Reklama

Reklama

Zamach w Tunezji

Marsz przeciwko terroryzmowi. "Nie damy się zastraszyć"

Nie damy się zastraszyć terrorystom - podkreślali uczestnicy marszu pamięci ofiar zamachu terrorystycznego w Tunisie. Na ulicach w niedzielę zgromadziły się tłumy, a stolica wyglądała jak oblężone miasto. Wśród uczestników marszu znaleźli się m.in. Francois Hollande i Bronisław Komorowski.

Marsz był reakcją na zamach terrorystyczny z 18 marca w Muzeum Narodowym Bardo, w którym zginęły 23 osoby, w tym trzech Polaków.

"Dzisiejszy marsz solidarności z ofiarami i przeciwko terroryzmowi jest sygnałem, że Polska uczestniczy w każdej postaci w działaniach zmierzających do usuwania zagrożenia terrorystycznego i sama płaci za to cenę. W szczególny sposób składaliśmy hołd polskim ofiarom. Podkreśliliśmy, że Polska w pełni rozumie zaniepokojenie i zaangażowanie krajów europejskich w kierunku południowym, skąd płynie zagrożenie terroryzmu" - powiedział Komorowski po marszu w trakcie briefingu przed muzeum Bardo.

Reklama

"Chcielibyśmy również, żeby świat europejski dostrzegał również to, co Polska dostrzega na co dzień, czyli zagrożenie dla świata, Unii Europejskiej płynące ze wschodu" - dodał prezydent.

W marszu uczestniczyli także: prezydent Francji Francois Hollande, premier Włoch Matteo Renzi i palestyński przywódca Mahmud Abbas. Hollande wezwał Tunezję i wspólnotę międzynarodową do zjednoczenia sił w walce z terroryzmem. Podkreślił, że zamach w Tunisie dotknął kraj, który przeżył arabską wiosnę i ma osiągnięcia w sferze demokracji i pluralizmu. Hollande poinformował w sobotę, że zmarła Francuzka ranna w zamachu z 18 marca. Tym samym liczba zabitych w zamachu obywateli Francji sięgnęła czterech.

Tysiące ludzi na ulicach

Zagraniczni przywódcy towarzyszyli prezydentowi Tunezji Bedżiemu Kaidowi Essebsiemu. Dołączyli do marszu na ostatnim odcinku: od parlamentu do Muzeum Narodowego Bardo. Na terenie muzeum odsłonięto tablicę z nazwiskami wszystkich ofiar. Pod nią delegacje złożyły kwiaty.

W demonstracji w stolicy Tunezji uczestniczyły w niedzielę tysiące ludzi. Skandując: "Wolna Tunezja, nie chcemy terroryzmu!" demonstranci przeszli do gmachu muzeum. Większość niosła flagi narodowe; część trzymała kartonowe tabliczki, na których były imiona zabitych. Zostały złożone w muzeum Bardo.

Tunezyjczycy, z którymi rozmawiała PAP, zapewniali, że ich kraj jest, mimo ostatnich wydarzeń, bezpiecznym miejscem. Przypominali, że zamachy wydarzyły się na przykład w Londynie czy Madrycie; zachęcali, żeby cały czas odwiedzać Tunezję. Wśród 23 ofiar śmiertelnych zamachu było 20 zagranicznych turystów. Dziesięć osób z Polski zostało rannych.

Komorowski zaznaczył podczas briefingu, że Polska musi uczyć się wrażliwości na zjawiska dotąd nam nieznane, które obecnie poznajemy w bolesny sposób. "Jednocześnie staramy się uczyć cały świat zachodni wrażliwości na zjawiska, które nas niepokoją. Świat nie jest bezpieczny, ale dzięki solidarności z ofiarami i solidarności w walce ze złymi zjawiskami na świecie możemy czuć się trochę bezpieczniej" - powiedział.

Do zamachu w muzeum Bardo przyznało się dżihadystyczne ugrupowanie Państwo Islamskie (IS), kontrolujące znaczne obszary w Syrii i Iraku. Premier Tunezji Habib Essid poinformował w niedzielę, że siły specjalne zabiły dowódcę islamistów podejrzanego o pomoc w zorganizowaniu zamachu. Dowódca ten - Haled Chaib, znany również jako Lokman Abu Sakhr - pochodził z Algierii. Podległe mu oddziały miały operować głównie w górzystym pasie granicznym z Algierią.

Z Tunisu Agnieszka Szymańska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje