Reklama

Reklama

Wybory do Senatu USA. Donald Trump agitował w Georgii

Prezydent USA przybył 5 grudnia do stanu Georgia, gdzie zachęcał swoich zwolenników do głosowania na dwóch republikańskich kandydatów do Senatu. Wyborcza dogrywka w tym stanie zadecyduje, kto przejmie kontrolę nad izbą.

Sobotni wiec na lotnisku w Valdosta w południowej Georgii był pierwszym takiego rodzaju spotkaniem, w którym przywódca USA wziął udział od wyborów prezydenckich 3 listopada. Zgodnie z certyfikowanymi rezultatami z tego stanu republikanin przegrał w nim z demokratą Joe Bidenem różnicą niespełna 13 tys. głosów.

Reklama

W trakcie wiecu prezydent mówił do swoich sympatyków, że to on jest zwycięzcą w Georgii. Wzywał do porównywania podpisów na kartach wyborczych i zapowiadał w kwestii jego oskarżeń o fałszerstwa wyborcze zwróci się do Sądu Najwyższego.

- Sfałszowali głosowanie, ale wygramy te wybory - zadeklarował.

W trakcie wiecu prezydenta kampanijne hasła na wznoszonych w górę przez jego sympatyków plakatach zastąpiono m.in. napisami "Obrońmy demokrację" oraz "Ocalmy Amerykę". Tłum wznosił kilkukrotnie okrzyk: "Zatrzymać oszustwo".

Krytyka republikańskich gubernatorów

Prezydent USA kilkukrotnie krytykował na wiecu w ostrych słowach reprezentujących republikanów gubernatora Georgii Briana Kempa oraz sekretarza tego stanu Brada Raffenspergera. Pierwszy z tych polityków odrzucił żądanie Trumpa, by zwołać specjalną sesję stanowego parlamentu w sprawie wyborów. Drugi ogłosił, że w głosowaniu nie doszło do masowych fałszerstw i wygrał Biden.

Republikanie w Georgii są podzieleni, serwis radia NPR pisze nawet o "wojnie cywilnej" wewnątrz partii. Część stoi po stronie prezydenta w jego oskarżeniach, ale część uważa że słowa prezydenta nie pomagają przed dwiema wyborczymi dogrywkami o Senat, które odbędą się w tym stanie na początku stycznia i które zadecydują o tym, która partia kontrolować będzie izbę wyższą amerykańskiego parlamentu.

Według Trumpa rywale chcą wprowadzić komunizm

To właśnie w celu agitowania na rzecz senatorów GOP, Davida Perdue i Kelly Loeffler, przyjechał Trump do Valdosty. Na płycie lotniska ocenił, że będą to najważniejsze "wyborcze dogrywki" w historii USA.

- Będziecie decydować o tym, czy wasze dzieci będą wychowywać się w socjalistycznym państwie czy wolnym państwie - stwierdził. Uznał, że jego polityczni rywale chcą pójść nawet dalej niż socjalizm i zaprowadzić w USA komunizm.

- Pozwólcie im ukraść znów Georgię, a nigdy nie będziecie mogli spojrzeć w lustra - powiedział prezydent USA.

Wielka mobilizacja

Obie partie mobilizują się na dwa senackie starcia w Georgii, które odbędą się 5 stycznia - na telewizyjne reklamy wydano ponad 300 milionów dolarów, do stanu agitować ściągają czołowi krajowi politycy obu ugrupować.

Po wyborach 3 listopada prezydent elekt Joe Biden może w Kolegium Elektorów liczyć na 306 głosów, a Trump - który nie uznał zwycięstwa rywala - na 232.

Obecny gospodarz Białego Domu utrzymuje, że w procesie wyborczym dochodziło do nieprawidłowości, ale dotychczasowe wyborcze skargi jego obozu w zdecydowanej większości nie przynosiły mu sądowych wygranych. Kwestionując oficjalne rezultaty, republikaninowi nie udało się przy ich pomocy odbić żadnego ze stanów, w których 3 listopada poniósł porażkę.

Zgodnie z procedurą decyzja Kolegium Elektorów (głosowanie 14 grudnia) zostanie przyjęta przez Kongres 6 stycznia. Dwa tygodnie później 46. prezydent USA zostanie zaprzysiężony.

Z Waszyngtonu Mateusz Obremski 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje