Reklama

Reklama

Adamowicz: Jestem niezależnym, bezpartyjnym kandydatem

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz powiedział w poniedziałek, że startuje w wyborach samorządowych jako kandydat "niezależny i bezpartyjny". Ocenił, że jego główni konkurenci - Kacper Płażyński i Jarosław Wałęsa - to zaś kandydaci liderów partyjnych PiS i PO.

"Mam prawie już gotowe listy kandydatów do Rady Miasta Gdańska z komitetu Pawła Adamowicza 'Wszystko dla Gdańska'. Jest przygotowany program wyborczy, konsultujemy ten program wyborczy" - powiedział w "Radiu Gdańsk".  

Reklama

"Jestem niezależnym bezpartyjnym kandydatem, a on (Jarosław Wałęsa) jest kandydatem Grzegorza Schetyny. Tak jak Kacper Płażyński jest kandydatem Jarosława Kaczyńskiego. Jestem kandydatem wszystkich gdańszczan, a oni są kandydatami liderów partyjnych. I to jest zasadnicza różnica - gdańszczanie to widzą. Gdańszczanie wiedzą, że ja zawsze służyłem gdańszczanom i że często byłem na bakier z własną partią, bowiem zawsze byłem niezależny, zawsze wybierałem interes Gdańska, a nie interes partyjny" - oświadczył.  

Adamowicz ocenił, że jego główni kontrkandydaci - Kacper Płażyński (Zjednoczona Prawica) i Jarosław Wałęsa (Koalicja Obywatelska) - skupiają na "kampanii negatywnej". "Oni się skupiają na mnie. To tylko jest dowód na to, że dużo w Gdańsku wspólnie zrobiliśmy i że oni chcą się do tego cały czas odnosić. Na pewno obydwaj mają wspaniałych ojców, których znam i znałem w przypadku śp. Macieja Płażyńskiego i to bez wątpienia ich łączy" - zaznaczył.  

"Moim największym kontrkandydatem nie są te wymienione osoby tylko pewnie to, że tak długo służę Gdańskowi. I że niektórzy uważają, że to troszkę może za długo. Ja wtedy odpowiadam, że tak jak dobre małżeństwo jest po długim stażu, sprawdzone w bojach, tak samo dobry prezydent jest po długim stażu też sprawdzony w bojach samorządowych" - mówił.  

Adamowicz odniósł się także do trwającego przed Sądem Rejonowym w Gdańsku procesu, w którym jest oskarżony o podanie o nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych w latach 2010-2012.  

"Za to jeszcze raz gdańszczanki i gdańszczan przepraszam, bardzo przepraszam, pokornie przepraszam, że wielu z nich może odnieść wrażenie, że coś ze mną było nie tak. Raz jeszcze za to wprowadzenie w konfuzję przepraszam. Ale jestem niewinny, czuję się niewinny i sąd rozstrzygnie, ile było w tym z mojej strony działania planowego, a ile było zwykłej pomyłki" - powiedział.  

Prezydent Gdańska komentował też ostatnią decyzję wiceminister kultury i Generalnej Konserwator Zabytków Magdaleny Gawin, która stwierdziła nieważność dwóch decyzji Miejskiego Konserwatora Zabytków w Gdańsku pozwalających na budowę tzw. koryta edukacyjnego na Kanale Raduni w Gdańsku, wpisanym do rejestru zabytków. Sprawa dotyczy prac przy Kanale Raduni wykonywanych podczas budowy w centrum miasta centrum handlowo-usługowego Forum Gdańsk. Inwestor postanowił przebudować Kanał Raduni, tak by jego koryto zostało przykryte taflą, pod którą przepływać miały naturalne wody kanału. Dla gości Forum widoczny miał być tylko sztucznie stworzony strumień podczyszczonej wody płynącej po tafli.  

"Decyzja każdego urzędnika, nawet ministra, nie jest decyzją ostateczną. I również tak wysokiej rangi urzędnik może się mylić. Na szczęście, mamy jeszcze w Polsce niezawisłe sądy i dlatego wojewódzki sąd administracyjny, a na końcu naczelny sąd administracyjny rozstrzygnie czy decyzja miejskiego konserwatora zabytków w Gdańsku podjęta w porozumieniu z ówczesnym wojewódzkim konserwatorem zabytków była zgodna z planem zagospodarowania przestrzennego i prawem, czy też ma rację generalny konserwator zabytków" - mówił.  

Jego zdaniem, spór o Kanał Raduni jest "podszyty bieżącą polityką". "Cały Kanał Raduni ma 20 kilometrów, a ten kawałek liczy 200 metrów, a więc hałas jest o 200 metrów" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy