Reklama

Reklama

Barwy kampanii samorządowej

- Styl i formę kampanii wyznaczyło PiS, a Koalicja Obywatelska tym tropem podąża - podsumowuje w rozmowie z Interią dobiegającą końca kampanię samorządową prof. Ewa Marciniak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Z kolei Robert Stępowski, ekspert ds. marketingu politycznego i terytorialnego zwraca uwagę, że oba obozy niemal licytują się na to, który z nich był bardziej brutalny i który prowadził bardziej nieczystą walkę.

Za nami wyjątkowo długa kampania, choć oficjalnie trwa zaledwie od połowy sierpnia. Wcześniej kandydaci za nic mieli zakazy agitacji i próby przywoływania do porządku przez PKW.

Reklama

Mimo że wybieramy władze lokalne, tegoroczna kampania miała wyraźny wymiar ogólnokrajowy. Mocno zaangażował się w nią rząd i partyjni liderzy, zarówno po stronie PiS jak i Koalicji Obywatelskiej.

"Hurraoptymizm" PiS

Prawo i Sprawiedliwość twarzą wyścigu uczyniło premiera. Mateusz Morawiecki jeździł po Polsce, co weekend występował na regionalnych konwencjach, składał kolejne obietnice. Ogólnopolski program partii przedstawiony został jako samorządowa "piątka Morawieckiego".   

- W swojej kampanii PiS wzbudzał hurraoptymizm: "jeśli na nas zagłosujecie, to świat będzie niemal idealny". Duma, szczęście, pomaganie zwykłemu człowiekowi, nadzieja - te słowa przebijały się ze spotów wyborczych partii. Pojawiły się też pomysły na kolejne programy z "plusem" - zwraca uwagę w rozmowie z Interią prof. Ewa Marciniak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.   

W przekazie PiS wyraźnie przebijał się też wątek współpracy przyszłych prezydentów miast z rządem: jeśli wygra kandydat PiS, rząd da pieniądze na rozwój, jeśli wygra kandydat Platformy, miasta nie czeka nic dobrego.   

Za wypowiedź o tym, że w czasach rządów PO-PSL nie budowano dróg i mostów, Morawiecki został pozwany przez PO w trybie wyborczym. Ostatecznie musiał ją sprostować, choć nie przeprosić - co skrupulatnie podkreślali jego koledzy z partii.     

Straszenie uchodźcami na finiszu

Zdecydowana zmiana nastrojów, na których przez ostatnie tygodnie partia rządząca budowała przekaz, nastąpiła na ostatniej prostej.   

PiS odpalił spot, w którym przedstawia wymyśloną wizję rzeczywistości w 2020 r. pod rządami Platformy: po likwidacji urzędów wojewódzkich kraj najeżdżają uchodźcy. Dantejskie sceny zostały zestawione z wypowiedziami polityków Platformy. Spotkało się to z bardzo ostrymi reakcjami wśród opozycji, ale też internautów.   

- Do tej pory PiS budowało przekaz mobilizujący swoich wyborców ale pozytywny, optymistyczny, a tu nagle mamy spot wyborczy odwołujący się do zupełnie innych stanów emocjonalnych. Trochę mnie to dziwi - przyznaje prof. Marciniak.

Czym może być spowodowana zmiana strategii PiS?   

Według ekspertki, przede wszystkim chodzi o mobilizację twardego elektoratu PiS, do którego spot jest głównie adresowany. - Chodzi o to, aby w miastach, miasteczkach i na wsiach ludzie poszli do wyborów i mieli poczcie, że słuszne jest głosowanie na PiS, bo tylko ta partia zapewnia bezpieczeństwo - tłumaczy.   

Zdaniem politolog, próba wzbudzania negatywnych emocji w ostatnich godzinach kampanii, może świadczyć o tym, że PiS nie ma innego pomysłu na ten etap kampanii. - Kwestia uchodźców była elementem kampanii wyborczej w 2015 r. Wtedy to było jednym z czynników poparcia. PiS, korzystając z własnego doświadczenia, próbuje również teraz politycznie to wykorzystać -  mówi prof. Marciniak. 

Taśmy Morawieckiego

Ekspertka zaznacza, że zmianę narracji PiS można też interpretować w kontekście negatywnego wrażenia, jakie na społeczeństwie wywierają opublikowane w ostatnich dniach taśmy z udziałem Mateusza Morawieckiego.   

- Taśmy są zawsze czymś, co niezbyt dobrze świadczy o politykach. Choć akurat PiS całkiem nieźle sobie radzi z wizerunkowymi skutkami  ich upublicznienia - mówi.     

- Oczywiście, że może być też tak, że są słabsze sondaże dla PiS, więc szuka się różnych sposobów, żeby zapobiec niekorzystnemu wynikowi - podejrzewa prof. Marciniak.   

Zdaniem Roberta Stępowskiego, eksperta ds. marketingu politycznego i terytorialnego, taśmy "nie skłonią do zmiany decyzji wyborców stojących po jednej, czy drugiej stronie barykady". - Teraz walka toczy się już tylko o dusze tych niezdecydowanych - mówi Interii.   

AntyPiS Koalicji Obywatelskiej

Oceniając kampanię wyborczą Koalicji Obywatelskiej, prof. Marciniak zwraca uwagę na zmianę jej tempa. - Na początku była ślamazarna, a na koniec mocno zintensyfikowana. To mniej więcej taka kampania jak kampania Rafała Trzaskowskiego w Warszawie - zauważa.   

Zdaniem ekspertki, zapowiedzią energicznych działań PO i Nowoczesnej była konwencja, którą partie zorganizowały na początku września w Warszawie. Ogłoszono wtedy dołączenie do koalicji Barbary Nowackiej. - Ale na zapowiedzi się skończyło - uważa prof. Marciniak.   

Liderzy KO tak samo jak liderzy PiS rozjechali się po kraju i pokazywali się na regionalnych konwencjach.     

Koalicja Obywatelska od początku wiązała wynik wyborów samorządowych z pytaniem o miejsce i pozycję Polski w Unii Europejskiej. Politycy opozycji przekonywali, że jeśli wygra PiS Polska może nie otrzymać środków unijnych w takiej wysokości, w jakiej mogliby zapewnić politycy PO.   

- Koalicja Obywatelska musi bronić swojego stanu posiadania w dużych miastach i w sejmikach i to jest spore wyzwanie. Moim zdaniem nie zbudowała jednak przekonującej narracji - alternatywy dla PiS. Wobec rozbudzonych aspiracji i oczekiwań narracja "europejska", wolnościowa jest niewystarczająca. Wciąż główną narracją jest antyPiS - zwraca uwagę prof. Marciniak.   

W tony antyPiS PO zdecydowanie uderza też w końcówce kampanii. Za stwierdzenie "pisowska szarańcza" w ogniu krytyki znalazł się Grzegorz Schetyna.   

KO podąża tropem PiS

- Mam kłopot ze zdefiniowaniem kampanii KO przez pryzmat jakiegoś wyrazistego symbolu. Może "sześciopak" Schetyny jako odpowiedź na "piątkę" Morawieckiego - pomysł bardzo dobry, idący z duchem czasu, ale niezbyt intensywnie eksploatowany w toku kampanii. Brakowało czegoś spektakularnego, czegoś o czym będziemy chociaż parę dni pamiętać - mówi prof. Marciniak.   

- W jakimś stopniu styl i formę kampanii wyznaczyło PiS, a Koalicja Obywatelska tym tropem podąża. Czy udanie, tego nie wiemy - podsumowuje ekspertka.   

"Brudna" kampania

Z kolei podsumowując kampanię Robert Stępowski zwraca uwagę na wysoki poziom "brudnych" chwytów stosowanych w kampanii. 

- Zarówno Prawo i Sprawiedliwość jak i Koalicja Obywatelska niemal licytują się na zarzuty, który ze sztabów był w swoich działaniach bardziej brutalny i który prowadził bardziej nieczystą walkę. Trzeba jednak przyznać, że sztab szeroko rozumianej Zjednoczonej Prawicy, był chyba skuteczniejszy w swoich działaniach - zarówno jeśli chodzi o ofensywę jak i odpieranie ataków - ocenia ekspert.   

Festiwal obietnic

Mimo że krajowa polityka zdominowała bieg wydarzeń, lokalnie też dużo się działo. Padło wiele oryginalnych a czasem zdumiewających obietnic.     

Głośno było o kandydacie na burmistrza Sokołowa Podlaskiego, który zapowiadał, że jeśli wygra, to zbuduje w mieście restaurację McDonald’s.   

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz oświadczył, że po wygranej sprowadzi do gdańskiego zoo pandy z Chin. Z kolei Janusz Korwin-Mikke w Warszawie obiecał rozkręcanie torów kolejowych w Warszawie.   

Popis kreatywności

Obserwowaliśmy też wysyp nietypowych, śmiesznych a czasem strasznych pomysłów kandydatów.   

- W tegorocznych wyborach o funkcje: radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów w różnego szczebla samorządach ubiega się niemal 192 tysiące osób. Oczywiście, poszczególne sztaby wyborcze starają się, bardziej lub mniej, dbać o spójny wizerunek swojego komitetu oraz materiałów wyborczych, czasem jednak się to nie udaje. Niektórzy chcą wykazać się swoją kreatywnością, a niekiedy z dobrego ich zdaniem żartu powstaje kicz. Stają się obiektami kpin - komentuje Stępowski.    

Kandydaci prezentowali talenty wokalne, próbowali żartować ze swoich nazwisk i hobby czy pokazywać dystans, pozując na plakatach w nietypowych sytuacjach.   

Na ile to skuteczna taktyka?   

- Oczywiście, tacy kandydaci stają się bardziej ludzcy, naturalni, tylko granica między dystansem do siebie, a śmiesznością niestety jest bardzo cienka i wiele osób na fali "radosnej twórczości" po prostu ją przekracza - mówi ekspert.  

Wybory samorządowe odbędą się w niedzielę 21 października. Drugą turę zaplanowano na 4 listopada.

--

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama