Reklama

Reklama

Wybory 2020. Andrzej Duda: Trzaskowski nagminnie zmienia zdanie

"Kandydat KO Rafał Trzaskowski nagminnie zmienia zdanie w kluczowych kwestiach; ostatnio pokazał, że ma problemy z pamięcią w sprawach, które są dla niego niewygodne, a dla Polaków ważne" - ocenił w rozmowie z dziennikiem "SE" prezydent Andrzej Duda.

W wywiadzie dla dziennika Duda zarzucił Trzaskowskiemu brak wiarygodności. Jak podkreślił, "Trzaskowski deklarował początkowo między innymi to, że nie jest zainteresowany startem w tych wyborach".

Reklama

Prezydent ocenił, że kandydat KO "ostatnio pokazał, że ma problemy z pamięcią w sprawach, które są dla niego niewygodne, a dla Polaków ważne". "Rafał Trzaskowski podkreślał, że "jest z warszawiakami umówiony na całą kadencję" (jako prezydent stolicy - PAP). Chwilę później stało się zupełnie inaczej. Mówi się o nim, że nagminnie zmienia zdanie w kluczowych kwestiach" - powiedział Duda.

Duda atakuje rywala na ostatniej prostej

Dopytywany, dlaczego Polacy powinni zagłosować na niego, a nie na Trzaskowskiego, zaznaczył, że "po prostu dlatego, że porównają, jak żyje im się dziś, a jak ich życie wyglądało pięć lat temu, kiedy rządziła Platforma Obywatelska, a Trzaskowski był ministrem".

Prezydent przyznał także, że zazdrości Rafałowi Trzaskowskiemu "łatwości w zmienianiu zdania".

Duda pytany o to, co w swojej pierwszej kadencji uznaje za najlepszą decyzję, podkreślił, że "wszystkie jego decyzje podjęte podczas prezydentury wynikały z przekonania, że inna polityka, polityka, w której centrum jest rodzina, jest możliwa". 

"Może reforma sądów poszłaby szybciej"

Zdaniem prezydenta "dziś państwo naprawdę pomaga, zamiast tylko mówić, że nie przeszkadza". "Bez tej decyzji nie byłoby wszystkich kolejnych decyzji o przyznaniu Polakom 500 plus, wyższej stawki minimalnej i wyższych pensji, wyższych emerytur dla wszystkich, obniżenie wieku emerytalnego i to, że młodzi ludzie nie muszą płacić podatku" - dodał.

Dopytywany, czy żałuje którejkolwiek swojej decyzji, powiedział, że "żałuje, że wcześniej nie włączył się w prace nad reformą Sądu Najwyższego". 

"Gdybym przekonał moich kolegów ze Zjednoczonej Prawicy do zmian, zanim ustawy zostały do mnie skierowane, to nie musiałbym ich wetować. Niestety stało się inaczej". Gdybym zdecydował się na interwencję, na wcześniejsze włączenie się w ten proces, to być może reforma sądów poszłaby szybciej" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje