Reklama

Reklama

Paweł Kukiz wytacza działa. Oskarżenia pod adresem premiera

Partia rządząca szuka większości przed głosowaniem 7 maja w sprawie wyborów korespondencyjnych. W tej sprawie Jarosław Sachajko spotkał się z premierem Mateuszem Morawieckim. Kolejni posłowie mieli być kuszeni przez ludzi z najbliższego otoczenia szefa rządu. "Kaczyński wysyła swoje popychadła, by korumpowały, kupowały albo zastraszały posłów" – grzmi we wpisie na Facebooku Paweł Kukiz.

O tym, że Prawo i Sprawiedliwość szuka większości przed głosowaniem 7 maja pisaliśmy w Interii już kilka razy. Do tej pory wydawało się, że tego typu rozmowami zajmują się szeregowi posłowie i działacze partii władzy. Okazuje się, że cała sprawa sięga wyżej, a zaangażowany jest w nią nawet premier Mateusz Morawiecki.

Z Morawieckim spotkał się poseł Kukiz’15 Jarosław Sachajko. Na spotkanie miał go namówić prezes firmy drobiarskiej Cedrob, który jednocześnie miał zasugerować możliwość objęcia przez posła teki wiceministra w resorcie rolnictwa. Sachajko, po konsultacji z Pawłem Kukizem, poszedł na spotkanie z premierem. Miało paść dużo słów mówiących o "dobrze Polski". Sachajko miał sugerować, że "dobro Polski" może być różnie rozumiane i grzecznie odmówił.

Reklama

Podczas spotkania Sachajko miał też zapytać premiera, dlaczego nie rozmawia bezpośrednio z Pawłem Kukizem. W odpowiedzi usłyszał, że ten obraził jego ojca - Kornela Morawieckiego.

Współpracownicy premiera w akcji

Najbliższy współpracownik premiera Morawieckiego - szef KPRM Michał Dworczyk, miał z kolei dzwonić do byłego wicemarszałka Sejmu Stanisława Tyszki z prośbą o spotkanie, do którego ostatecznie doszło. Sondował, czy jest możliwość, by Tyszka poparł głosowanie korespondencyjne. Dworczyk miał przekazać Tyszce stanowisko partii, że "wybory muszą być w maju i nic się nie da zrobić".

Z posłem Stanisławem Żukiem miał skontaktować się inny bliski współpracownik premiera - szef jego gabinetu Krzysztof Kubów. Tym razem propozycja miała być inna. Kubów, jak podaje Kukiz, miał zachęcać Żuka do tego, by ten nie zagłosował 7 maja. Miał sugerować, by poseł Kukiz’15 w trakcie głosowania wyszedł do łazienki lub zgłosił awarię laptopa.

Kolejny przykład to posłanka Agnieszka Ścigaj z Krakowa. Z nią miał rozmawiać jeden z posłów poprzedniej kadencji, który dziś zasiada w jednej ze spółek skarbu państwa. Cel ten sam - zachęcanie do poparcia wyborów korespondencyjnych i pytanie, czego oczekuje w zamian. Kolejny emisariusz odszedł z kwitkiem.

To cztery przykłady, które Paweł Kukiz opisał na swoim Facebooku. Co ciekawe, z parlamentarzystów Kukiz’15 tylko on nie dostał propozycji spotkania.

"Jarosław Kaczyński uparł się, żeby za wszelką cenę, nawet niezgodnie z prawem, bezpieczeństwem publicznym i zdrowym rozsądkiem, zrobić wybory prezydenckie w maju. I wysyła swoje popychadła, by korumpowały, kupowały albo zastraszały posłów" - grzmi Kukiz.

"Przez cztery lata minionej kadencji Sejmu zainwestowaliście mnóstwo czasu i pieniędzy, by skorumpować, kupić, przeciągnąć posłów Kukiz’15. Chcieliście zniszczyć ruch obywatelski, który powstał po wyborach prezydenckich w 2015 roku. I niestety - w dużej mierze, dzięki gangsterskim metodom przekupstwa i szantażu, to się wam udało. Ale nie tak łatwo zabić ideę. A na pewno nie uda się to takiej nieudolnej, ogarniętej obsesją władzy za wszelką cenę, aroganckiej, butnej i tępawej partyjnej mafii, partii przeciętniaków, "biernych, marnych, wiernych", którą zbudowaliście" - dodaje.

Partia rządząca szuka większości

- Oczywiście od lat pojawiały się różne propozycje, ale tak szeroką ławą nie szli nigdy. Czegoś takiego nie było - mówi nam jeden z posłów.

Według naszych informacji rozmowy na temat głosowania 7 maja partia władzy toczy z posłami ze wszystkich ugrupowań w Sejmie. Ich skuteczność na dziś pozostaje zagadką, ale jak powiedział nam poseł Sachajko, nie jest wykluczone, że PiS-owi uda się znaleźć odpowiednią większość.

- Obawiam się, że to nie jest żaden problem, by znaleźć 10-12 osób, które skuszą się na apanaże w spółkach skarbu państwa dla siebie, rodziny, przyjaciół. Działa zasada: albo szantaż, albo przekupstwo. Kusi się dość mocno - mówił Sachajko.

Stawka jest wysoka, bo głosowanie 7 maja będzie prawdopodobnie jednym z ważniejszych w ostatnich latach. Po pierwsze da odpowiedź na pytanie, kiedy i w jaki sposób odbędą się wybory prezydenckie. Po drugie, co dalej ze Zjednoczoną Prawicą po wolcie Porozumienia Jarosława Gowina, a co za tym idzie, wspólnym rządem PiS, Porozumienia i Solidarnej Polski.

W tej sprawie próbowaliśmy się skontaktować z ministrem Dworczykiem, ale nie dostaliśmy odpowiedzi. Planujemy kontynuację tematu.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje