Reklama

Reklama

Francja wybiera. Tylko jeszcze nie wie, kogo

Połowa Francuzów albo nie wie, na kogo odda w niedzielę głos, albo nie pójdzie na wybory. - Nadzieja? Nie dostrzegam - usłyszałem.

I znów mamy sytuację przerabianą ostatnio nieraz: wściekła prowincja kontra żyjąca w swoim świecie stolica.

- Pochodzę z małej miejscowości w Normandii. Tam nastroje są dziś zupełnie inne niż w Paryżu. Ludzie odczuwają frustrację z powodu trudności ekonomicznych. Widzą, jak miejsca pracy uciekają za granicę, albo przypadają imigrantom. Dlatego zamiast na centrystów ludzie z mojej miejscowości głosują na skrajne opcje. Teraz popierają Marine Le Pen, ale nie zawsze tak było - opowiada mi Gwen, specjalistka od komunikacji.

- Moja rodzina z kolei mieszka pod Bordeaux - włącza się Laure. - Też w małej miejscowości. Tam nastroje są podobne, ale odpowiedź inna. Wiem, że wiele osób zagłosuje na Jean-Luca Melenchona.

Reklama

Laure pracuje w banku. A to pewnie popiera Emmanuela Macrona, no bo przecież bankier - podzieliłem się tym nieprzesadnie głębokim przemyśleniem.

- Gdzie tam! - protestuje. - Nie mam do niego zaufania. Część jego postulatów jest słuszna. Zgadzam się, że trzeba zmniejszyć liczbę urzędników. Ale nie sądzę, by to zrobił.

- Francuzi nie pozwolą, by coś im ot, tak zabrać. To tak nie działa. Tutaj związki zawodowe są bardzo mocne - dodaje Gwen.

Praca, głupcze

Moi rozmówcy jako najważniejszą sprawę w tej kampanii i w tych wyborach wymieniają rynek pracy.

- Wszyscy na przykład mówią tu o tym, że Whirpool przeniósł produkcję do Łodzi. Le Pen to mocno krytykowała. Poza tym międzynarodowe firmy delegują do Francji swoich zagranicznych pracowników, którym płacą według ich ojczystych stawek. To duży problem - zwraca uwagę Nicolas, który akurat zamierza głosować na Macrona.

We Francji bezrobocie wciąż jest na wysokim, ponad 10-procentowym poziomie. O rynku pracy mówi się więc sporo, może i najwięcej. A imigracja? - dopytuję niecierpliwie, bo to przecież temat budzący skrajne emocje, drażliwy, problematyczny.

- Praca wiąże się z imigracją, a imigracja z bezpieczeństwem - Gwen okazuje się mistrzynią syntezy.

- Na przykład w mojej mieścinie bardzo dużo się mówi o bezpieczeństwie. Zwracam im uwagę, że przecież nic takiego u nich się nie dzieje! Nie ma tam zamachów, nie ma morderstw, pobić, wszyscy żyją spokojnie - opowiada.

Ale martwią się za innych, za kraj - nieoczekiwanie wchodzę w rolę adwokata bliżej mi nieznanych Normandczyków.

- Mój tata na przykład zgadza się z Marine Le Pen w kwestii islamu i muzułmanów. Rozmawiamy przez telefon i mówię: tato, ale przecież ty co weekend grasz w bule z Mohamedem! "Mohamed to co innego", odpowiada tato - relacjonuje rozbawiona Gwen.

UE? A kogo to obchodzi?

Jednego tematu Francuzi sami z siebie nie poruszają wcale.

A co z Unią Europejską? Jesteście eurosceptyczni? Chcecie wychodzić z Unii? - mało subtelnie wprowadzam nowy wątek.

- Szczerze, to ludzie mają to gdzieś, taka jest prawda. Praca - tak, bezpieczeństwo - tak, Unia - to nas nie interesuje - nie ma złudzeń Laure.

Nicolas potwierdza jednak, że Francuzi to eurosceptycy.

- Od 30 lat wszystko, co idzie źle, jest winą Brukseli. Politycy mówią, że nic nie mogą zrobić, bo mają skrępowane ręce. A jakoś Polska i Węgry pokazały, że można robić, co się chce - bierze mnie z zaskoczenia Nicolas.

- Ten eurosceptycyzm bierze się też z rynku pracy. Na przykład zagraniczne firmy wygrywające u nas przetargi publiczne... Nikomu to się nie podoba. No i jeszcze kwestia otwartych granic. Rzeczywiście jest takie poczucie, że terroryści mogą sobie spokojnie wjeżdżać i wyjeżdżać - opowiada mój rozmówca.

Perspektywa Frexitu mało kogo tutaj przeraża, ale i mało kogo specjalnie ekscytuje.

Moralizator Fillon

Nie mamy na kogo głosować - rozkłada ręce wielu moich rozmówców. Co ciekawe, zgodnie deklarują, że nie popierają Francois Fillona i zgodnie mówią o nim z niejakim szacunkiem. "Na pewno nie zagłosuję na Fillona, ale..." - tak zazwyczaj zaczynały się te komentarze.

- Jego program jest klarowny i akurat w przypadku Fillona można zakładać, że zrealizuje swoje zapowiedzi - wyjaśnia Gwen.

Podobnie myśli Nicolas:

- Jego wyborcy to wyborcy skupieni na celu. Ma bardzo lojalnych zwolenników. Nie entuzjastycznych, ale lojalnych. Wiedzą, że zrobi to, co zapowiada.

Notowania Fillona poważnie nadwyrężył skandal "Penelopegate", a więc historia z domniemanym płaceniem żonie z publicznych funduszy za fikcyjną pracę.

- To jest nagminna praktyka, ale Fillon był tym nieznośnym moralizatorem, który pouczał wszystkich wokół, jak być przyzwoitym. A teraz robi z siebie ofiarę - mówi Gwen.

- Oczywiście, że to zrobił - nie ma wątpliwości "Nico" - ale sędziowie coś za szybko za działali, to się nigdy tak błyskawicznie nie odbywa.

Komunista czy nie?

Jean-Luc Melenchon miał znakomitą kampanię - co do tego również rozmówcy są zgodni.

- Trzeba przypomnieć, że on już startował w wyborach. Poprzednio jednak był, no cóż, dupkiem, który krzyczał na dziennikarzy i dla wielu wyborców był zbyt agresywny. Teraz się zmienił, skupia się na sprawie, ma świetne wystąpienia i świetny sztab - wskazuje Maxime, który jest prawnikiem.

O kampanii Melenchona mówi się wyłącznie z podziwem: najlepszy w internecie, najlepszy na wiecach, zdeterminowany, autentyczny. O jego poglądach - raczej z obawami. Jedni nazywają go komunistą, inni twierdzą, że prawdziwym komunistą nie jest, ale proponuje nierealną, a przede wszystkim niezwykle kosztowną utopię. Przez te obawy przebija się jednak nadzieja, że jakby co - to jako prezydent "będzie w miarę normalny".

Nie teraz, to w 2022

Marine Le Pen pomyślała o tym dużo wcześniej i od lat pielęgnuje wizerunek mainstreamowego, a nie skrajnego, polityka. W ocieplaniu image’u całego Frontu Narodowego pomaga jej Florian Philippot, numer dwa Frontu, a przy okazji gej.

- Marine nie jest takim potworem jak jej ojciec - uważa Maxime.

W Paryżu trudno spotkać zwolenników Le Pen, za to na północy, ale i na południu jest ich mnóstwo. Kieruje nimi gniew na establishment, media, również na imigrantów czy Brukselę.

- Ostatnio słyszałam taką teorię - mówi Gwen - że cokolwiek się nie zdarzy, Le Pen za pięć lat i tak będzie prezydentem.

Paryżanie zgadzają się z tezą, że wyborczy wynik Le Pen może być lepszy niż w sondażach. Czwartkowy atak w Paryżu zadziała na jej korzyść - co do tego nikt nie ma wątpliwości. Ponadto wyborcy Le Pen są zdeterminowani, natomiast wielu deklarujących oddanie głosu na Macrona wciąż się waha, nie utożsamiają się aż tak ze swoim kandydatem.

Wyborcy Macrona mówią o swojej decyzji wyłącznie jak o małżeństwie z rozsądku. Może będzie dobrym menedżerem - liczą. Chwalą jego koncyliacyjność. Na związki z finansjerą przymykają oko.

Czy jest jakaś nadzieja, że po wyborach coś się zmieni na lepsze? - pytam w tym kraju pesymistów. Odpowiada Maxime:

- Nadzieja? Nie dostrzegam. Idealistyczne podejście nie jest w polityce właściwe.

Michał Michalak, Paryż

Interia nad Sekwaną. Czytaj nasze korespondencje z Francji

Zobacz wideoblog Michała Michalaka

Najnowsze doniesienia z Francji również na naszych profilach na Facebooku i Twitterze

Obserwuj autora na Facebooku

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy