosowała obstrukcję wobec kraju, który w krytycznej sytuacji okazał się tak ważny dla Europy" - czytamy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy