Reklama

Reklama

Kampania Małgorzaty Wassermann: "Zabrakło czegoś, co by chwyciło za serce"

Przez premiera Mateusza Morawieckiego porównana do królowej Jadwigi, przez media nazywana "lwicą Prawa i Sprawiedliwości". Jak wypadła w czasie tej kampanii wyborczej kandydatka Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Krakowa Małgorzata Wassermann? O opinie na ten temat poprosiliśmy politologów i polityków.

W czasie kampanii wyborczej Małgorzata Wassermann obiecała m.in. budowę metra, trzeci miejski szpital i powołanie wiceprezydenta odpowiedzialnego za walkę ze smogiem.

Była także bardzo aktywna w mediach społecznościowych, gdzie można było m.in. oglądać jej wystąpienia pt. Poznaj Gosię.

Kontrowersje wzbudził jednak plakat reklamujący tę akcję. Internauci zarzucali Małgorzacie Wassermann, że została na zdjęciu za bardzo odmłodzona, porównywali jej wygląd do wizerunku lalki Barbie.

Fala krytyki wylała się na nią także po tym, jak wzięła udział w spotkaniu wyborczym z mieszkańcami w kościele w Nowej Hucie. Internauci uznali, że nie jest to najlepsze miejsce na agitację polityczną.

Reklama

Bez większych wpadek, ale także bez fajerwerków

O opinie na temat kandydatki PiS poprosiliśmy politologów i polityków.

Większość z nich uważa, że kampania Małgorzaty Wassermann była poprawna, bez większych wpadek, ale także bez fajerwerków.

Według dra Łukasza Stacha, politologa z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, kandydatka PiS zwróciła uwagę na faktyczne problemy Krakowa. Chodzi o smog, deweloperów, komunikację. - Nie była to jednak kampania błyskotliwa, która mogłaby odwrócić tendencje sondażowe, zgodnie z którymi wygra prezydent Jacek Majchrowski - uważa politolog. 

Przypomina, że większość sondaży daje Małgorzacie Wassermann ok. 30 proc. poparcia i drugie miejsce za urzędującym prezydentem Jackiem Majchrowskim. - Jednak w drugiej turze kandydatka PiS ma mały potencjał na to, aby powiększyć swój wynik i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Wygranie przez kandydatkę PiS wyborów w Krakowie to raczej "mission impossible" - uważa Łukasz Stach.

Ostatni przedwyborczy sondaż IBRiS pokazuje jednak, że zmniejsza się przewaga urzędującego prezydenta. Zgodnie z nim w drugiej turze Majchrowski uzyskałby 48 proc. głosów, ale Wassermann niewiele mniej - 43,7 proc. Odpowiedzi "nie wiem" lub "trudno powiedzieć" udzieliło 6,9 proc. ankietowanych.

Natomiast z wewnętrznych sondaży komitetu Jacka Majchrowskiego wynika, że w drugiej turze Małgorzata Wassermann przegra: zdobędzie 42 proc. podczas gdy urzędujący prezydent 58 proc.

"Kraków jest trudnym miejscem dla kandydatów PiS"

Zdaniem Stacha kampanii Wassermann brakowało "błysku", nie była powalająca, raczej przeciętna i sztampowa. - Trzeba jednak pamiętać o tym, że Kraków jest trudnym miejscem dla kandydatów PiS. Tutaj etykieta partyjna PiS nie ułatwia niczego, a raczej utrudnia - zauważa politolog. Przypomina, że PiS nigdy do tej pory nie wygrał wyborów w stolicy Małopolski.

Według Łukasza Stacha na Małgorzatę Wassermann zagłosują osoby, które popierają PiS, być może także kilka procent niezdecydowanych. - Takie poparcie oznacza jednak dobry wynik tylko w pierwszej turze. W tej kampanii nie było wielkich wpadek, może poza drobną z plakatem, na którym wyglądała na znacznie młodszą niż w rzeczywistości, ale także zabrakło czegoś, co by chwyciło ze serce, dzięki czemu wyborcy mogliby powiedzieć: "Co prawda jest z PiS, ale jednak ma jakiś pomysł na miasto i to mnie przekonuje" - mówi Łukasz Stach.

Według niego dwie rzeczy mogłyby przechylić szalę zwycięstwa na jej korzyść w drugiej turze: wyciągnięcie "królika z kapelusza", czyli przedstawienie wyjątkowo udanego pomysłu na Kraków, albo ujawnienie kompromitujących dla Jacka Majchrowskiego faktów.

Młoda, atrakcyjna, dynamiczna

Prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie ocenia kampanię Małgorzaty Wassermann jako "dolną strefę stanów średnich" w porównaniu z kampanią Patryka Jakiego w Warszawie, która była "dynamiczna, pomysłowa, wszechstronna".

- Oceniam tę kampanię jako słabą także ze względu na potencjał tej polityk dużego formatu, która potrafi błyszczeć w komisji sejmowej dotyczącej Amber Gold. Jest młoda, atrakcyjna, wykształcona, dynamiczna, ale nie zabłysnęła w kampanii - mówi prof. Piasecki.

Według niego kandydatka PiS była zbyt mało zaangażowana. - Śmiem twierdzić, że wygrana w tej kampanii mało ją interesuje, bo mierzy wyżej, mówiono o niej jako o przyszłym marszałku Sejmu. To ważne stanowisko, po którym można trafić nawet na fotel prezydenta państwa - uważa Andrzej Piasecki.

Przypomina, że Andrzej Duda, kiedy był kandydatem na prezydenta Krakowa w 2010 roku, także skończył kampanię z dość dobrym wynikiem - 22 proc.

Zajął co prawda trzecie miejsce, nie wszedł nawet do drugiej tury, ale jego wynik był wyższy niż poparcie dla PiS w Krakowie w tym czasie. - To sygnalizowało że jest politykiem z potencjałem. Tak samo jest z Małgorzatą Wassermann - uważa politolog.

"Nikt nie podważy jej pozycji"

Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważa, że kampania w Krakowie nie rzucała się w oczy i była znacznie mniej gorąca niż można było się tego spodziewać.

- W tej kampanii raczej chodzi o to, aby nie pojawił żaden inny kandydat, który zamiesza za rok na liście wyborczej do Sejmu. I bez wątpienia Małgorzata Wassermann będzie jedynką w następnych wyborach, nikt nie podważy jej pozycji. To kandydatura bezpieczna dla relacji wewnątrz partii, ale nie optymalna dla walki o miasto - uważa Jarosław Flis.

Działalność przedwyborczą Małgorzaty Wassermann uważnie śledzili także politycy. Dominik Jaśkowiec, przewodniczący PO w Krakowie, twierdzi, że cała kampania prowadzona była w taki sposób, "aby jak najmniej kandydatka PiS debatowała z osobami, które mają inne poglądy niż PiS."

Jego zdaniem Małgorzata Wassermann przedstawiła kilka złych pomysłów dla Krakowa. Zalicza do nich przekształcenie terenów na Wesołej w kolejne centrum kongresowe.

Kolejny to sposób na uratowanie klubu sportowego Olsza: miałby tam powstać hotel z parkingiem. - Z dużym parkingiem przy małych uliczkach dojazdowych. To będzie komunikacyjna katastrofa - uważa Jaśkowiec.

Jego zdaniem obietnice kandydatki PiS o tym, że wprowadzi bilet miesięczny za 60 zł (teraz kosztuje 72 zł) są populistyczne. - Już teraz mieszkańcy Krakowa mają w ofercie bilet miesięczny za 60 zł jeśli kupią roczny z ulgą miejską, który kosztuje 761 zł, czyli niewiele ponad 60 zł - mówi Dominik Jaśkowiec.

Według niego Małgorzata Wassermann "jest partyjnym politykiem z salonów Warszawy, a nie samorządowcem".

Kandydatkę Zjednoczonej Prawicy broni Włodzimierz Pietrus, koordynator wyborczy PiS w okręgu krakowskim: - Małgorzata Wassermann walczy o Kraków, ale spotykają ją ze strony miejskich urzędników utrudnienia. Miała blokadę na wynajmowanie pomieszczeń w domach kultury. A czasami to była jedna możliwość, aby na jakimś terenie spotkać się z mieszkańcami.

Zdaniem Pietrusa ta kampania to tylko przygotowywanie do drugiej tury. - Wtedy pojawi się więcej konkretów w kontekście podsumowania działalności prezydenta Krakowa - zapowiada Włodzimierz Pietrus.

Czytaj także: Gibała: Wydałem sporo, ale nie żałuję

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy