Reklama

Reklama

Wypadek włoskiego wycieczkowca Costa Concordia

Ogromny statek uderzył w skały. Minął kolejny rok

Na włoskiej wyspie Giglio odbyły się we wtorek uroczystości w 3. rocznicę katastrofy statku Costa Concordia, w której zginęły 32 osoby. Ceremonię, po raz pierwszy bez wraku statku, zakończyła procesja na brzeg wyspy i poświęcenie tablicy z nazwiskami ofiar.

O godzinie 21.45, czyli o tej samej porze, gdy trzy lata wcześniej gigantyczny wycieczkowiec z ponad 4 tysiącami osób na pokładzie uderzył o podmorskie skały u brzegów Giglio, odezwały się syreny na statkach stojących w pobliżu.

Reklama

Uroczystości rozpoczęła rano msza w kościele na wyspie, w którym wieczorem 13 stycznia 2012 roku udzielono schronienia setkom wyziębniętych rozbitków. Po południu przedstawiciele miejscowych władz, armatora wycieczkowca Costa Crociere oraz włoski minister ochrony środowiska Gianluca Galletti rzucili z pokładu statku straży przybrzeżnej kwiaty do morza w miejscu, w którym do lipca zeszłego roku znajdował się wrak Concordii.

Jednostka stoi od lata w porcie w Genui, gdzie została odholowana na demontaż. Potrwa on wiele miesięcy.

Trzy lata po katastrofie, relacjonowanej przez cały świat, podobnie jak potem kolejne etapy podnoszenia wraku z morza podczas bezprecedensowej operacji w historii żeglugi, malownicza wyspa w Toskanii wciąż na co dzień doświadcza skutków tragicznej nocy. Jej bilans to 32 ofiary śmiertelne, straty szacowane na setki milionów euro i szkody wyrządzone środowisku naturalnemu.

Obecnie, ponad rok po podniesieniu wraku, trwają prace na dnie morskim, o które Concordia była oparta przez wiele miesięcy, gdy jej kadłub wbił się w skały. Celem ekip technicznych jest przywrócenie stanu dna do tego sprzed trzech lat. Prace prowadzone są na powierzchni 4 tysięcy metrów kwadratowych. Usunięte zostaną wszystkie rusztowania i platformy, na których oparty był statek po podniesieniu. Prace potrwają ponad rok i będą kosztować 85 milionów euro, które trzeba dodać do setek milionów wydanych na ustawienie i odholowanie wraku.

W Grosseto w Toskanii powoli dobiega końca proces kapitana statku Francesco Schettino, oskarżonego doprowadzenie do katastrofy morskiej. Prokuratura nie ma wątpliwości, że jedyną jej przyczyną był tzw. ukłon, czyli niebezpieczne zbliżenie się statku do brzegów Giglio. Decyzję o obraniu tego kursu podjął kapitan, by zaimponować swojej przyjaciółce - tancerce z Mołdawii i zrobić przyjemność pochodzącemu z wyspy menedżerowi restauracji. Schettino, któremu grozi do 20 lat więzienia, nie przyznaje się do winy.

Szef włoskiej Obrony Cywilnej Franco Gabrielli, mianowany po katastrofie rządowym komisarzem ds. Concordii i koordynatorem kolejnych etapów usuwania jej skutków, podkreśla, że choć po raz pierwszy uroczystości rocznicowe odbyły się już nie w cieniu stojącego koło Giglio wraku, to wciąż pracy jest tam bardzo dużo. "Musimy temu miejscu przywrócić piękno" - powiedział mediom.

Z Rzymu Sylwia Wysocka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje