Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie w USA 2012

Czy Santorum stanie się alternatywą dla Romneya?

Niespodziewane zwycięstwo Ricka Santoruma we wtorkowych prawyborach republikańskich w trzech stanach zachwiało powszechnym przekonaniem o "nieuchronnej" nominacji prezydenckiej Mitta Romneya. Komentatorzy wątpią jednak, czy Santorum mu ją odbierze.

Santorum, były senator z Pensylwanii, skrajnie konserwatywny w kwestiach społeczno-moralnych, wygrał prawybory w stanach Missouri, Minnesota i Kolorado. W Missouri miały one charakter symboliczny - nie decydowały o przydziale delegatów na przedwyborczą konwencję Partii Republikańskiej (GOP), która nominuje kandydata partii na prezydenta - ale wygrana w tym stanie wzmocniła prestiż Santoruma i jego pozycję jako kandydata.

Reklama

We wszystkich trzech stanach Romney, były gubernator Massachusetts faworyzowany przez republikański establishment, zdecydowanie przegrał z Santorumem. Było to tym bardziej uderzające, że w 2008 r., kiedy po raz pierwszy ubiegał się nominację prezydencką, w tych samych stanach Romney pokonał z dużą przewagą rywali, w tym senatora Johna McCaina, z którym jednak ostatecznie przegrał wyścig o nominację.

Tym razem porażkę Romneya komentuje się jako kolejny przejaw słabości jego kandydatury. Mimo ogromnych zasobów finansowych na kampanię wyborczą, używanych do niszczenia przeciwników w ogłoszeniach telewizyjnych, Romney wciąż nie przekonał do siebie republikańskich wyborców. Uważają go oni za lawiranta bez wyraźnych poglądów, zbyt skłonnego do kompromisów z Demokratami.

"Najbardziej konserwatywne elementy w bazie Partii Republikańskiej wyraziły niepokój co do Romneya, wysyłając głośne przesłanie, że wolą kogoś innego" - napisał w środę "New York Times".

Sceptycyzm wobec byłego gubernatora utrzymuje się od początku jego kampanii, tzn. od około roku. Konserwatywny trzon GOP przez cały czas szuka alternatywnego kandydata. Upatrywano go kolejno w kongresmence Michele Bachmann, gubernatorze Teksasu Ricku Perrym, czarnoskórym biznesmenie Hermanie Cainie, a wreszcie w byłym przewodniczącym Izby Reprezentantów Newcie Gingrichu.

Ten ostatni dwukrotnie znajdował się w sondażach na czele stawki kandydatów, wygrał prawybory w Karolinie Południowej i - mimo gorszych wyników w czterech ostatnich prawyborach - twierdzi, że to on zostanie nominatem GOP.

Gingricha popiera kilkoro polityków związanych z prawicowo-populistyczną Tea Party, z Sarą Palin na czele, ale zwalczają go zdecydowanie kierownicze elity republikańskie, od których najbardziej zależy napływ funduszy na kampanię. Uchodzi on za polityka nieobliczalnego, który przysporzył sobie zbyt wielu wrogów i nie ma szans na przyciągnięcie niezależnych wyborców. Stawia go to na przegranej pozycji w ewentualnej konfrontacji z prezydentem Obamą.

Czy w roli alternatywy dla Romneya może go zastąpić Santorum? Były senator zebrał bardzo dobre recenzje za występy w ostatnich debatach telewizyjnych - zdaniem komentatorów rozwinął się jako polemista. Cieszy się zaufaniem konserwatystów z powodu silnego poparcia dla zakazu aborcji i małżeństw homoseksualistów oraz podkreślania wartości tradycyjnej rodziny. Zyskuje sympatię wyborców, gdy przypomina o swej biografii - jest synem robotnika, włoskiego imigranta.

Jego skrajne stanowisko w sprawach społeczno-kulturowych utrudnia mu jednak - zwracają uwagę eksperci - zjednanie sobie bardziej umiarkowanych Amerykanów, którzy dominują wśród niezależnych wyborców. Poza tym jako senator zapisał się jako dość typowy ustawodawca szastający funduszami podatników na programy rządowe i inwestycje przeznaczone na lokalne programy dla swego własnego elektoratu. Wypomniał mu to już Romney, przypinając etykietkę typowego waszyngtońskiego insidera, który przyczynia się do powiększania deficytu i długu publicznego.

Przewiduje się, że krytyka ta może się okazać skuteczną bronią dla Romneya, który podobnego argumentu - że jego rywale są "produktem skorumpowanego Waszyngtonu" - użył także wobec Gingricha i pokonał go wysoko w prawyborach na Florydzie.

Analitycy nadal więc prognozują ostateczne zwycięstwo Romneya, lecz dopiero po zażartej walce, która może się przeciągnąć do późnej wiosny. Sprzyja mu dodatkowo rozproszenie opozycji wobec jego kandydatury między Gingricha a Santoruma.

Walka ta jednak - podkreślają politolodzy - osłabia Partię Republikańską, wyraźnie podzieloną i skłóconą. Przebieg kampanii niezmiernie cieszy Biały Dom.

Sondaże wskazują na rosnące negatywne opinie o GOP i Romneyu. Jego licytacja z Gingrichem na to, kto jest bardziej konserwatywny, spycha go na pozycje, z których będzie mu trudno się wycofać w kampanii prezydenckiej. Tym bardziej, że stale wykazuje brak politycznego wyczucia, popełniając bez przerwy gafy, które dostarczają amunicji obozowi prezydenta Obamy.

Dodatkowym powodem do zmartwienia dla GOP może być niska frekwencja podczas prawyborów - była ona dotąd znacznie niższa niż w 2008 r. Zaprzecza to twierdzeniom polityków i ideologów republikańskich, że wyborcy partii są "silnie umotywowani", aby uniemożliwić reelekcję Obamy.

Dowiedz się więcej na temat: wybory w USA | USA | Mitt Romney | Rick Santorum | prawybory

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy