Reklama

Reklama

​Wybory 2020. Władysław Kosiniak-Kamysz: Polska to wspólna sprawa

Nie pójdę drogą na skróty, pomimo że tam są może jaskrawsze kolory - mówił lider PSL i kandydat na prezydenta Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wiecu w Miechowie (woj. małopolskie). Jak zapewnił, Polska to dla niego "wspólna sprawa, gdzie jest godne miejsce dla wszystkich".

Kosiniak-Kamysz ocenił, że cała jego kampania, podczas której przejechał ponad 33 tys. kilometrów, odwiedził 200 miejscowości, odbywając 300 spotkań, potwierdza, że jego kandydowanie na urząd prezydenta to "decyzja wzięcia odpowiedzialności za Polskę w 100 procentach".

Reklama

"Nie pójdę drogą na skróty, pomimo że tam są może jaskrawsze kolorowy, które dzisiaj bardziej przyciągają, pomimo że tam może i łatwiej. Ale to nie jest droga, która prowadzi do normalności w Polsce" - zapewnił szef ludowców podczas piątkowego spotkania w Miechowie.

Według niego dziś sytuacja w Polsce jest nienormalna, bo "jeśli Polacy nie mogą ze sobą rozmawiać przy świątecznych stołach, to znaczy, że sytuacja jest nienormalna".

"Jak nie możemy ze sobą normalnie rozmawiać, to zaraz nie będziemy mogli ze sobą normalnie żyć i wojna polityczna, która trwa co najmniej od 15 lat, przerodzi się w wojnę społeczną, a na końcu w wojnę domową, bo takie były doświadczenia naszej historii" - przestrzegał Kosiniak-Kamysz.

Zapewnienia kandydata na prezydenta

Zapewnił on, że jeśli zostanie prezydentem będzie strażnikiem wspólnoty narodowej. "Będę szanował różnorodność, a na tej różnorodności zbuduję siłę jedności. Będę dbał o godność i bezpieczeństwo każdego z obywateli, niezależnie od miejsca urodzenia, wychowania, wykształcenia, od tego z jakich pochodzi stron, jakie ma wartości, jeżeli są to wartości patriotyczne, przyzwoite, jeżeli jest to dobro, piękno, prawda i sprawiedliwość - wartości zawarte w preambule Konstytucji RP, to ja będę tego pilnował" - zadeklarował.

"Każdy w Polsce - ci, co głosują na PiS, Platformę, inne partie - bądźcie pewni, że każdego dnia będziecie mogli się czuć gospodarzami w Polsce" - zwrócił się do wyborców.

Kosiniak-Kamysz zapewnił, że jako prezydent "będzie głosem tych, których głos jest niesłyszalny, tych których głos jest zagłuszany, tych których głos jest przemilczany".

"Będę głosem emerytów, którzy domagają się od miesięcy i od lat emerytury wolnej od podatków i składki ZUS. Będę głosem przedsiębiorców, którzy oczekują dobrowolnego ZUS, funduszu płynności, żeby wypłacić wynagrodzenia swoim pracownikom. Będę głosem pracowników, którzy oczekują zwolnienia z VAT i obniżek VAT z 23 do 15 proc. i z 8 do 5 proc. bo to jest tylko szansa na przetrwanie kryzysu gospodarczego. Będę głosem tych, którzy są wykluczeni, czasem przez system, czasem przez wymiar sprawiedliwości" - zadeklarował szef ludowców.

Prezydentura aktywności

Jak mówił podczas spotkania w Miechowie, jego prezydentura będzie prezydenturą aktywności. "Mam 38 lat, ale mam doświadczenia samorządowe, rządowe, szefa partii (...). Ja do takiej walki o lepszą Polskę każdego dni jestem przyzwyczajony, bo mnie to życie zahartowało. Ja mam ten hart ducha, bo wierzę w Polskę, wierzę w Polaków, wierzę w dobrą przyszłość, wierzę w młode pokolenie" - podkreślił Kosiniak-Kamysz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy