Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2020. ​Andrzej Duda w Rybniku: Pała i kule były odpowiedzią poprzedniej władzy

Pała i kule były odpowiedzią na robotnicze protesty przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego za poprzedniej władzy - mówił ubiegający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda na spotkaniu wyborczym w Rybniku (woj. śląskie). "Nie może to już nigdy wrócić" - przekonywał.

Andrzej Duda w Rybniku obiecywał politykę kontynuację swojej polityki. "Polska jest dzisiaj dużo bezpieczniejsza niż była jeszcze pięć lat temu, kiedy Rosja napadła na Ukrainę. Dziś jesteśmy mocniejsi sojuszem z USA" - mówił.

Reklama

Przypomniał, że obecnie na terenie naszego kraju stacjonują wojska amerykańskie. "Oni gwarantują nasze bezpieczeństwo i gwarantują rozwój" - zapewniał. Wymienił inwestycje amerykańskie "Microsoftu i Google", jako wielkie, "warte miliardy dolarów" amerykańskie inwestycje, które będą realizowane w Polsce.

"Trzeba patrzeć na Polskę, na polskie sprawy, a nie tam, nie wiadomo gdzie. (...) Ja taką prezydenturę dalej wszystkim moim rodakom obiecuję" - podkreślił.

Określił swoją prezydenturę, jako "spokoje zdążanie, ku Polsce uczciwej, sprawiedliwej, która nie musi bać się silnych i umie obronić słabszych. W której zwycięża uczciwość, a nie cynizm i draństwo". Zapewnił, że te słowa Lecha Kaczyńskiego "brzmią mu w uszach każdego dnia".

"Niech żyje Polska dla polskiej rodziny" - krzyczał. Prosił, by iść na wybory, ale też, by przekonywać innych do uczestnictwa w wyborach. "To obywatelski obowiązek, każdego kto czuje się sercem związany ze swoją ojczyzną" - ocenił.

Robotnicze protesty

"Jak będziesz stał nad urną, zastanów się. Jak ci się żyło do końca 2015 roku? Przez tamte osiem lat. (...) Czy miałeś pracę? Jak ta praca była płatna? Jak się wtedy czułeś? Czy strzelali do ciebie gumowymi kulami, jeśli byłeś górnikiem i protestowałeś?" - pytał.

Przypomniał, że był wtedy na Śląsku, "zaraz potem, jak strzelali".

"Pamiętamy! Pamiętamy!" - skandowali w odpowiedzi zgromadzeni.

"Pała i kule były odpowiedzią na robotnicze protesty przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego. To byli górnicy, hutnicy. Pamiętam, spotykałem się z nimi pod Sejmem, byłem wtedy posłem" - mówił.

"Nic nie dały te protesty, nic nie dały miliony zebranych podpisów z wnioskiem o referendum, bo wbrew obywatelom wtedy wszystko się robiło. Można było puste obietnice wyborcze składać, a zaraz po wyborach je łamać śmiejąc się w twarz społeczeństwu" - przekonywał. "Nie może to już nigdy wrócić" - podkreślił prezydent.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy