Reklama

Reklama

Zamach w Tunezji

Zamach w Tunezji: Zaniedbania służb ochrony

Prezydent Tunezji Bedżi Caid Essebi przyznaje, że były zaniedbania co do ochrony i bezpieczeństwa gdy doszło do zamachu w muzeum Bardo. Pisze o tym internetowe wydanie tygodnika "Paris Match".

Już wcześniej francuskie media podkreślały, że czterech strażników mających pilnować bezpieczeństwa tuż przed zamachem poszło na kawę.

Reklama

Na wielokrotnie pokazywanych filmach nagranych przez kamery przemysłowe widać dwóch terrorystów, gdy wchodzą do wnętrza muzeum. Po drodze mijają wychodzącego mężczyznę. Trójka przechodzi koło siebie obojętnie, mimo że kałasznikowy w rękach zamachowców są dobrze widoczne. Według francuskich komentatorów napastnicy nie chcieli odgłosami strzałów alarmować strażników, bo chcieli zabić jak najwięcej osób, a nie jednego przypadkowego przechodnia. W ten sposób mężczyzna uratował życie.

Prezydent Tunezji przyznaje, że policja i wywiad tunezyjski nie stanęły na wysokości zadania i nie zadbały w sposób ciągły o zapewnienie bezpieczeństwa tej popularnej turystycznie placówki muzealnej. Niemniej dodał, że później działały szybko i skutecznie, aby doprowadzić do unieszkodliwienia zamachowców. Dzięki temu uniknięto jeszcze większego rozlewu krwi, gdyż terrorystom nie udało się odpalić ładunków wybuchowych, jakie mieli na sobie.

Dowiedz się więcej na temat: zamach w Tunezji

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne