Reklama

Reklama

Zamach w Berlinie: Były prokurator federalny zbada kulisy

Władze landu Berlin powołały byłego prokuratora federalnego Bruno Josta na "nadzwyczajnego pełnomocnika" w celu wyjaśnienia wszelkich okoliczności zamachu dokonanego w grudniu w stolicy Niemiec przez Tunezyjczyka Anisa Amriego; zginęło 12 osób, w tym Polak.

Jost rozpocznie pracę 15 kwietnia; jego pierwszy wstępny raport ma być gotowy przed przerwą wakacyjną, a raport z ostatecznymi wynikami zostanie przedłożony przed końcem roku - podał we wtorek dziennik "Tagesspiegel".

Szef berlińskiego MSW Andreas Geisel zapewnił, że pełnomocnik będzie miał dostęp do wszystkich dokumentów, które uzna za istotne, w tym także tajnych. "Chcemy kompleksowego wyjaśnienia sprawy" - podkreślił polityk SPD. "Chcemy się dowiedzieć, jak w przyszłości lepiej radzić sobie z takimi sprawami" - dodał Geisel.

Władze Berlina odrzuciły natomiast wniosek opozycji o powołanie komisji śledczej.  

Reklama

Niemieckie służby przez wiele miesięcy obserwowały Amriego, nie potrafiły jednak zgromadzić dowodów pozwalających na jego aresztowanie. Ze względu na brak wymaganych dokumentów nie można go było deportować do kraju pochodzenia. Policja podlega w Niemczech władzom 16 krajów związkowych, co w przypadku Amriego, poruszającego się po całym terytorium kraju, utrudniało jego obserwację.  

Anis Amri porwał ciężarówkę

19 grudnia 2016 roku Tunezyjczyk Anis Amri porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu polskiego kierowcy Łukasza Urbana wjechał nią w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. W zamachu zginęło łącznie 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Terrorystę, który zbiegł z miejsca przestępstwa, zastrzelili cztery dni później pod Mediolanem włoscy policjanci.

Jak podał tygodnik "Der Spiegel", zamachowiec nie działał spontanicznie, lecz dokładnie zaplanował swoją akcję, przygotowując się do niej przez kilka tygodni.

Z ustaleń niemieckich śledczych wynika, że Amri od końca listopada niemal codziennie pojawiał się na ulicy w Berlinie, gdzie w grudniu zeszłego roku porwał ciężarówkę, zabijając kierowcę Polaka.

Analiza konta internetowego zamachowca, przeprowadzona po odnalezieniu jego telefonu komórkowego, pozwoliła na odtworzenie miejsc, w których pojawiał się. Wynika z niej, że Amri często przebywał na ulicy Friedrich-Krause-Ufer w Berlinie, gdzie doszło do uprowadzenia 40-tonowego pojazdu - czytamy w "Spieglu".

Zdaniem śledczych Tunezyjczyk planował od wielu tygodni porwanie jednego z parkujących zwykle w tym miejscu tirów. Osoby mieszkające z Amrim w ośrodku dla uchodźców zeznały, że zamachowiec dobrze znał się na tych pojazdach.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy