Reklama

Reklama

​Wybory w USA. Bezprecedensowa reakcja stacji telewizyjnych na wystąpienie prezydenta

Amerykańskie stacje telewizyjne, MSNBC, CNBC, CBS i ABC News, przerwały wystąpienie prezydenta USA Donalda Trumpa, który zarzucił fałszerstwa wyborcze na korzyść jego konkurenta. CNN i Fox News, które transmitowały wystąpienie w całości, krytycznie oceniły jego treść.

- Nigdy w mojej 30-letniej karierze nie przerwałem wystąpienia prezydenta Stanów Zjednoczonych - powiedział na antenie CNBC Shepard Smith, były prezenter Fox News.

Reklama

Przypomnijmy - Donald Trump w czwartkowy wieczór, 5 listopada, oświadczył, że wybory są fałszowane.

- Jeśli zliczyć legalnie oddane głosy, to z łatwością wygrywam. Jeśli wliczać nielegalne, to mogą próbować ukraść nam wybory - stwierdził prezydent USA.

Trump mówił m.in., że zwyciężył w Michigan czy Wisconsin, co nie pokrywa się z oficjalnymi wynikami z komisji wyborczych.

Bezprecedensową decyzję, by przerwać wystąpienie prezydenta, podjął m.in. wspomniany Shepard Smith i stacja CNBC. Jak wyjaśnił, było to wystąpienie "absolutnie nieprawdziwe". I zaczął wyliczać fałszywe stwierdzenia prezydenta.

- Jeśli ktoś wykorzystuje naszą platformę, by okłamywać widzów, mamy obowiązek go powstrzymać. Dość już tego - komentował Smith.

Podobna sytuacja miała miejsce w bliźniaczej MSNBC.

- OK, znów znaleźliśmy się w niezwykłej sytuacji nie tylko przerywania wystąpienia prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale także prostowania słów prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nie było nielegalnych głosów, o których byłoby wiadomo. Nie było także zwycięstwa Trumpa, o którym byłoby wiadomo - powiedział Brian Williams.

Wystąpienie prezydenta przerwała także stacja ABC News.

- Prezydent Trump doskonale wiedział, co robi, wychodząc w trakcie wieczornych serwisów informacyjnych. (...) Nie jesteśmy świadkami żadnej próby skradzenia wyborów. To jest demokracja i prosimy Amerykanów o cierpliwość - oświadczył prowadzący David Muir.

Stacje telewizyjne zgodnie wyliczały nieprawdy w wystąpieniu Donalda Trumpa. Podkreśla się, że głosy liczą ramię w ramię przedstawiciele republikanów i demokratów - nie ma raportów o "rażących nieprawidłowościach", o których mówił prezydent.

Donald Trump przekonuje, że głosy, które nadeszły po 3 listopada, to głosy "nielegalne". To także nieprawda - przepisy wielu stanów, w tym rządzonych przez republikanów, dopuszczały wysłanie głosu w dniu wyborów (i odebranie go później).

Krytycznie wystąpienie Trumpa oceniły także stacje CNN i konserwatywna Fox News, które transmitowały przemówienie w całości.

- Nie widzieliśmy żadnych dowodów na poparcie stwierdzeń wygłoszonych przez prezydenta - powiedział Bret Baier na antenie Foxa.

Z kolei Jake Tapper z CNN tak skomentował to wystąpienie:

- Co za smutna noc dla Stanów Zjednoczonych. Słyszeć, jak prezydent fałszywie oskarża ludzi o próbę "ukradzenia" wyborów, jak atakuje demokrację, jak wygłasza kłamstwo za kłamstwem. Nie ma dowodów na poparcie tego, o czym mówi, jedynie oszczerczo podważa integralność procesu liczenia głosów stan po stanie. Kiedy wygrywa stan - to jest legalne. Kiedy przegrywa - kradnie mu się głosy. To żałosne. To nieprawdziwe, brzydkie i żałosne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje