Reklama

Reklama

Niemiecka prasa: Nie ma powodu, by odwołać alarm

Wigilijne wydania niemieckich dzienników komentują zastrzelenie zamachowca z Berlina. "Państwo musi lepiej chronić bezpieczeństwo swoich obywateli bez naruszenia ich wolności" - piszą.

"Frankfurfer Allgemeine Zeitung" zauważa, że "nawet swoją śmiercią domniemany terrorysta przypomniał, że europejska i niemiecka architektura bezpieczeństwa, która rzekomo już dawno skupia się na walce z terroryzmem, nie może mu zbytnio zaszkodzić i musi polegać na zbiegu okoliczności. Uczucie ulgi miesza się z uzasadnioną obawą, że po raz kolejny mogą zostać wyciągnięte tylko połowiczne konsekwencje (...) Istnieje obawa, że w ciągu najbliższych tygodni tematem będzie nieudolność urzędów. Wiele wskazuje jednak na to, że urzędy trzymały się tego, co nakazuje im polityka. (...) Aby to zmienić, nie potrzebne jest "wszystko co w mocy ludzkiej" (...), co w piątek obiecywała kanclerz Merkel. Wystarczy wszystko co w mocy polityki."

Reklama

"Zrobiło się dziwnie spokojnie po nadejściu informacji, że podejrzany terrorysta Anis Amri został zastrzelony przez policjantów w Mediolanie" - pisze "Frankfurter Rundschau". I wyjaśnia: "To zwróciło uwagę, bo po zamachu w Berlinie nie było dnia, kiedy ktoś nie żądałby zaostrzenia ustawy lub zupełnie innej polityki migracyjnej i polityki bezpieczeństwa. Być może najwięksi podżegacze udali się wyczerpani na świąteczny urlop. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że ostatnich wydarzeń nie można łatwo instrumentalizować do populistycznych celów. Pozostaje nadzieja na rzeczowe wyjaśnienie, jakie wnioski można wyciągnąć z ewentualnych potyczek instytucji, aby nie powtarzać błędów. I dobrze byłoby, gdyby debata na temat bezpieczeństwa nie była mieszania ze sporem o właściwą politykę migracyjną."

"Nordbayerischer Kurier" (Bayreuth) wskazuje na to, że "nieudolność urzędów, jak to miało miejsce w przypadku Amriego, może mieć śmiertelne skutki. Państwo musi lepiej dbać o bezpieczeństwo swoich obywateli bez naruszenia ich wolności. My wszyscy jednak możemy jedno zrobić, by pokrzyżować terrorystom plany: żyć jak poprzednio, może trochę bardziej uważnie, ale bez strachu. Chodzić na sylwestrowe imprezy, koncerty, wśród ludzi, a także na pasterkę. Mimo, a właściwie z powodu terroryzmu i przemocy. Jest Boże Narodzenie, święto miłości i wiary.

Norymberski dziennik "Nuernberger Nachrichten" uważa, że "policja i agencje wywiadowcze będą musiały robić o wiele więcej niż do tej pory, by wykryć struktury i plany salafitów i islamistów. Polityka musi jednak udostępnić im zasoby finansowe i ludzkie, aby mogły skutecznie bronić wolności w tym kraju."

"Nie ma powodu by odwołać alarm. Jeszcze nie wiadomo, jakich i ilu wspólników miał zamachowiec. Dopóki organy śledcze nie dotrą do nich, świąteczny spokój będzie zakłócony. Śmierć Amriego nie zmienia niczego pod względem zagrożenia terrorystycznego, które w dalszym ciągu istnieje w Niemczech" - pisze "Stuttgarter Zeitung".

Opr. Katarzyna Domagała, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL