Reklama

Reklama

Donald Tusk o Rosji: Potrzebna dalsza presja

Potrzebna jest dalsza presja na Rosję, by powstrzymać ją od eskalacji napięcia na Ukrainie - poinformował premier Donald Tusk. Podkreślił, że UE na razie nie optuje za dalszymi sankcjami wobec Rosji, musi być jednak na nie gotowa, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Jak powiedział Tusk, na temat sytuacji na Ukrainie rozmawiał we wtorek w Brukseli z szefem Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso, przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem, a także z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i premierem Wielkiej Brytanii Davidem Cameronem.

Reklama

- Wszyscy mamy podobne stanowisko - potrzebna jest dalsza presja na Moskwę, aby powstrzymać ją od eskalacji napięcia, mówiąc wprost - (powstrzymać) od wysyłania najemników, żołnierzy, którzy wspierają separatystów, co powoduje tak ostry konflikt. Dzisiaj to już są dziesiątki zabitych; niektóre źródła mówią nawet o setkach zabitych w Doniecku - podkreślił szef rządu. - Sprawa jest rzeczywiście bardzo poważna - przyznał.

Premier zaznaczył, że fakt uznania przez Rosję wyników niedzielnych wyborów prezydenckich na Ukrainie, które już w pierwszej turze wygrał Petro Poroszenko, nie może spowodować, że Europa zaakceptuje dotychczasowe zachowania tego kraju, czyli np. zajęcie Krymu. Według niego Unia musi pokazać, że jest gotowa do dalszych sankcji, jeśli zajdzie taka potrzeba.

- Nikt nie będzie optował, żeby zastosować nowe sankcje już teraz, ale powinniśmy solidarnie i jednoznacznie powiedzieć, że Europa jest gotowa do dalszych sankcji, jeśli Rosjanie nie zrezygnują z tej polityki, przede wszystkim wspierania czynnego poprzez przesyłanie broni i ludzi przez granicę rosyjsko-ukraińską, wspierania separatystów - powiedział Tusk. - To będzie moim zdaniem taki prawdziwy, pierwszy test ewentualnej dobrej woli ze strony Rosjan, jeśli zrezygnują definitywnie z tego wsparcia organizacyjnego dla separatystów - ocenił.

W ciągu ostatniej doby walk między ukraińskimi siłami rządowymi a prorosyjskimi separatystami w Doniecku na wschodzie Ukrainy zginęło 40 osób. Separatyści własne straty szacują na ok. 30 osób. Mer Doniecka Ołeksandr Łukjanczenko mówił we wtorek, że jest 38 śmiertelnych ofiar walk wokół lotniska w Doniecku, zajętego dzień wcześniej przez separatystów. Zastrzegł, że nie wiadomo, ilu rebeliantów było wśród zabitych; dodał, że śmierć poniosło także dwóch cywilów.

Sekretarz prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow oświadczył w poniedziałek, że deklaracja Władimira Putina, iż Moskwa uszanuje wolę narodu ukraińskiego wyrażoną w niedzielnych wyborach prezydenckich, zachowuje aktualność.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje