Reklama

Reklama

Zamach w Tunezji

Dżihadyści zapowiadają kolejne zamachy terrorystyczne

Bojownicy z samozwańczego Państwa Islamskiego (IS) przyznali się w czwartek do zamachu na Muzeum Bardo w Tunisie, w którym zginęły 23 osoby. USA nie są w stanie potwierdzić, że za atakiem stało IS, ale twierdzą, że przypominał on akty przemocy popełniane przez tę grupę.

Rzecznik Białego Domu Josh Earnest powiedział, że doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego i walki z terroryzmem Lisa Monaco rozmawiała ze swym tunezyjskim odpowiednikiem i zaproponowała władzom w Tunisie pomoc w walce z terroryzmem.

Analityk ds. Afryki Północnej Geoff Porter powiedział agencji AP, że bardzo możliwe jest, iż IS zainspirowało atak, ale nie zaplanowało go. "Najpewniej organizacja bierze na siebie odpowiedzialność za coś, w czym nie odgrywała roli" - ocenił.

"Błogosławiona inwazja na jaskinię niewiernych"

Reklama

IS przyznało się do ataku, w którym zginęli m.in. Polacy, w umieszczonym w internecie nagraniu audio. Zamach był "błogosławioną inwazją na jaskinię niewiernych i zła w muzułmańskiej Tunezji" - oświadczyło IS w nagraniu, które opublikowano na islamistycznym forum. Z wiadomości audio wynika, że sprawców było dwóch; nazwano ich "rycerzami Państwa Islamskiego". "Udało im się otoczyć grupę obywateli z państw krzyżowców, siejąc terror" - dodano.

Dżihadyści zapowiedzieli kolejne ataki. "Niewierni, poczekajcie na radosną nowinę, która wam zaszkodzi, gdyż to, co widzieliście dzisiaj, jest pierwszą kroplą deszczu" - dodano.

Państwo Islamskie, które funkcjonuje głównie na terytorium Syrii i Iraku, ma swoje filie w sąsiadującej z Tunezją Libii. Wielu Tunezyjczyków udało się do tego kraju, by walczyć i szkolić się u ekstremistów - pisze agencja AP.

W szeregach dżihadystów za granicą walczy od 2 tys. do 3 tys. Tunezyjczyków. 500 innych tunezyjskich bojowników wróciło już do kraju i są uważani za jedno z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa w Tunezji

W ubiegłym tygodniu podczas walk w Libii zabity został były dowódca tunezyjskiej organizacji zbrojnej Ansar al-Szaria, którą Waszyngton uznał za organizację terrorystyczną.

MSZ: Zabito dwóch obywateli Polski

Atak wywołał silne emocje w Tunezji; w kraju mnożą się apele o jedność. Późnym popołudniem przed muzeum zebrało się kilkaset osób, by oddać hołd zabitym i zademonstrować sprzeciw wobec terroryzmu. Niektórzy owijali się tunezyjską flagą. "Wolna Tunezja, terroryzm precz" - skandowano. Przed budynkiem, gdzie wciąż widać ślady krwi, składano kwiaty, odśpiewano też hymn Tunezji.

W środę napastnicy, ubrani w mundury wojskowe, otworzyli ogień do zagranicznych turystów wychodzących z autokaru, a następnie zapędzili ich do pobliskiego Muzeum Bardo w Tunisie. W ataku zginęły 23 osoby, w tym 20 cudzoziemców, a rannych zostało ok. 50 osób. Dotychczas zidentyfikowano 13 spośród 20 zabitych turystów, w tym Japończyków, Francuzów, Hiszpanów i Brytyjkę. W ataku śmierć poniosło również trzech Tunezyjczyków.

W czwartek wieczorem polski MSZ poinformował, że najnowszy bilans ofiar tuniskiego zamachu wśród polskich obywateli to dwie osoby zabite, 10 rannych i jedna osoba zaginiona.

Włoski armator MSC podał, że wśród zabitych jest 12 pasażerów jego liniowca.

Władze Hiszpanii poinformowały, że kobieta, która wraz z partnerem całą noc ukrywała się muzeum, jest w ciąży. "Przez cały czas siedzieli w ukryciu, bojąc się zadzwonić, prawdopodobnie dlatego, że byli przerażeni" - powiedział szef hiszpańskiego MSZ Jose Manuel Garcia-Margallo.

W zamachu śmierć poniosło hiszpańskie małżeństwo, które postanowiło podróżą do Tunezji uczcić 50. rocznicę ślubu. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżali z Hiszpanii.

Ustalono tożsamość zamachowców

Premier Tunezji Habib Essid ogłosił, że ustalono tożsamość terrorystów; jeden z nich był wcześniej znany tunezyjskiemu wywiadowi. Sprawcami są Yassine Abidi oraz Hatem Khachnaoui, którzy zginęli w wymianie ognia po ataku. Dwie lokalne gazety podały, że Abidi przebywał wcześniej w Iraku i Libii, ale władze nie potwierdzają tych doniesień.

Zatrzymano też dziewięć osób podejrzanych o związki z dwoma napastnikami. Cztery osoby miały bezpośredni związek z operacją terrorystyczną, a pięć innych podejrzewanych jest o związek z tą komórką. Według źródeł w siłach bezpieczeństwa wśród zatrzymanych są ojciec i siostra Khachnaouiego.

Był to najpoważniejszy atak wymierzony w turystów w Tunezji od 13 lat. W zamachu bombowym przeprowadzonym przez Al-Kaidę w pobliżu synagogi na wyspie Dżerba w 2002 roku zginęło 21 ludzi: 14 Niemców, dwóch Francuzów i pięciu Tunezyjczyków.

Zamach był też pierwszym od arabskiej wiosny przypadkiem zaatakowania obcokrajowców w Tunezji.

Dżihadyści urośli w siłę

Rewolucja z początku 2011 roku obaliła w Tunezji autokratycznego prezydenta Zina el-Abidina Ben Alego. Od tego czasu kraj przyjął nową konstytucję i przeprowadził uznane zasadniczo za wolne wybory, co zapewniło mu uznanie społeczności międzynarodowej. Tunezję wskazywano jako przykład udanej transformacji w porównaniu np. z sytuacją w sąsiedniej Libii, w której po obaleniu Muammara Kadafiego zapanowały chaos i anarchia.

Jednak w siłę w Tunezji urośli dżihadyści m.in. z Ansar al-Szaria oraz Falanga Okba Ibn Nafaa, która jest sprzymierzona z Al-Kaidą i działa w górach wzdłuż granicy z Algierią.

Według analityków to, że władze zwalczają tych bojowników, mogło odegrać rolę w ataku.

Władze obawiają się, że zamach będzie miał opłakane skutki dla tunezyjskiej gospodarki, w której turystyka pełni kluczową rolę. Włoscy armatorzy Costa Crociere i MSC ogłosili, że ich statki wycieczkowe nie będą już wpływać do portów w Tunezji, a wiele biur podróży anulowało wycieczki do tego kraju.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy