Reklama

Media i politycy o aferze Fillona: V Republika nad przepaścią

Francuscy komentatorzy ubolewają nad stanem V Republiki, ostrzegając, że "stoi nad przepaścią". To reakcja na oświadczenie kandydata prawicy na prezydenta Francois Fillona, że choć 15 marca ma być postawiony w stan oskarżenia, nie wycofa się z wyborów.

Ogłoszona w środę decyzja Fillona stoi w sprzeczności z jego wcześniejszymi zapowiedziami, że "wycofa się, jeśli będzie oskarżony" oraz z argumentem, którego przed prawyborami użył przeciw byłemu prezydentowi Nicolasowi Sarkozemu: "Czy ktoś może sobie wyobrazić, że de Gaulle postawiony jest w stan oskarżenia?".

Fillonowi zarzuca się, że zatrudniał żonę jako asystentkę parlamentarną. Nie ma żadnych dowodów na wykonywanie przez nią pracy, która była bardzo wysoko wynagradzana. Miał też zatrudniać fikcyjnie dwoje swoich dzieci, gdy był senatorem.

Niemal natychmiast po wypowiedzi kandydata prawicy ze sztabu jego kampanii odszedł Bruno Le Maire, szykowany na ministra spraw zagranicznych. Według przecieków medialnych nawet najbliżsi współpracownicy Fillona namawiają go, by zrezygnował.

Reklama

W środę udział w kampanii zawiesiła centrowa partia Związek Demokratów i Niezależnych (UDI), który tego samego ranka zawarł "umowę wyborczą i rządową" z partią Fillona - Republikanie (LR).

Deputowany LR i mer Reims, Arnaud Robinet, ogłosił, że opracowuje "apel merów Francji wzywający Fillona do wycofania się z wyborów". Inny deputowany tej partii Pierre Lellouche uznał, że "po to, by połowa wyborców nie była pozbawiona kandydata", należy przesunąć datę wyborów.

"Centrolewica i centroprawica, dwie partie historycznie 'rządowe', są w gruzach" - powiedział Lellouche w czwartek w wywiadzie radiowym. Nawiązywał do bardzo niskich notowań oficjalnego kandydata Partii Socjalistycznej Benoit Hamona. Od jego skrajnie lewicowych i utopijnych projektów odwraca się coraz więcej socjalistów.

"To nokaut na stojąco, powalono francuską demokrację" - ocenił w wywiadzie telewizyjnym założyciel wpływowego portalu informacyjnego "Atlantico" Jean-Sebastien Ferjou.

Komentator dziennika "Nice Matin", Claude Weil, ubolewał nad "rozpaczliwym stanem, w jakim znalazła się V Republika".

"V Republika stoi nad przepaścią" - zawyrokował nie bez satysfakcji rzecznik skrajnie lewicowego kandydata "Francji nieujarzmionej" Jean-Luca Melenchona. Jego zdaniem obecna kampania wyborcza "ukazała z przerażającą ostrością", że instytucje państwa i system polityczny "przestały funkcjonować".

Fillon: To zabójstwo polityczne

Fillon uznał, że padł ofiarą "zabójstwa politycznego", dokonanego przez sędziów i media. Oburzał się na "zadziwiające tempo" i "zbieżność kalendarza sądowego z kalendarzem wyborczym". Wywołało to natychmiastową ripostę dziennikarzy i przedstawicieli związków sędziowskich. Fillon podkreślił jednocześnie, że będzie współpracował z wymiarem sprawiedliwości i stawi się na przesłuchaniu 15 marca.

Są jednak prawnicy i dziennikarze, którzy przyznają, że "nagonka", jak to niektórzy nazywają, jest bezprecedensowa. "Le Figaro" przypomina w czwartek doniesienia prasowe o opłacaniu pracowników partyjnych z funduszy Parlamentu Europejskiego. Wskazuje na artykuły ujawniające, że tuż przed odejściem ze stanowiska były minister gospodarki Emmanuel Macron pobrał 80 proc. rocznego budżetu reprezentacyjnego resortu, być może, jak podejrzewali dziennikarze, na finansowanie swego ugrupowania "En Marche!". Według dziennika "Le Monde" co szósty deputowany francuski zatrudnia członka rodziny. "Te informacje nie wywołały zainteresowania trybunałów" - dziwi się autorka tekstu.

Uczestniczący w telewizyjnej dyskusji profesor prawa publicznego Guillaume Drago cytował raport parlamentarny, według którego wydziałowi finansowemu policji potrzeba od czterech do sześciu miesięcy na rozpoczęcie sprawy. Według prawnika wobec Fillona sędziowie zastosowali "kawaleryjską szarżę".

Prowadzący sprawę Fillona sędzia śledczy Serge Tournaire blisko związany był z byłą minister sprawiedliwości Christiane Toubira - twierdzą niektórzy dziennikarze. Sekretarz generalna związku sądownictwa przy centrali związkowej Force ouvriere Beatrice Penaud przyznała w programie kanału CNews, że "niektórzy sędziowie mają bardzo bliskie związki z członkami władz wykonawczych".

Dosyć powszechna jest w Paryżu opinia, że "dryfowanie obecnej kampanii" prezydenckiej przynosi korzyści jedynie uznawanej za skrajnie prawicową kandydatce Frontu Narodowego Marine Le Pen. Podczas dyskusji i wywiadów nieraz parafrazowano zdanie z "Hamleta": "Źle się dzieje w Republice Francuskiej".

Z Paryża Ludwik Lewin 

PAP
Dowiedz się więcej na temat: Francja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy