Reklama

Reklama

Lublin: Ucieczka faworyta

Mieszkańcy Lublina przed wyborami prezydenckimi zadają sobie w zasadzie jedno pytanie – czy najważniejsza odpowiedź padnie już 21 października, czy potrzebna będzie dogrywka. Zdecydowanym faworytem jest urzędujący prezydent Krzysztof Żuk, a ewentualna II tura uznana będzie za niespodziankę.

Krzysztof Żuk, Sylwester Tułajew, Jakub Kulesza, Marian Kowalski, Joanna Kunc i Magdalena Długosz - tak wygląda lista kandydatów na prezydenta Lublina. Przedwyborcze sondaże największe szanse dają Żukowi, który jest prezydentem miasta od dwóch kadencji. Jego poparcie oscyluje w granicach 50 proc. Tuż za nim plasuje się kandydat PiS Tułajew, który liczy na wejście do II tury. Pierwsze sondaże dawały mu kilkanaście procent poparcia, a dziś może liczyć już na 28 proc. Pozostali kandydaci za sukces mogą uznać wynik na poziomie 10 proc.

Kim są kandydaci na prezydenta Lublina?

"Jest taki jeden lider okręgowy, który nie zrobił nic dla kandydata na prezydenta miasta, bo go zwalcza jako przyszłą konkurencję na liście" - jeśli takie słowa wypowiada Jarosław Kaczyński, to znaczy, że pojawia się problem. Prezes PiS, zdaniem tygodnika "Wprost", miał tak mówić na posiedzeniu partii po konwencji wyborczej 2 września. Zarzut Kaczyńskiego, niemal na pewno, dotyczył Krzysztofa Michałkiewicza, lidera PiS na Lubelszczyźnie.

Reklama

Szorstkie relacje Michałkiewicza z kandydatem PiS na prezydenta Lublina Sylwestrem Tułajewem z całą pewnością nie pomagają temu drugiemu w kampanii wyborczej. Co więcej, Michałkiewicz dopiero 17 września pojawił się wspólnie z Tułajewem przed kamerami, by wyrazić mu poparcie. 37-letni poseł i tak miał trudny początek kampanii, bo jego pomysły i postulaty były sprawnie kontrowane przez komitet Krzysztofa Żuka.

Po słowach Kaczyńskiego reakcja polityków Zjednoczonej Prawicy była zdecydowana. Tułajew doczekał się poparcia Michałkiewicza, ale też graczy ekstraklasowych - Beaty Szydło i Jarosława Gowina. Zresztą przyjazd byłej premier do Lublina wywołał mały skandal. Na Placu Litewskim starły się grupy zwolenników PiS z obrońcami konstytucji. Omal nie doszło do bijatyki, a sytuację musiała uspokoić policja.


Sylwester Tułajew

"Trochę się pospieszyli. Za kilka lat mógłby być bardzo mocnym kandydatem na objęcie urzędu po Żuku. Teraz jest dla niego chyba trochę za wcześnie" - słyszymy od osoby, która jest blisko lokalnych struktur partii.

Tułajew z takich słów nic sobie nie robi i konsekwentnie pracuje, objeżdża dzielnice, przedstawia pomysły, a jego kampania przypomina nieco tę Patryka Jakiego z Warszawy. Pierwsze sondaże dawały Tułajewowi kilkanaście procent, a dziś, według sondażu "Kuriera Lubelskiego" z 7 września, może liczyć na ponad 28 proc. poparcia.


Sylwester Tułajew to 37-letni poseł z Lublina, który dynamicznie pnie się zarówno w regionalnych, jak i krajowych strukturach PiS. Nominacja do ubiegania się o fotel prezydenta miasta jest tego najlepszym przykładem. Tułajew ma wyborcze doświadczenie, bo w 2015 roku aktywnie uczestniczył w kampanii Andrzeja Dudy, gdzie odpowiadał głównie za komunikację w internecie. Zresztą chętnie porównuje swoją kampanię do kampanii prezydenta, kiedy początkowo sondaże nie wskazywały, by Duda wygrał z Bronisławem Komorowskim. Lublinianin liczy na podobną sytuację w swoim mieście.

"Mieszkańcy przez dziewięć lat obserwowali moją pracę jako radnego, obserwowali też przez dwa lata moją aktywność w parlamencie, działania na rzecz Polski, Lublina i Lubelszczyzny. Będziemy to kontynuować" - zapowiedział.

Krzysztof Żuk

O ile mieszkańcy Lublina mogli obserwować to, co robi Tułajew, o tyle na pewno z bliska przyglądali się temu, co czyni urzędujący prezydent Krzysztof Żuk. Jest przekonany, że ma się czym pochwalić, dlatego postawił na bardzo czytelne hasło wyborcze - "Zobacz efekty".

Prezydentura Żuka jest dość niespodziewanym zjawiskiem w skali kraju. Lubelszczyzna, jak i cała ściana wschodnia, to od lat teren Prawa i Sprawiedliwości, gdzie partia Kaczyńskiego może liczyć na największe poparcie. Pewną enklawą jest natomiast Lublin - konserwatywne miasto, ale stawiające na kandydata z opozycyjnego obozu. Żuk wygrał tu w 2010 roku, nieznacznie pokonując kandydata PiS Lecha Sprawkę w II turze. Cztery lata później Żuk miał łatwiej, bo mieszkańcy dostrzegli jego pracę na rzecz miasta. Zdeklasował rywali już w I turze z wynikiem ponad 60 proc. i w fotelu prezydenta mógł się rozsiąść na kolejne cztery lata. Kandydat PiS Grzegorz Muszyński zebrał o połowę mniej głosów.

Dziś komitet Żuka nieśmiało mówi o podobnym wyniku. Główne pytanie lublinian brzmi - czy prezydent wygra już w I turze, czy 4 listopada znów trzeba będzie pójść do urn. Bo innego scenariusza mieszkańcy Lublina raczej nie przewidują. Krótki spacer po ulicach miasta i kilka pytań do mieszkańców daje prosty obraz - Żuk powinien wygrać, "bo się sprawdził".

Kandydatowi, który tym razem idzie do wyborów pod własnym szyldem, ale z szerokim poparciem m.in. PO, Nowoczesnej, SLD, PSL i organizacji miejskich, może natomiast bardziej zaszkodzić nie siła konkurentów, ale przeciągająca się sprawa w sądzie.

Żuk walczy o uchylenie zarządzenia wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka o wygaśnięciu mandatu prezydenta Lublina, któremu CBA zarzuca złamanie ustawy antykorupcyjnej. Według CBA, prezydent Lublina, wbrew zakazowi, był członkiem rady nadzorczej spółki PZU Życie od 1 stycznia 2014 r. do 21 stycznia 2016 r. i osiągał z tego źródła dochody w wysokości ponad 260 tys. zł.

Żuk odpiera te zarzuty i utrzymuje, że do rady nadzorczej został skierowany jako reprezentant Skarbu Państwa, co jest dopuszczone przez ustawę antykorupcyjną. Prezydent Lublina zaskarżył decyzję wojewody do sądu administracyjnego, a sprawa nie została jeszcze rozstrzygnięta.

Mimo to najnowszy sondaż "Kuriera Lubelskiego" daje Żukowi 55,6 proc. poparcia, a oznaczałoby to wygraną w I turze. Gdyby jednak miała odbyć się II tura, urzędujący prezydent pokonałby w niej Tułajewa stosunkiem 66 proc. do 34 proc.

Jakub Kulesza


Kolejnym kandydatem jest młody poseł Jakub Kulesza. To faworyt połączonych sił Kukiz’15, partii Wolność, Lubelskich Patriotów i Ruchów Miejskich. Kulesza ma 28 lat, a w wyborach do Sejmu w 2015 roku uzyskał mandat posła z ramienia Kukiz’15. Chwilę później został rzecznikiem prasowym ruchu.

Kulesza pochodzi z Puław. Od 2006 roku działa w Unii Polityki Realnej, a członkiem partii jest od 2008 roku. Kilka miesięcy temu został członkiem rady głównej UPR. Kuleszę popierają niektóre organizacje miejskie, ale też parta Wolność. Sam poseł wynik na poziomie 10 proc. uzna za duży sukces. Start w wyborach sprawi bowiem, że będzie bardziej rozpoznawalny, co może być niezłym kapitałem na przyszłość.

Według najnowszego sondażu "Kuriera Lubelskiego" jest trzecią siłą w Lublinie z poparciem na poziomie 7,5 proc. W sondażu pojawia się też nazwisko Tomasza Deptuły (6 proc.), ale już wiadomo, że nie będzie kandydował. Deptuła znalazł się w komitecie Kuleszy i należy spodziewać się, że większość jego głosów trafi na konto młodego posła.

Marian Kowalski


Czwartą siłą w Lublinie powinien być Marian Kowalski. Najnowszy sondaż daje mu 2,6 proc. głosów, ale historia pokazuje, że wynik ten powinien być nieco wyższy. Kowalski jest bowiem zaprawiony w wyborczych bojach i cztery lata temu uzyskał 3,05 proc. głosów. Bezskutecznie walczył też o prezydenturę w 2006 roku.

To najbarwniejsze i chyba, w skali ogólnopolskiej, najgłośniejsze nazwisko spośród lubelskich kandydatów. Kowalski jest bowiem znanym działaczem narodowym. W 2015 roku kandydował na urząd prezydenta RP. Zajął dziewiąte miejsce spośród 11 kandydatów, zdobywając 77 630 głosów, co stanowiło 0,52 proc. Należał do Unii Polityki Realnej, był wiceprezesem Ruchu Narodowego i prezesem Ruchu 11 listopada.

Kowalski bezskutecznie starał się dostać również do Sejmu, Parlamentu Europejskiego, Rady Miasta Lublin i sejmiku województwa lubelskiego. Znany jest z wyrazistych i bezkompromisowych wypowiedzi, a także prostych haseł wyborczych, jak np. "Silny człowiek na trudne czasy" (Kowalski był kulturystą i ochroniarzem w lubelskich klubach).

Kowalski zdecydował się wystartować w wyborach po raz kolejny, bo "wystawienie bezbarwnego kandydata przez Prawo i Sprawiedliwość, posła Sylwestra Tułajewa, gwarantuje zwycięstwo stronie KODziarskiej".

Joanna Kunc


Piątym kandydatem jest najmniej znana Joanna Kunc. Startuje z własnego komitetu, ale z poparciem partii Wolni i Solidarni Kornela Morawieckiego. Jest prawnikiem, ma 42 lata i dwoje dzieci. Robi doktorat na UMCS w Lublinie. Pracuje w przedsiębiorstwie komunalnym.

"Chcemy, by w tych wyborach kobieta walczyła o Lublin. Mężczyźni już pokazali, że dbają głównie o to, by Lublin był piękny. My chcemy, żeby był miejscem do życia" - zapowiada.

Magdalena Długosz

Niemal w ostatniej chwili do walki o prezydenturę wkroczyła druga kobieta. Magdalena Długosz jest pracownikiem Instytutu Kulturoznawstwa UMCS, należała do Partii Razem, ale decydując się na start w wyborach wystąpiła z partii. Komitet Miasto dla Ludzi-Lubelski Ruch Miejski tworzą osoby prywatne, społecznicy, nie ma w nim reprezentantów partii politycznych.

"Kobiety w ostatnim czasie, ale i dawniej, zmieniały Lublin na lepsze, tak jak radne w okresie międzywojennym. Ich historie są obecnie odkrywane. Chciałam się powołać na to dziedzictwo. Mimo że kobiety od stu lat już mają prawa wyborcze, to nie mieliśmy jeszcze żadnej prezydentki w Lublinie" - zauważa Długosz.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje