Reklama

Reklama

Zamach w Paryżu

Niemcy. Strach przed zamachami islamistów

Paryski zamach na redakcję "Charlie Hebdo" nasuwa pytanie o bezpieczeństwo w Niemczech. Mówi się o "wysokim abstrakcyjnym zagrożeniu".

Według informacji tygodnika "Der Spiegel" Federalny Urząd Kryminalny (BKA) wprowadził w życie plan alarmowy dla Niemiec. Niemieckie specsłużby zostały wezwane do pilnego ujawnienia aktualnego miejsca przebywania islamistów zagrażających bezpieczeństwu publicznemu w Niemczech lub istotnych osób z ich środowiska. Kontrole te mają być tajne.

Reklama

Rzeczniczka prasowa BKA nie wypowiedziała się na ten temat, podkreśliła jednak, że w Niemczech jest około 260 islamskich ekstremistów, podejrzewanych o możliwość przeprowadzenia zamachu. Zaznaczyła jednocześnie, że nie ma obecnie żadnych konkretnych wskazówek odnośnie zamachów w Niemczech. Niezależnie od tego zagrożenie jest wysokie.

Przykład z Paryża

Według hamburskiego magazynu ocena sytuacji w Niemczech przez BKA zakłada, że zamach na francuski tygodnik satyryczny "Charlie Hebd" może "podziałać zachęcająco" na niemieckich islamistów. Paryski zamach dowodzi, że tego typu akty terroru mogą się w każdym momencie rozegrać w innych europejskich stolicach.

Również "Focus online“ ujawnił z raportów BKA, że "krytyczne wobec islamu" wydarzenia w Niemczech mogą być "impulsem do działań wymierzonych przeciwko osobom prywatnym, przedstawicielom mediów czy publicznym organom bezpieczeństwa". Sprawcom zaś będzie chodzić o "możliwie wysoką liczbę ofiar oraz maksymalne szkody infrastrukturalne i gospodarcze".

Szef frakcji SPD w Bundestagu Thomas Oppermann zaznaczył, że specsłużby muszą być w stanie "kontrolować - jeśli to konieczne - 24 godziny na dobę bojowników powracających z Syrii".

Trudne do przewidzenia

Andreas Armborst, kryminolog z Uniwersytetu w Leeds, podkreśla, że przed zamachami takimi jak w Paryżu nie sposób się chronić. - Terroryści zdolni do takich czynów zawsze znajdą w wolnym społeczeństwie możliwość przeprowadzenia zamachu - powiedział Armborst.

Do tej pory w Niemczech doszło do jednego zamachu islamistów. W marcu 2011 Albańczyk z Kosowa zastrzelił na frankfurckim lotnisku dwóch amerykańskich żołnierzy. Nieudanych lub udaremnionych prób zamachów było jednak więcej. Zagrożenie zamachami rośnie wraz z powiększaniem się sceny islamistów, szczególnie konserwatywnych salafitów. Liczba tych ostatnich podwoiła się w ciągu ostatnich trzech lat i wynosi obecnie ok. 7 tys. Za szczególnie niebezpiecznych uchodzą bojownicy powracający z wojny w Syrii i Iraku. Według oficjalnych danych ok. 600 radykalnych islamistów wyjechało na teren tzw. Państwa Islamskiego. Niektórzy obserwatorzy szacują liczbę niemieckich dżihadystów na 1500-2000.

Trzy grupy powracających bojowników

Badacz radykalnych ugrupowań Peter Neumann z londyńskiego Kings College dzieli powracających na trzy grupy. Pierwsza to ludzie faktycznie niebezpieczni, którzy po powrocie do domu chcą się włączyć w działalność terrorystyczną. - Są to ludzie, przed którymi trzeba chronić społeczeństwo. Niektórych trzeba naprawdę ścigać z litery prawa, a nawet zamknąć w więzieniu - mówił Neumann w wywiadzie z DW. Druga grupa to ludzie, którzy nie są aż tak motywowani ideologicznie, ale z wojny wrócili straumatyzowani. Również przed nimi trzeba chronić społeczeństwo. W trzeciej, najliczniejszej grupie są osoby sfrustrowane i wyzbyte wszelkich złudzeń. - Oni nie planują działalności terrorystycznej po powrocie do domu - zaznacza Neumann.

Wzór do naśladowania?

Raffaelo Pantucci, ekspert ds. bezpieczeństwa w Royal United Services Institut w Londynie, uważa z kolei, że największym niebezpieczeństwem jest to, że paryski zamach znajdzie naśladowców. - Inni będą próbować go kopiować - twierdzi Pantucci. W mediach społecznościowych radykalni muzułmanie popierają zamach na "Charlie Hebdo", a Państwo Islamskie wykorzystuje paryski akt terroru w swojej propagandzie.

Śledzenie owych 260 islamskich ekstremistów zagrażających bezpieczeństwu w Niemczech jest zbyt kosztowne. Dlatego dzieleni są na różne kategorie. O tym, że można się przy tym pomylić, pokazuje przypadek z Paryża. Obaj zamachowcy byli obserwowani przez francuskie służby specjalne. Te ostatnie jednak nie zdobyły żadnych wskazówek o planowanych zamachach.

RTRD, DW / oprac. Katarzyna Domagała, redakcja Polska Deutsche Welle



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy