Reklama

Reklama

Robert Biedroń: Za rządów prawicy zlikwidowano 740 łóżek zakaźnych

"Za rządów prawicy, w ciągu 10 lat, zlikwidowano 740 łóżek w szpitalach zakaźnych: jedną trzecią wszystkich takich łóżek" - mówił w poniedziałek (8 czerwca) w Częstochowie kandydat Lewicy na prezydenta Robert Biedroń. Zadeklarował też program inwestycyjny dla szpitali powiatowych.

Podczas briefingu w Częstochowie Biedroń nawiązał do tamtejszej siedziby Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, znajdującej się w gmachu, który pierwotnie budowano jako nowoczesny szpital zakaźny. Jak ocenił kandydat, to "symbol tego, jak przez ostatnie lata prawica podchodziła do usług publicznych - usług, za pomocą których możemy mierzyć rozwój naszego państwa".

Reklama

"W tym budynku kiedyś mógł znaleźć się najnowocześniejszy szpital zakaźny w Polsce, ale rządząca na początku lat dwutysięcznych prawica zdecydowała o sprzedaży tego budynku wraz z wyposażeniem i - niestety - najnowocześniejszy szpital zakaźny w Polsce nie powstał" - wskazał Biedroń.

"To papierek lakmusowy podejścia naszej władzy do usług publicznych - i nie żaden wyjątek. W Polsce każdego roku padają kolejne szpitale, które jeszcze tak niedawno, przed rządami prawicy, wyrastały jak grzyby po deszczu w naszym kraju" - przekonywał.

"To jest Polska pogardy"

"Praktycznie każdy szpital powiatowy w Polsce boryka się z katastrofą finansową, z zadłużeniem, którego spirala, szczególnie teraz, w czasie pandemii koronawirusa, jest nie do zatrzymania. Dzisiaj praktycznie każdy powiat boryka się z problemem braku białego personelu: lekarzy, pielęgniarek, położnych, ratowników medycznych" - diagnozował Biedroń.

"Za rządów prawicy, w ciągu ostatnich 10 lat, zlikwidowano 740 łóżek w szpitalach zakaźnych: to jedna trzecia wszystkich łóżek w szpitalach zakaźnych w Polsce. Dzisiaj znów widzimy, jak potrzeba silnego, dobrze zorganizowanego państwa z dostępem do szpitala, a są dzisiaj takie miejscowości i województwa, że kobiety, aby dojechać do ginekologa, do podstawowej opieki medycznej, muszą dojeżdżać 50-60 km" - przekonywał kandydat Lewicy.

"To nie jest Polska godności, to jest Polska pogardy - Polska, której nie chcemy, Polska, z którą musimy walczyć. I szkoda czasu na jałowe spory, bo prawica znów próbuje wprowadzić nas w dyskusję, która jest nikomu niepotrzebna - znów próbuje rozmawiać o hołocie, o obrażaniu się, kto jest lepszym, a kto gorszym sortem. My, na Lewicy, chcemy budować wspólnotę" - zadeklarował.

Co najmniej 7,2 proc. PKB na służbę zdrowia

"Zamiast zajmować obrażaniem się, chcemy budować kolejne szpitale i mamy na to plan: to wielki plan inwestycji, w ramach którego chcielibyśmy wyremontować, doposażyć ponad 400 szpitali powiatowych, szpitali samorządowych, w których będziemy mieli sale dla maksymalnie trzech pacjentów, w których sale będą odpowiadały standardom XXI w." - obrazował Biedroń.

Jak podkreślił, Lewica wraz z nim jako kandydatem na prezydenta chce, aby Polki i Polacy mieli w służbie zdrowia europejskie standardy. "I o to będziemy walczyć. Dlatego chcemy przekazać co najmniej 7,2 proc. PKB na służbę zdrowia. (...) Po erze budowy kościołów i świątyń musi przyjść era budowy przedszkoli i szpitali, musi nadejść era inwestycji w zwykłego człowieka" - zaakcentował.

Kandydat Lewicy zwrócił przy tym uwagę na przykład Częstochowy, zarządzanej przez lewicowy samorząd. "Bierzmy przykład z dobrych samorządów - z samorządowców, którzy wiedzą, jak organizować swoje małe ojczyzny i za pomocą ich praktyk, ich doświadczenia, budujmy to w całej Polsce. Bo Lewica chce współpracować z dobrymi samorządami, które dzisiaj potrzebują wsparcia" - dodał.

W tarczach rządu brakuje zapisów dotyczących szpitali

Uczestniczący w briefingu senator Wojciech Konieczny, dyrektor Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie, odnosząc się obecnej sytuacji epidemicznej ocenił, że rządzący nie wyciągają z niej wniosków. Jako przykład podał tzw. tarcze antykryzysowe, w których zawierane są przepisy dotyczące np. myśliwych.

"Nie ma tam zapisów dotyczących szpitali, nie ma tam oddłużenia szpitali, zwiększenia kontraktu, nie ma nawet zapisów ratujących je przed stratami, które teraz ponoszą z racji koronawirusa. Te szpitale ograniczyły przyjęcia, ograniczyły kontrakt, muszą organizować izolatki. Jaką mamy odpowiedź z NFZ - odróbcie to kiedyś, będziecie to odrabiać. A wiadomo, jak długo będzie trwała epidemia, jakie straty w tym czasie poniesiemy, ilu pracowników się zwolni? To jest coś, co ujawnia prawdziwe podejście: to nie jest rząd socjalny, to jest ściema" - ocenił Konieczny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne