Reklama

Reklama

​Kandydatka PO nie weźmie udziału w wyborach, ale z list nie znika

Małgorzata Kidawa-Błońska zadeklarowała, że nie weźmie udziału w wyborach prezydenckich. Co to oznacza? Okazuje się, że z wyjaśnieniem słów kandydatki KO mały kłopot mają nawet jej partyjni koledzy.

"W wyborach 10 maja nie wezmę udziału" - powiedziała Kidawa-Błońska, odpowiadając na pytania na konferencji prasowej.

Reklama

Co to jednak oznacza? Czy Kidawa-Błońska właśnie zrezygnowała ze startu w wyborach, czy może w ślad za Donaldem Tuskiem zrezygnowała z prawa do głosowania? A jeśli nie planuje głosować, to dlaczego nie zrezygnowała ze startu? Czy tym samym dała sygnał własnym wyborcom, by na nią nie głosowali?

Ci ostatni mają prawo czuć się zdezorientowani. Regularnie z ust kandydatki Koalicji Obywatelskiej padają komunikaty, które są nieczytelne i niejasne. Nie tłumaczą rzeczywistości, a jeszcze bardziej ją komplikują.

Tym samym najważniejsza postać Koalicji Obywatelskiej w tych wyborach potrzebuje wsparcia w postaci kolegów i koleżanek z partii. To oni najczęściej tłumaczą wypowiedzi Kidawy-Błońskiej, jak to na przykład było kilkanaście dni temu, gdy Katarzyna Lubnauer musiała wyjaśniać dziennikarzom i opinii publicznej zagadkowy wpis Kidawy-Błońskiej na Twitterze.

Tym razem słowa kandydatki KO również nie są do końca zrozumiałe. Czy oznaczają, że Kidawa-Błońska nie wystartuje w wyborach, jeśli odbędą się one w maju?

- Małgorzata Kidawa-Błońska bierze udział w wyborach, ale organizowanych przez PKW w bezpiecznym dla obywateli terminie. Nie wycofujemy kandydatki, bo choć wyborów 10 maja nie będzie, to w końcu odbędą się wybory demokratyczne i bezpieczne. Nie ma powodów, żeby pani marszałek się wycofywała, bo wie, że tych wyborów nie będzie i mówi o tym od dawna - tłumaczy Interii Izabela Leszczyna z PO.

- To znaczy, że nie będzie fizycznie brała udziału w głosowaniu kopertowym. Nie odda głosu 10 maja, ale nie wycofuje kandydatury. Zostaje na listach, bo chodzi chociażby o to, żeby mieć możliwość składania protestów wyborczych, i w ogóle żeby brać udział w procesie oceny tych wyborów. To jest szalenie istotne - dodaje poseł PO Robert Kropiwnicki.

- 10 maja nie jesteśmy w stanie przeprowadzić tych wyborów. Te wybory nie będą legalne, więc trudno uczestniczyć w czymś nielegalnym. Wszystkie procedury zostały złamane. Nie wyobrażam sobie, a sam byłem kandydatem na prezydenta, by te wybory odbyły się w takiej formule - mówi z kolei Grzegorz Napieralski.

Kidawa-Błońska podczas konferencji prasowej wyraziła własne zdanie, że nie zagłosuje 10 maja. Czy wobec tego to sygnał dla wszystkich polityków Koalicji Obywatelskiej, by tego dnia nie wzięli udziału w głosowaniu?

Kropiwnicki: - 10 maja nie będę brał udziału w głosowaniu i wszystko wskazuje na to, że go w ogóle nie będzie.

Leszczyna: - KO nie zagłosuje w majowych wyborach organizowanych przez Jacka Sasina. Żadne majowe terminy nie wchodzą w grę, bo organizuje je Sasin, a nie PKW.

Jednocześnie politycy KO nie chcą sugerować wyborcom swojej partii, co mają robić. Czy w majowych wyborach zagłosować na Kidawę-Błońską, innego kandydata, a być może wcale nie oddać głosu.

- Poczekajmy do 7 maja. Niczego bym nie przesądzał. Być może uda się przenieść termin wyborów - mówi Napieralski.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje