Reklama

Reklama

Antoni Dudek: Rekordowa frekwencja to efekt mobilizacji opozycji

W wyborach samorządowych wzięło udział 54,06 proc. Polaków.To rekordowa frekwencja, ale jeszcze daleko nam do niektórych krajów w Europie, takich jak Szwecja. - Rekordowa frekwencja w tym roku to efekt mobilizacji, która sprzyja opozycji. Frekwencję powyżej średniej odnotowano w wielkich miastach, a to oznacza, że przeciwnicy PiS okazują się mocniejsi w mobilizowaniu swojego elektoratu - mówi prof. Antoni Dudek politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Frekwencja w wyborach samorządowych wyniosła 54,06 proc. - podała PKW podczas konferencji prasowej. To rekordowy wynik: do tej pory najwyższą frekwencję w wyborach samorządowych odnotowano w 2014 roku: do urn poszło wtedy 47 proc. Polaków.

W porównaniu do niektórych krajów w Europie to jednak bardzo mało. Wybory samorządowe w Szwecji kończą się frekwencją ok. 80 proc.

Prof. Antoni Dudek uważa, że choć Polsce jeszcze daleko do niektórych dojrzałych demokracji Europy pod względem frekwencji, to przynajmniej widać postęp. - Rekordowa frekwencja w tym roku to efekt mobilizacji, która sprzyja opozycji. Frekwencję powyżej średniej odnotowano w wielkich miastach, a to oznacza, że przeciwnicy PiS okazują się mocniejsi w mobilizowaniu swojego elektoratu - mówi prof. Dudek.

Reklama

Jego zdaniem wzrost frekwencji "nie jest szokujący" to tylko 7 proc, ale jednak  to spora zmiana. - Wstępnie można przypuszczać, że do tego wzrostu przyczyniły się głównie duże miasta - uważa politolog.

Głosowali głównie ludzie w średnim wieku

Według badań sondażowych samorządowców w całym kraju wybierali głównie ludzie w średnim wieku. Najwięcej do urn poszło osób w wieku 40-49 lat, bo aż 64,9 proc. Mniej licznie głosowali sześćdziesięciolatkowie i starsi (54,7 proc) oraz 50-latkowie plus (54,3 proc.). W grupie wiekowej 30-39 głosowało 51,3 proc Polaków - wynika z sondażu Ipsos. 

Najgorzej pod tym względem było wśród 18-29 latków. Na wybory poszło tylko 34,8 proc. z nich. - W każdych wyborach w Polsce najmłodsi do 30 roku życia najmniej chętnie korzystają z prawa do głosowania. Być może wynika to z faktu, że mało interesują się polityką. Zainteresowanie sprawami publicznymi zaczyna pojawiać się w późniejszym wieku, wtedy młodzi ludzie zaczynają widzieć problemy z tym związane, konflikty i to ich powoli wciąga. Brak zainteresowania polityką wśród młodych to jest także wina szkoły, która moim zdaniem w Polsce fatalnie przygotowuje do życia w demokratycznym państwie - komentuje prof. Dudek.

Socjologowie od dawna zastanawiają się, dlaczego większość młodych ludzi nie głosuje, a kiedy zaczyna  już głosować to szybko zmienia preferencje. - Słynna jest historia poparcia młodych dla kolejnych partii Janusza Korwina Mikke. Gdyby Polacy do 24 roku życia decydowali, to ta partia od dawna rządziłaby w Polsce. Wraz z dojrzewaniem młodzi ludzie jednak odchodzą od Korwina, który reprezentuje naiwne myślenie o polityce. Wyborcy zaczynają dostrzegać złożoność rzeczywistości między 24 a 30 rokiem życia - mówi prof. Dudek.

Według danych PKW w wyborach do rad gmin frekwencja wyniosła 54,27 proc. Natomiast w wyborach do sejmików województw - 53,5 proc.

--

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne