Reklama

Reklama

Ambasador Ukrainy przy UE: Chwila prawdy dla polityki Unii

Kostiantyn Jelisiejew, ambasador Ukrainy przy UE, oświadczył we wtorek, że przyszłotygodniowy szczyt Partnerstwa Wschodniego w Rydze będzie "chwilą prawdy" dla tej polityki UE. Ocenił, że wielu krajom brakuje przywództwa, aby uczynić tę politykę ambitniejszą.

"Po zamęcie i wstrząsie w następstwie wileńskiego szczytu w 2013 roku razem z europejskimi partnerami musimy odpowiedzieć, jakie będzie Partnerstwo Wschodnie, czego od niego oczekujemy" - powiedział ambasador ukraińskim dziennikarzom w Brukseli. Na szczycie miała zostać podpisana umowa stowarzyszeniowa UE-Ukraina, ale ówczesny prorosyjski prezydent kraju Wiktor Janukowycz wycofał się z podpisania porozumienia, co doprowadziło do protestów na Majdanie w Kijowie, a następnie do ucieczki Janukowycza z Ukrainy.

Jelisiejew wyraził przekonanie, że stanowiska poszczególnych unijnych państw obecnie nie sprzyjają sukcesowi zbliżającego się szczytu, który odbędzie się w stolicy Łotwy 21 i 22 maja. Ostrzegł, że jeśli w najbliższym czasie liderzy pewnych krajów "nie zwrócą na to uwagi, to szczyt może być porażką". Nie sprecyzował, jakie kraje ma na myśli.

Reklama

Zaapelował następnie do krajów członkowskich Unii o to "by były bardziej odpowiedzialne i nie kierowały się jedynie egoistycznymi interesami narodowymi w kwestii sprzedaży własnych jabłek czy brzoskwiń".

Ambasador podkreślił, że Kijów nalega, by w deklaracji szczytu znalazły się ważne dla Ukraińców sygnały, w tym "odnoszące się do liberalizacji wizowej, podpisania porozumienia o wspólnej przestrzeni powietrznej, rozszerzenia dostępu do rynków UE i pomocy w realizacji umowy o stowarzyszeniu i wolnym handlu".

Ocenił jednocześnie, że obecnie propozycje zawarte w projekcie deklaracji "robią wrażenie mniej ambitnych niż zostało to zapisane w dokumentach wileńskiego szczytu w 2013 roku, a nawet szczytu paryskiego w 2009 roku". Jak zastrzegł, nie "będzie tragedii, jeśli nie będzie wspólnej deklaracji". Jelisiejew zaznaczył zarazem, że nie można dopuścić do tego, aby "wysłać negatywne sygnały społeczeństwu obywatelskiemu".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje