Reklama

Reklama

Francja: Emmanuel Macron zwycięzcą wyborów prezydenckich. Wyniki exit poll

Emmanuel Macron wygrał w drugiej turze wyborów prezydenckich we Francji - wynika z sondaży exit poll opublikowanych po godz. 20, czyli tuż po zamknięciu lokali wyborczych. Przywódca, który najpewniej uzyskał reelekcję, zdobył 58,2 procent głosów, a jego konkurentka Marine Le Pen - 41,8 procent - wynika z sondażu Ipsos. Po ok. godzinie od pierwszego sondażu pojawiły się zaktualizowane dane, w których przewaga Macrona urosła do 58,5 proc. względem 41,5 dla Le Pen.

Jak wynika z informacji przekazanych przez agencję Reutera, ośrodki badawcze zesłały dwa wyniki exit poll. Pierwszy daje Macronowi 57,6 proc. głosów, a Le Pen 42,4 proc. To sondażowe wyniki podane przez Instytut Elabe i SFR dla stacji BFM TV.

Drugi sondaż (Ipsos) z kolei mówi o 58,2 proc. dla Macrona i 41,8 proc. dla Le Pen. W obu przypadkach Macron jest niekwestionowanym liderem. Zaktualizowane wyniki powiększają przewagę Macrona jeszcze bardziej. "Le Monde" publikuje sondaż, z którego wynika, że Macrona ma już 58,5 proc. głosów, a Le Pen 41,5 proc. 

Reklama

To nie pierwszy pojedynek Macrona i Le Pen w wyborach na prezydenta Francji. Pierwszy raz spotkali się w drugiej turze głosowania w 2017 roku. Wówczas zwycięzca zyskał poparcie 66,1 proc. głosujących, a Le Pen - 33,9 proc. Poprzedni prezydent Piątej Republiki - François Hollande - nie startował w wyborach, bo w sondażach publikowanych przed głosowaniem uzyskiwał po kilka procent poparcia.

Macron wszedł do wielkiej francuskiej polityki, gdy w 2012 roku został zastępcą sekretarza generalnego Pałacu Elizejskiego. Dwa lata później wszedł do rządu Manuela Vallsa jako minister gospodarki, przemysłu i cyfryzacji.

Z kolei w 2016 roku rzucił rękawicę tradycyjnym partiom we Francji, zakładając ugrupowanie Republique En Marche! (Naprzód Republiko!). Rok później był już przywódcą największego kraju Unii Europejskiej pod względem powierzchni.

Wybory we Francji. Macron zdobył przewagę w sondażach

Sondaże przed drugą turą tegorocznych wyborów wskazywały, że faworytem jest Emmanuel Macron - mimo że większość Francuzów jest z jego prezydentury niezadowolona

Układu sił nie zmieniła - a wręcz go scementowała - środowa debata kandydatów. Jak opisywaliśmy, 2,5-godzinne starcie było momentami wręcz zachwycająco merytoryczne - gdy np. Macron i Le Pen spierali się na temat różnorakich aspektów zerowej stawki VAT na żywność - ale i ostrzejszych spięć nie zabrakło. Zwłaszcza w momencie gdy Macron zaatakował Le Pen za wzięcie pożyczki z rosyjskiego banku.

W tym kontekście urzędujący prezydent nazwał Władimira Putina "bankierem" Le Pen. Prawicowa polityk broniła się, podkreślając, że jej partia jest uboga i żaden francuski bank nie chciał udzielić jej takiej pożyczki - co, zdaniem Le Pen, świadczy o ubytkach demokracji w kraju.

Kampania wyborcza skupiła się na gospodarce

Ponadto debata wyraźnie unaoczniła różnice programowe między kandydatami. Emmanuel Macron jest euroentuzjastą, który deklaruje głęboką wiarę w unijny projekt i wspólne, europejskie przedsięwzięcia. Ewidentnie jest za dalszą integracją. Marine Le Pen przeciwnie - chce, by na co dzień tej Unii było mniej, choćby w handlu czy w wymiarze sprawiedliwości.

Głównym motywem kampanii stała się jednak siła nabywcza Francuzów. Na tym polu debaty Le Pen czuje się najlepiej, bo wokół drożyzny zbudowała właściwie całą swoją kampanię wyborczą. Chciała m.in. uderzenia podatkowego w firmy energetyczne.

Macron, uzyskując mandat na drugą kadencję, utrzyma władzę nie tylko we Francji. Z urzędu nadal będzie również współksięciem Andory - pirenejskiego państewka, rządzonego przez prezydenta Republiki Francuskiej oraz biskupa hiszpańskiego miasta Seo de Urgel. Obecnie "wyróżnionym" duchownym jest Joan Enric Vives Sicília.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy