Reklama

Reklama

"Mózg" zamachów brał w nich czynny udział? Nowe ustalenia francuskiej prokuratury

Główny organizator zamachów terrorystycznych w Paryżu mógł brać w nich bezpośredni udział. Tak przypuszczają francuscy śledczy, którzy badają ciało Abdelhamida Abbaouda. Do tej pory służby twierdziły, że mężczyzna jedynie dowodził zamachowcami, ale coraz więcej tropów wskazuje, że w ubiegły piątek on także był na miejscu zamachów.

26-letni obywatel Belgii marokańskiego pochodzenia był widziany na stacji metra w podparyskim Montreiul w kilkanaście minut po zamachach. Teraz śledczy znaleźli jego odciski palców na jednym z kałasznikowów, które znajdowały się w porzuconym czarnym seacie. Auto było zaparkowane zaledwie 500 metrów od stacji metra, na której kamery przemysłowe zarejestrowały Abbaouda.

Według śledczych, może to oznaczać, że Belg brał bezpośredni udział w strzelaninie przed kawiarniami Le Carillon i Le Petit Cambodge, a potem porzucił auto i przesiadł się do metra.

Reklama

Jak relacjonuje z Paryża specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, francuskie służby sprawdzają też, w jaki sposób Abdelhamid Abbaoud przedostał się do Europy. Wiadomo bowiem, że Belg jeszcze w 2013 roku wyjechał do Syrii, by następnie wstąpić w szeregi bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Rok później porwał do Syrii swojego nastoletniego brata, którego zdjęcia z kałasznikowem obiegły potem cały świat. 

Francuski minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve potwierdził, że mężczyzna znany był miejscowym służbom co najmniej od kilku miesięcy. Według ministra, Belg miał stać co najmniej za czterema nieudanymi zamachami, w tym za niedoszłym atakiem na kościół pod Paryżem i na pociąg relacji Amsterdam-Paryż w sierpniu tego roku.

Francuski premier Manuel Valls, odpowiadając na pytanie o to, w jaki sposób Abbaoud mógł niezauważenie przedostać się do Francji, odpowiedział "nie wiem".

Agencja Reutersa wyliczyła, że przeprowadzenie zamachów w Paryżu mogło kosztować około 7,5 tysiąca dolarów, podczas gdy zamachy z 11 września na Nowy Jork kosztowały pół miliona dolarów. Dziennikarze agencji Reuters twierdzą, że według dostępnych danych ze śledztwa, zamachowcy z Paryża korzystali z tanich wersji karabinów Kałasznikow, a materiały wybuchowe skonstruowali domowymi sposobami. Przeprowadzenie zamachów miało być stosunkowo tanie, bo prócz broni, napastnicy mieli wydać pieniądze tylko na wynajęcie trzech samochodów i mieszkań.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama