Reklama

Reklama

Krym już niemal w całości opanowany przez Rosję

Większość ukraińskich obiektów wojskowych jest albo pod kontrolą wojsk rosyjskich i zdała broń, albo jest blokowana przez oddziały Federacji Rosyjskiej. Z funkcji dowodzącego ukraińskimi siłami morskimi został odwołany admirał Denis Berezowski.

Agencja RIA Nowosti twierdzi, że przeszedł on na stronę władz Krymu. Podczas konferencji prasowej w Sewastopolu miał powiedzieć, że złożył przysięgę wierności narodowi Krymu i będzie go bronił zgodnie z prawem.

Reklama

Według części komentatorów, dymisja Berezowskiego, który nominację otrzymał przed dwoma dniami z Kijowa, została także przez władze w Kijowie wymuszona. Powodem miał być rozkaz Berezowskiego, w którym miał on nakazać podwładnym niestawianie oporu wojskom rosyjskim. 

Śledztwo w sprawie zdrady stanu

Po odwołaniu Berezowskiego ze stanowiska minister obrony Ihor Teniuch powołał na jego miejsce kontradmirała Serhija Hajduka. Przeciwko odwołanemu dowódcy floty wszczęto śledztwo w sprawie zdrady stanu.

Załoga okrętu flagowego ukraińskiej marynarki, fregaty "Hetman Sahajdaczny" pozostaje tymczasem wierna władzom w Kijowie.

Jak informuje ministerstwo obrony, okręt wróci do kraju za kilka dni, po "wykonaniu zadań". "Hetman Sahajdaczny" uczestniczy w międzynarodowej operacji antypirackiej na Oceanie Indyjskim.

Wydarzenia w Symferopolu

Nie jest jednak jasne, co się dzieje z innymi ukraińskimi okrętami. Informowano, że płyną z Krymu do baz w Odessie i Mariupolu, ale ukraińskie ministerstwo obrony oświadczyło po południu, że cała flota, licząca 10 okrętów, znajduje się w Sewastopolu.

Natomiast w Symferopolu zajęte zostało przez Rosjan dowództwo obrony pogranicza, które żołnierze rosyjscy blokowali od wczoraj. W dalszym ciągu napięta sytuacja panuje wokół ukraińskich obiektów wojskowych w Pierewalnym i w Teodozji. Tam oddziały ukraińskiej piechoty morskiej nie chcą dobrowolnie oddać swych baz pod kontrolę rosyjską. Obiekty te są w dalszym ciągu blokowane przez siły rosyjskie. 

Przed prowokacjami mogącymi prowadzić do krwawych starć ostrzegł na Krymie przewodniczący Medżlisu Narodu Tatarskiego Refat Czubarow. Według rozpowszechnianych w Symferopolu informacji, takich prowokacji mogą dopuścić się najbliższej nocy ludzie podający się za członków mniejszości tatarskiej. 

Tatarzy obawiają się prowokacji

Przedstawiciele mniejszości tatarskiej na Krymie poinformowali, iż w związku z możliwymi prowokacjami oraz niebezpieczeństwem prowokowania konfliktów pomiędzy ludnością tatarską i rosyjską powołane zostają tymczasowe oddziały straży obywatelskiej. Mają one chronić obiekty kultu muzułmańskiego, a także rejony zamieszkałe przez ludność tatarską.

Chodzi o to, by nie dochodziło do jakichkolwiek bijatyk lub potyczek. Szczególne obawy w Symferopolu i okolicach wzbudziła informacja, iż od strony Bachczysaraju zmierza w kierunku stolicy kolumna samochodów wojskowych, którymi jadą ludzie pochodzenia kaukaskiego.

Zdaniem części komentatorów, to właśnie oni mogą zostać wykorzystani do dokonania prowokacji zaostrzających sytuację w mieście.

Dowiedz się więcej na temat: Krym | Rosja | Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy