Reklama

Reklama

Ofensywa Roberta Biedronia. "Fantastyczna" czy "spóźniona"?

Nieoczekiwanie wątek LGBT obudził kampanię Roberta Biedronia, a kandydat Lewicy ma swoje pięć minut w wyścigu o prezydenturę. Czy przekuje je na wyborczy sukces? I co, w przypadku Biedronia, można byłoby uznać za sukces?

- Jeszcze dwa miesiące temu do drugiej tury miała wejść Małgorzata Kidawa-Błońska, miesiąc temu Kosiniak-Kamysz, a dwa tygodnie temu Szymon Hołownia. Sondaże to nadal zabawa. Wszystko się zmienia, jak w kalejdoskopie. Za każdym razem mamy niespodzianki, które pojawiają się co dwa tygodnie. Zobaczy pan, jak to wszystko do wyborów jeszcze się zmieni - mówił w niedawnej rozmowie z Interią Robert Biedroń.

Reklama

Sztab Roberta Biedronia od początku tej kampanii liczył, że przyjdzie moment, w którym i do niego uśmiechnie się szczęście. Choć sondaże przedwyborcze jeszcze na to nie wskazują, pojawił się czas, w którym Lewica i sam Biedroń przeszli do ofensywy.

Furtka otwarta dla Biedronia

Paradoksalnie to pojawienie się w wyborczym wyścigu Rafała Trzaskowskiego, który błyskawicznie zdystansował Władysława Kosiniaka-Kamysza i Szymona Hołownię, otworzyło furtkę do lepszego wyniku Biedroniowi.

W kampanii pojawił się bowiem temat rodziny, równości i LGBT. Tę narrację na kampanijne tory wprowadził prezydent Andrzej Duda, prezentując tzw. "Kartę Rodziny". Prezydent zadeklarował, że będzie stać na straży tradycyjnej polskiej rodziny, czym rozpoczął ideologiczny konflikt, który trwa od blisko tygodnia i miał już różne odsłony.

Z całą pewnością sztab Andrzeja Dudy wystosował takie działa z obawy przed rosnącym poparciem kandydata PO Rafała Trzaskowskiego. Prezydent Warszawy uważany jest za polityka liberalnego obyczajowo - jako przykład podaje się podpisanie przez niego warszawskiej karty LGBT+. Sztab Dudy liczył zapewne, że manewrem kontrującym z "Kartą Rodziny" zmobilizuje swój elektorat i tych, którzy do tej pory wahali się, czy pójść na wybory. Zresztą ten manewr był skuteczny podczas poprzednich wyborów, więc PiS wrócił na sprawdzone ścieżki.

Tym razem jednak sprawy wymknęły się nieco spod kontroli, o czym w Interii pisał Jakub Szczepański. W przestrzeni publicznej pojawiły się trzy nazwiska - Jacka Żalka, Przemysława Czarnka i Andrzeja Dudy, którzy otwarcie deklarują, że LGBT to ideologia. Najważniejszy jest głos prezydenta.

"Jednego z posłów (Jacka Żalka - przyp. red.) wyrzucono z telewizji, dlatego że nazwał LGBT 'ideologią'. Próbuje nam się wmówić, że to ludzie, a to jest po prostu ideologia" - mówił prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z wyborcami w Brzegu.

Ofensywa kandydata Lewicy

Po tych słowach do ofensywy przeszedł Biedroń i jego sztab. Biedroń, jedyny lewicowy kandydat na prezydenta w całej stawce, stanął w obronie mniejszości seksualnych, do której też należy. W kampanię zaangażowała się też jego matka, która w emocjonalnych słowach poprosiła prezydenta o używanie innych słów w kontekście ludzi takich jak jej syn.

"Jako głowa państwa ma pan moc robienia rzeczy złych i dobrych. Jako matka proszę, żeby pan przestał. Nasze córki i synowie to ludzie, nasze dzieci, które kochamy. Niech pan, panie prezydencie zrobi to, co jest nakazem każdego człowieka: stanie po stronie dobra" - mówiła Helena Biedroń.

Biedroń domagał się spotkania z prezydentem. W odpowiedzi Andrzej Duda zaprosił polityka Lewicy i jego matkę na rozmowę w Pałacu Prezydenckim, czym zapewne chciał ocieplić wizerunek wobec niedawnej wypowiedzi. W polityczną grę zabawił się też sam Biedroń, który nie przyjął zaproszenia. Tłumaczył to tak:

"Chciałbym podziękować prezydentowi Andrzejowi Dudzie za zaproszenie mnie i mojej mamy. To ważny gest i ważny moment, bo warto rozmawiać. Przyjmuję je pod jednym warunkiem. Prezydent obraził Polki i Polaków, użył słów, które nie powinny paść. Powinien za nie najpierw przeprosić" - mówił dziś Biedroń.

"Podwójnie dobra zagrywka"

Tym samym, dość niespodziewanie, Biedroń dostał w tej kampanii swoje pięć minut, z których umiejętnie korzysta. To on jest dziś trzecim najczęściej cytowanym kandydatem na prezydenta. To on, po Dudzie i Trzaskowskim, najczęściej pojawia się w mediach. Biedroń wzbudza też emocje, czym zgrabnie szafuje.

- To podwójnie dobra zagrywka Biedronia. Przyjął zaproszenie, ale postawił warunek przeprosin. Ma wobec tego teraz swój czas. Wyszedł z pułapki, którą na niego zastawił Andrzej Duda. Gdyby poszedł na to spotkanie, to tak naprawdę tylko uwiarygodniłby prezydenta i pomógłby mu w kampanii - uważa w rozmowie z Interią prof. Marek Migalski.

- Po drugie Biedroń postawił w kłopotliwej sytuacji swoich konkurentów. Odpowiedział na wszystkie pięć pytań, które zadał Andrzej Duda, bo w przeciwieństwie do swoich kontrkandydatów ma jasne poglądy. Nie sądzę, by w ten sposób odpowiedział np. Rafał Trzaskowski. Do tego Biedroń dołożył jeszcze swoją piątkę. To rzeczywiście bardzo sprytne zagranie. Fantastycznie wyszedł z pułapki zastawionej przez Dudę - uważa Migalski.

Innego zdania jest natomiast dr Olgierd Annusewicz. Przekonuje, że reakcja Biedronia i jego sztabu jest jak najbardziej właściwa, ale zdecydowanie spóźniona.

- Być może ta cała sytuacja tchnęła życie w kampanię Biedronia, ale tak naprawdę jest to nieco zabawne, bo kandydat Lewicy zajmuje się tym tematem 48 godzin po całej reszcie. Jego reakcja jest po prostu spóźniona, co jest kompromitujące dla kandydata Lewicy - mówi Interii dr Annusewicz.

Biedroń wyjdzie z otchłani?

Biedroń tym samym w jednym z ważniejszych momentów kampanii włącza się do wyścigu, choć długo wydawało się, że pociąg już dawno mu odjechał.

Wszystko wskazuje na to, że w drugiej turze wyborów prezydenckich zmierzą się Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. Wszyscy pozostali kandydaci, tak przynajmniej wynika z sondaży, walczą o trzecie miejsce. Czy Biedroń ma szansę uplasować się na podium?

Migalski: - Sondaże są dla niego dramatyczne, więc nie zdąży zrobić świetnego wyniku, ale może uchronić się przed znaczącą porażką. Walczy o trzecie miejsce. Walczy o to, by jego wynik nie był porównywalny z wynikiem Magdaleny Ogórek. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy wskoczy na trzecie miejsce, ale ma teraz duże szanse na wyrównaną walkę z Kosiniakiem-Kamyszem, Hołownią i Bosakiem.

Annusewicz: - Nie widzę dziś możliwości, by wygrzebał się z szóstego miejsca sondażowego. Biedroń praktycznie nie prowadzi kampanii, jest kompletnie niewidoczny. Gdyby PiS nie wpadło na pomysł uruchomienia wątku LGBT, to w ogóle byśmy nie zauważyli, że bierze on udział w tych wyborach. Sytuacja Biedronia jest na dzisiaj fatalna.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje