Reklama

Reklama

​Wybory 2020. Rafał Trzaskowski: Potrzebna jest zmiana generacyjna

"Polacy oczekują od prezydenta, że w takich sytuacjach jak pandemia będzie odgrywał autonomiczną rolę, pobudzał rząd do działania, stawał w obronie słabszych. Tak się nie stało" - powiedział w rozmowie z "Polska The Times" prezydent Warszawy, kandydat KO na prezydenta Rafał Trzaskowski.

W wywiadzie dla dziennika Trzaskowski powiedział, że Andrzej Duda "przez pięć lat nie umiał pokazać krztyny niezależności". 

Reklama

"Nie umiał zaproponować rozwiązań, które byłyby skierowane szerzej niż tylko do jego zaplecza politycznego. (...) Andrzej Duda jest niestety prezydentem uzależnionym wyłącznie od jednej opcji politycznej, a właściwie od swojego lidera" - dodał.

"Lawinowe rozczarowanie"

Jego zdaniem epidemia pokazała, że państwo pod rządami PiS jest dramatycznie słabe. Jak zaznaczył stąd bierze się lawinowe rozczarowanie prezydentem. 

"Pandemia pokazała, że obietnica budowy silnego państwa okazała się pusta. PiS potrafił trafnie zdiagnozować słabości III Rzeczpospolitej. Ale obiecał, że państwo będzie silniejsze - tymczasem wszyscy widzą, że państwo w epidemii jest dramatycznie słabe" - mówił.

Trzaskowski w rozmowie z gazetą zapewnił, że jest gwarancją silnego prezydenta - "czyli takiego, który nie będzie się nikomu kłaniał, niezależnie od tego, kto będzie rządził". "Ale gwarantuję też, że nie pozwolę zniszczyć samorządów. Wręcz przeciwnie, będę starał się je wzmacniać" - podkreślił.

"PiS miało wiele trafnych diagnoz"

Prezydent stolicy przyznał, że PiS miało wiele trafnych diagnoz, choćby dotyczących programu 500 plus. "Ale po tym, jak wygrał wybory w 2015 r. przestał ich słuchać. Za to my wyciągnęliśmy lekcję i zaczęliśmy akcję odwiedzania wszystkich powiatów" - zaznaczył Trzaskowski.

Jak dodał, obóz rządzący reaguje na epidemię bez żadnego systematycznego planu. Jego zdaniem decyzje były podejmowane "z piątku na sobotę", "bez poważnych konsultacji z kimkolwiek". "Właśnie takie zdarzenia przełożyły się na spadek poparcia prezydenta. Polacy oczekują od niego, że w takich sytuacjach prezydent będzie odgrywał autonomiczną rolę, pobudzał rząd do działania, stawał w obronie słabszych" - dodał.

Trzaskowski zapewnił, że jeśli wygra wybory to będzie sprawował stanowisko w sposób w pełni niezależny. Zastrzegł przy tym, że pozostanie otwarty na współpracę. 

"Prezydent nie może być prezydentem totalnej opozycji. Nie może też być zakładnikiem jednej opcji politycznej - bo widzimy, jak to się kończy, gdy prezydent nie umie nigdy wyciągnąć ręki do swoich krytyków" - zaznaczył.

Dodał, że jest absolutnie gotowy wspierać rząd w jego decyzjach - "jeśli one będą racjonalne".

"Zmiana generacyjna"

Prezydent Warszawy powiedział też, że w polityce potrzebna jest zmiana generacyjna. Jego zdaniem spory toczące polską politykę w ostatnich latach w znacznym stopniu się wyczerpały. "Trzeba patrzeć w przyszłość, a nie wracać do konfliktów, którymi ja też jestem już nieco zmęczony" - powiedział Trzaskowski.

Pytany o spotkanie Andrzeja Dudy z prezydentem USA Donaldem Trumpem wyraził wątpliwość, czy ta wizyta trzy dni przed zakończeniem kampanii była potrzebna. Zapytał przy tym, czy na pewno chodziło o polską rację stanu, a nie o doraźną korzyść polityczną. "Zrobię wszystko, aby nasza polityka w NATO i strategiczne relacje ze Stanami Zjednoczonymi były tym, co dalej łączy całą klasę polityczną. To zbyt ważne, żeby czynić to przedmiotem kampanijnego sporu" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy