Reklama

Reklama

Wybory 2020. Krzysztof Bosak: Dzwoni do nas PiS, ale nie jesteśmy na sprzedaż

"Wielu polityków, także z PiS, dzwoni do nas - jak brakuje im głosów do przyjęcia ustawy o wyborach korespondencyjnych, to ich szukają w Konfederacji, w PSL czy w PO. Do żadnych zakulisowych negocjacji nie przystąpimy" - stwierdził w środę 29 kwietnia kandydat Konfederacji na prezydenta Krzysztof Bosak.

W odpowiedzi na pytanie Radia Zet, czy zbojkotuje wybory prezydenckie, Bosak oświadczył, że "do żadnych bojkotów" nie zamierza przystępować.

Reklama

Pytany, czy będzie zaskarżał wynik wyborów, stwierdził, że "to zależy, jak będą przebiegać, na bazie jakiego prawa będą uchwalone i jak to będzie wyglądać". "W tej chwili nie mamy prawa uchwalonego, więc tym bardziej trudno mówić o zaskarżeniu" - dodał.

Konfederacja nie poprze ustawy PiS?

Odnosząc się do pytania, czy w Sejmie zagłosuje za ustawą o wyborach korespondencyjnych, gdy ta wróci z Senatu, Bosak oświadczył, że nie zagłosuje za nią, i - według niego - wszyscy inni posłowie Konfederacji również nie zamierzają poprzeć ustawy przygotowanej przez PiS.

Pytany, czy ze strony PiS są zakusy na posłów Konfederacji, żeby przystąpili do ich klubu, Bosak stwierdził, że "oni wiedzą, że tak tego nie załatwią". 

"Ale oczywiście nasze telefony w ostatnim tygodniu się rozdzwoniły. Okazało się, że politycy, którzy pomijają nas, ignorują, wypowiadają się pogardliwie, jednak znają nasze numery telefonów " - powiedział. "Wielu polityków do mnie dzwoniło, wielu chce się umawiać teraz na spotkania" - dodał. 

Przyznał też, że dzwonili do niego politycy Prawa i Sprawiedliwości i koalicjantów PiS.

"Ale my nie jesteśmy na sprzedaż. Do żadnych zakulisowych negocjacji przystępować nie będziemy. Jeżeli PiS był zainteresowany współpracą z Konfederacją, to dobry moment na to był tuż po wyborach, przed sformowaniem nowego rządu. Tak to się robi w demokracji. Natomiast w tej chwili, jak im kilku głosów brakuje i rozpaczliwie zaczynają szukać, a to w PSL-u, a to w Konfederacji, a to w Platformie Obywatelskiej, i chcą przeciągać posłów, to rolą każdego mądrego klubu opozycyjnego jest pilnować, żeby szeregi mieć zwarte i żeby zobaczyć, czy ta większość rządowa jest, czy nie" - powiedział poseł Konfederacji.

Co zrobi partia Gowina?

We wtorek 28 kwietnia lider Porozumienia Jarosław Gowin zaznaczył, że ostateczne decyzje jego partii w sprawie głosowania nad specustawą o przeprowadzeniu korespondencyjnie wyborów prezydenckich w 2020 r. zapadną, gdy ustawa wyjdzie z Senatu. 

"Po tym, gdy zapoznamy się ze stanowiskiem Senatu, Porozumienie podejmie decyzje, w jaki sposób głosować. Do tego czasu chcielibyśmy uciąć wszelkie spekulacje na ten temat" - powiedział były wicepremier, który od kilkunastu dni prowadzi rozmowy z przedstawicielami ugrupowań sejmowych w sprawie swojej propozycji.

Do odrzucenia ewentualnego sprzeciwu lub poprawek Senatu do ustawy wymagana jest bezwzględna większość głosów - o głos więcej, niż wszystkich pozostałych głosów (przeciw i wstrzymujących się). Obecnie klub PiS liczy 235 posłów, spośród których 18 to posłowie koalicyjnego Porozumienia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje