Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie w USA 2012

Wojna Obamy i Romneya na przedwyborcze spoty telewizyjne

Sztaby wyborcze prezydenta Baracka Obamy i republikańskiego kandydata do Białego Domu, Mitta Romneya, zaprezentowały kolejne spoty telewizyjne mające ukazać ich kandydata w jak najlepszym świetle i pogrążyć przeciwnika.

Spot Obamy wykorzystuje niedawne potknięcie Romneya, który na potajemnie nagranym spotkaniu ze sponsorami swej kampanii mówi, że "47 procent Amerykanów" nie płaci podatków, uważa się za ofiary i naciąga rząd na świadczenia socjalne. Kandydat GOP powiedział też, że "nie dba" o tych ludzi, gdyż na pewno nie będą na niego głosować.

Reklama

Na ogłoszeniu Obamy pokazano "zwykłych, skromnych Amerykanów" - samotną matkę z dwojgiem dzieci, robotnicę w fabryce, weteranów wojen i przedstawicieli innych grup korzystających z różnych form pomocy państwa.

Na obrazy te nałożono głos Romneya z nagrania i podsumowano je jego wypowiedzią: "Moim zadaniem nie jest martwić się o tych ludzi".

Tymczasem na nadanym w czwartek spocie Republikanów Romney zapewnia wyborców, że poprawi ich sytuację materialną przez stworzenie nowych miejsc pracy.

"Zbyt wielu Amerykanów walczy aby znaleźć pracę. Zbyt wielu tych, którzy pracują, żyje od pierwszego do pierwszego" - mówi kandydat GOP.

W ogłoszeniu przypomina się, że obecnie więcej ludzi w USA żyje w biedzie niż na początku rządów Obamy, a 15 milionów kolejnych osób pobiera bony żywnościowe.

Według niezależnych ekspertów, spadek dochodów jest głównie wynikiem kryzysu i głębokiej recesji w latach 2007-2009.

Obserwatorzy zwracają uwagę, że w swoim spocie Romney nie wyjaśnia w jaki sposób zamierza stworzyć nowe miejsca pracy.

Komentują oni, że spot ma głównie na celu zatarcie złego wrażenia po wpadce z nagraniem o "47 procentach" i przekonanie wyborców, że republikański kandydat nie jest pozbawiony współczucia.

Według sondaży, na 40 dni przed wyborami na Obamę chce głosować o kilka procent więcej Amerykanów niż na Romneya.

Prezydent nadal prowadzi też w kluczowych "swing states", czyli stanach, gdzie wynik wyborów ma się rozstrzygnąć, gdyż szanse są tam wyrównane, np. w Ohio i Wirginii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje