Reklama

Reklama

Kiedy odbędą się wybory prezydenckie? „Wszystko w rękach Gowina”

- Najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że wyborów nie będzie. Języczkiem u wagi jest Gowin. Wszystko jest w jego rękach – mówi Interii dr Jacek Sokołowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dwa tygodnie temu Jarosław Gowin zaprezentował projekt zmiany konstytucji, który w jego odczuciu, daje szanse na spokojne i demokratyczne wybory prezydenckie. Projekt zakłada wydłużenie kadencji prezydenta do siedmiu lat. Wobec tego wybory miałyby się odbyć w 2022 roku.

Reklama

Niekonsultowane stanowisko Gowina rozsierdziło Nowogrodzką. Jego propozycja miała nawet zostać potraktowana jako buntownicza. Mimo to, przynajmniej w oficjalnych przekazach, PiS deklaruje, że jest w stanie poprzeć jego pomysł, jeśli na takie rozwiązanie przystanie też opozycja. Ta natomiast znów staje okoniem i przestrzega przed "majstrowaniem przy konstytucji".

Gowin natomiast twardo utrzymuje, że majowe formy, niezależnie w jakiej formie, są szaleństwem. Trwa więc zawieszenie, którego efektów, na kilkanaście dni przed oficjalna datą wyborów, nie da się przewidzieć.

Tymczasem do Senatu trafiła ustawa zmieniająca sposób głosowania na korespondencyjny. Senat przygląda jej się bardzo wnikliwie i wielce prawdopodobne, że "zamrozi" ją na ustawowe 30 dni. Jeśli tak się stanie, trafi ona znów do Sejmu 7 maja.

Czy wciąż należy do partii władzy, czy do opozycji?

- Najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że wyborów nie będzie. Języczkiem u wagi jest Gowin. Wszystko jest w jego rękach. To od niego zależy, czy weto Senatu o wyborach korespondencyjnych zostanie odrzucone. Musi znaleźć czterech posłów - mówi nam dr Jacek Sokołowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownik Centrum Badań Ilościowych nad Polityką.

Gowin lada dzień będzie musiał zdecydować, czy wciąż należy do partii władzy, czy do opozycji. Innego rozwiązania nie widać, bo ustawę, która wróci z Senatu, będzie mógł poprzeć lub odrzucić. Tym samym jednoznacznie ulokuje się na scenie politycznej.

- Z punktu widzenia Zjednoczonej Prawicy bardzo prawdopodobne weto Senatu trzeba będzie odrzucić. A to, czy zostanie odrzucone, zależy od Gowina. Jeżeli Gowin poprze odrzucenie weta Senatu, to straci jakąkolwiek polityczną wiarygodność, a ciążący na nim wizerunek człowieka bez kręgosłupa moralnego zostanie ugruntowany. Jednocześnie nic już od PiS nie uzyska, bo za to co zrobił, jest skreślony w oczach Kaczyńskiego. Nie wiem, co Gowin musiałby otrzymać z Nowogrodzkiej, by zagłosować za odrzuceniem weta Senatu. Z jego punktu widzenia poparcie PiS oznacza same straty - z jednej strony straci wiarygodność, a z drugiej i tak nie ma miejsca w PiS - uważa Sokołowski.

Znalazł się w sidłach własnej inicjatywy

Druga opcja to zagłosowanie przeciwko odrzuceniu weta Senatu. Tym samym Gowin jednoznacznie przeszedłby na stronę opozycji.

- Zagłosowanie przeciwko odrzuceniu weta Senatu też jest wyjściem dla niego stosunkowo niedobrym. Przeszedłby tym samym na stronę opozycji. Straciłby poparcie wśród osób popierających politykę rządu, jednocześnie musiałby budować nową formację, do czego ma słaby punkt wyjścia. Prawdopodobnie więc grawitowałby blisko Kosiniaka-Kamysza - dodaje Sokołowski.

Gowin tym samym znalazł się w sidłach własnej inicjatywy. Wybicie na niezależność sprawiło, że musi decydować między mniejszym złem. Chyba że faktycznie znajdzie poparcie do zmiany konstytucji i to jego opcja wygra. Szanse na to są jednak zdecydowanie najmniejsze, bo takiemu rozwiązaniu sprzeciwia się przede wszystkim opozycja.

- Z logicznej analizy wychodzi na to, że Gowinowi bardziej opłaca się zagłosować przeciwko odrzuceniu weta Senatu. A wtedy, jeśli weto nie zostanie odrzucone, to PiS nie ma innego wyjścia niż wprowadzić stan nadzwyczajny. Oczywiście musimy pamiętać, że logiczne analizy dają w obecnej sytuacji dość ograniczoną pewność co do tego co się stanie. Polska polityka nie raz już udowodniła, że gracze potrafią kierować się głównie emocjami i bardzo naiwnymi kalkulacjami, a to zjawisko będzie w obecnym kryzysowym momencie dodatkowo spotęgowane - uważa Sokołowski.

Łukasz Szpyrka


***

#POMAGAMINTERIA

Inżynierowie wywodzący się z Politechniki Śląskiej prowadzą zrzutkę na bramy odkażające dla szpitali. Chcą postawić ich co najmniej dziesięć, uruchomili już działający prototyp. Możesz im pomóc i wesprzeć szpitale w walce z epidemią koronawirusa.

Sprawdź szczegóły >>

W ramach akcji naszego portalu #POMAGAMINTERIA łączymy tych, którzy potrzebują pomocy z tymi, którzy mogą jej udzielić. Znasz inicjatywę, która potrzebuje wsparcia? Masz możliwość pomagać, a nie wiesz komu? Wejdź na pomagam.interia.pl i wprawiaj z nami dobro w ruch!

 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje