Reklama

Reklama

Robert ​Biedroń o 100 dniach rządu: Morawiecki to premier na papierze

"Premier Mateusz Morawiecki to jest premier na papierze" - tak kandydat Lewicy na prezydenta Robert Biedroń ocenił podsumowanie 100 dni rządu Morawieckiego.

"Dzisiaj usłyszeliśmy kolejne deklaracje. To jest premier na papierze i to jest chyba najbardziej rozczarowujące" - powiedział Biedroń na konferencji prasowej w sobotę we Włodawie.

Przypomniał, że z zachwytem przyjmowane były prezentowane przez Morawieckiego slajdy i zapowiedzi dotyczące, m.in. produkcji samochodów elektrycznych, budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, nowych mieszkań, dróg, autostrad.

"Wszystko zostało na papierze. Premier Morawiecki okazał się papierowym premierem. Nożyczki do niego, żeby go odpowiednio formatować, ma jeden człowiek - (prezes PiS - PAP) Jarosław Kaczyński. Faktycznym premierem tego kraju jest Jarosław Kaczyński, podobnie jak jest faktycznym prezydentem tego kraju" - powiedział Biedroń.

Reklama

"To jest nasze największe nieszczęście"

"To jest nasze największe nieszczęście, że nie mamy niezależnego premiera, niezależnego prezydenta, ale mamy dwóch mężczyzn, którzy są uzależnieni od prezesa Kaczyńskiego" - dodał.

Według Biedronia wiele miast czeka na obwodnice obiecane przez premiera. "Te sto obwodnic miało już dawno powstać. Ludzie już dawno słyszeli te obietnice, dzisiaj powtórzone przez premiera Morawieckiego. Niech się weźmie w końcu do roboty i niech zacznie budować te obwodnice i te mosty" - mówił Biedroń.

"Oni nie znają Polski. Łatwiej jest robić konwencje w Warszawie, trudniej jest przyjechać do Włodawy i tutaj rozwiązywać problemy. A Polska jest tutaj we Włodawie, a nie na slajdach premiera Morawieckiego, które pozostały tylko i wyłącznie slajdami" - dodał.

"Tutaj widać, jak państwo nie domaga"

Biedroń spotkał się we Włodawie z mieszkańcami, odwiedził też szpital powiatowy. "Tutaj we Włodawie, jak na dłoni widać, jak państwo nie domaga" - ocenił.

Podkreślił, że włodawski szpital jest zadłużony na blisko 24 mln zł. Jak mówił, wiele szpitali powiatowych w Polsce boryka się z zapaścią finansową, brakiem lekarzy i pielęgniarek. "Ta mapa hańby rządów PiS-u w postaci upadających szpitali powiatowych jest bardzo długa" - powiedział Biedroń.

Jego zdaniem w całej Polsce powinien być europejski standard usług zdrowotnych, a nie tylko w dużych miastach, ale na to trzeba przeznaczyć większe pieniądze. Jak dodał, Lewica postuluje przeznaczenie na ochronę zdrowia 7,2 proc. PKB. "Nie może być tak, jak dzisiaj usłyszeliśmy podczas jednej z konwencji, że 1 proc. więcej zostanie przeznaczony na służbę zdrowia. Ten 1 proc. nie pomoże uratować takich szpitali, szczególnie, że wcześniej prywatyzowano te szpitale i do niczego dobrego to nie doprowadziło" - zaznaczył Biedroń.

Deklaracja

Kandydat Lewicy podkreślił, że we Włodawie - mieście przy granicy z Białorusią - zaczyna się Unia Europejska. Zadeklarował starania o wybudowanie we Włodawie mostu na granicznej rzece Bug, który kiedyś był. "Dzisiaj przyjaciele, rodziny, znajomi, mieszkańcy dwóch sąsiadujących ze sobą narodów, nie mogą się spotkać, bo tutaj w Włodawie nie ma czegoś, co kosztuje mniej niż dwie limuzyny rządowe, nie ma prostej kładki, która połączyłaby tych ludzi" - powiedział.

Zadeklarował, że jeśli nie zostanie prezydentem, to będzie zabiegał o powstanie mostu we Włodawie jako przewodniczący delegacji PE na Białoruś.

Jego zdaniem potrzeba w Polsce budowania symbolicznych mostów między ludźmi. "Musimy zszyć nasz kraj, musimy zszyć społeczeństwo. Musimy zamiast murów, zacząć erę i cywilizacyjną zmianę - budowy mostów. Nie mury a mosty łączą ludzi" - powiedział Biedroń.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne