Reklama

Reklama

Analityk: Trzeba zapobiec klęsce armii ukraińskiej

Pomimo uzgodnień z Mińska na Ukrainie nie milkną strzały. Dotychczasowe negocjacje szefów dyplomacji Niemiec, Francji, Ukrainy i Rosji nie przyniosły przełomu. Proces pokojowy spełzł na niczym - twierdzą analitycy.

Kolejne spotkanie szefów dyplomacji tzw. formatu normandzkiego w Berlinie nie zakończyło się konkretnymi ustaleniami. Jedynym rezultatem był wspólny apel o zakończenie walk i wycofanie z Donbasu ciężkiego sprzętu wojskowego. Ale to zostało już zapisane w lutym w tzw. porozumieniu Mińsk 2, którego do dzisiaj żadna ze stron konfliktu w całości nie wcieliła w życie. Dlatego obserwatorzy mińskich negocjacji coraz bardziej powątpiewają w ich skuteczność. Wymiana ognia, która nie ustała w Doniecku i Szyrokine, ale też akty sabotażu i zamachy na ukraińskich żołnierzy, nawet w Wielkanoc, pokazały, jak bardzo kruche są ustalenia z Mińska.

Strach przed prawdziwą wojną

Reklama

Czy Mińsk 2 jest w ogóle jeszcze istotny? W ocenie Judy Dempsey, analityk z berlińskiej filii think tanku Carnegie Europe, strony konfliktu właściwie do końca trzymały się ustaleń. - Sednem tych ustaleń jest unikanie ofiar wśród ludności cywilnej - wyjaśniła w rozmowie z Deutsche Welle. - Zwykli ludzie w czasie takich konfliktów najczęściej znikają z pola widzenia. Niszczy się ich domostwa, a oni nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić. Jedni uciekają do Rosji, inni do Kijowa czy na zachodnią Ukrainę. Nie wolno nam zapominać o ludzkim aspekcie tej straszliwej wojny - upomina Dempsey.

Jean-Sylvestre Mongrenier z paryskiego Instytutu im. Tomasza Morusa jest bardziej sceptyczny. Francuski analityk przypuszcza, że dla Rosji wszystko, co związane z mińskimi ustaleniami, jest tylko taktycznym zabiegiem, by zyskać na czasie. - W czasie tej przerwy Putin próbuje podzielić UE i NATO. W rzeczywistości jest to trwający od dawna konflikt geopolityczny, w którym chodzi o europejski i międzynarodowy porządek prawny. Rewizjonizm Kremla jest zagrożeniem dla całej Europy - mówi Mongrenier w rozmowie z Deutsche Welle. - Polityka appeasementu (ustępstw) mogłaby, w jego opinii, spowodować powrót do "politycznego darwinizmu" - ostrzega. Dodaje też, że zniweczenie tych kruchych uzgodnień mogłoby doprowadzić do prawdziwej wojny między Rosją i Ukrainą.

Sankcje czy broń?

Ale już dzisiaj trudno jest nazwać sytuację w Donbasie zawieszeniem broni. Według informacji obserwatorów OBWE, w Donbasie odnotowano 1200 eksplozji. Stanowiska ukraińskie były ostrzeliwane z artylerii i moździerzy także w poniedziałek wieczorem, kiedy w Berlinie obradowali ministrowie spraw zagranicznych. Prawie codziennie giną żołnierze. Informacje o walkach nadchodzą z okolic Mariupola. Miasto to, jak obawia się Kijów i państwa Zachodu, będzie następnym celem separatystów. - Rosji trudno jest kontrolować Krym za cenę możliwą do zaakceptowania, jeśli nie powstanie korytarz między tym, co Kreml nazywa Noworosją a Półwyspem Krymskim - tłumaczy Mongrenier.

Jeśli rozegra się najgorszy ze scenariuszy, Zachód na pewno zareaguje - uważają zgodnie analitycy z Berlina i Paryża w rozmowach z Deutsche Welle. - Sankcje są jedyną kartą przetargową, jaką ma Zachód. Niczego innego nie ma w ręku. Niemcy są przeciwne zaopatrzeniu Ukrainy w śmiercionośną broń, co innych krajów jednak nie powstrzyma przed dostarczeniem broni Ukrainie. UE nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia. W chwili obecnej większość krajów jest przeciwna dostawom broni na Ukrainę, ale kilka z nich uważa, że dostawy byłyby jak najbardziej w porządku - zaznacza Dempsey.

Paryski analityk uważa, że jeżeli Mariupol zostanie zaatakowany i konflikt rozleje się na całą Ukrainę, Zachód będzie zmuszony do dostaw broni dla Kijowa. - Trzeba zapobiec klęsce armii ukraińskiej. Ukraina jest suwerennym państwem, uznanym przez społeczność międzynarodową, jest członkiem ONZ oraz Rady Europy i ma prawo się bronić - uważa Mongrenier.

Paryż i Berlin ściśle współpracują

W jego opinii, nowa odsłona konfrontacji w Donbasie zmusi Niemcy i Francję, gwarantów mińskich porozumień w imieniu UE, do przezwyciężenia różnic poglądów, jeśli takowe obecnie jeszcze istnieją. - Jeśli Putin zechce zaanektować następny kawałek terytorium Ukrainy i będzie podejmował próby zniszczenia porządku europejskiego, wtedy Paryż i Berlin muszą zareagować i ściśle ze sobą współpracować. Różnic między nimi w sposobie podejścia nie należy przeceniać - zaznacza francuski politolog.

Dmytro Kanewski, Marian Ostaptschuk / oprac. Barbara Cöllen, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy