Reklama

Reklama

Duda jak Komorowski? Kalisz: Pycha może go zgubić

- Andrzej Duda przez ostatni miesiąc popełnia same błędy. To syndrom końca kadencji i pychy, która zgubiła prezydenta Bronisława Komorowskiego – mówi Interii Ryszard Kalisz.

Większość kandydatów jest już po konwencjach wyborczych, sztaby są skompletowane, a różne "busy" rozjechały się po Polsce. Kampania prezydencka wchodzi powoli we właściwą fazę, a kandydaci są aktywniejsi w mediach.

Reklama

Najgłośniej, co dziwić nie może, jest o sztabie Andrzeja Dudy. Urzędujący prezydent powołał szeroki zespół, w którym głównodowodzącą ma być Jolanta Turczynowicz-Kieryłło. Jak na razie jednak głośniej jest o szefowej sztabu niż o samym kandydacie.

- Andrzej Duda przez ostatni miesiąc popełnia same błędy. To syndrom końca kadencji i pychy, która zgubiła prezydenta Komorowskiego. Proszę pamiętać, że jeden błąd pociąga kolejne. Robi się coś takiego, że różne zjawiska, które były traktowane jako pozytywne, przy obecnej tendencji mogą być traktowane jako negatywne - mówi nam Ryszard Kalisz, były poseł i szef sztabu Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy ten w 2000 roku wygrywał wybory prezydenckie w pierwszej turze.

Przypomnijmy, że pięć lat temu urzędujący prezydent Bronisław Komorowski miał w cuglach wygrać kolejne wybory. Sondaże wskazywały nawet, że jest w stanie zrobić to w pierwszej turze. Pewne rozluźnienie, a także źle poprowadzona kampania sprawiły, że w drugiej turze zmierzył się z Andrzejem Dudą. I mimo że był wyraźnym faworytem, przegrał. Czy teraz historia się powtórzy?

- Duda popełnia wiele błędów. Jednym z największych jest tak bliskie integrowanie się z PiS. Popatrzmy na to w kategoriach czysto taktycznych. Żeby wygrać wybory prezydenckie trzeba mieć więcej niż 50 procent głosów. PiS ma obecnie 40 proc., a notowania spadają. To za mało. Prezydent urzędujący powinien na kilka miesięcy przed wyborami pokazywać swoją odrębność - uważa Kalisz.

Za największy błąd, nie tyle prezydenta, ale polityków obozu rządzącego, Kalisz uważa gest posłanki Lichockiej. Jego zdaniem to moment, który pozostanie długo w głowach wyborców i może mieć przełożenie na ich głosowanie 10 maja.

- Proszę zwrócić uwagę, jak on utkwił w świadomości. A to dlatego, że jest charakterystyczny - uśmiecha się Kalisz.

Polityk deklaruje, że w wyborach prezydenckich prawdopodobnie zagłosuje na Roberta Biedronia z Lewicy. Mimo że darzy go sympatią, to nie przeszkadza mu to wytykać mu błędów. Jego zdaniem kampania Biedronia do tej pory nie spełniała oczekiwań.

- Jako osoba, która do tej pory poprowadziła jedyną w historii kampanię wygraną w pierwszej turze (Aleksander Kwaśniewski w 2000 roku - przyp. red.), mogę przekazywać swoje uwagi. A są one takie, że mój kandydat, ani żaden z pozostałych kandydatów nie prowadzą profesjonalnej kampanii - uważa Kalisz.

Jego zdaniem w kampaniach jest dużo słów i uśmiechów, ale mało czynów. Ta kampanijna "słodycz" nie przekłada się na konkretne działania, które mogłyby przynieść wymierne korzyści.

- Są tu jakieś naleciałości odpustowe, kolorowe, są wzajemne polemiki, niemerytoryczne. Ludzie dzisiaj w Polsce, w momencie kryzysu świadomości, potrzebują wizji. Nie może ona być jednak czczym gadaniem, ale powinna być połączona z faktami i działaniem - uważa Kalisz.

- Gdy prezes Nawacki darł uchwałę sędziów w Olsztynie to oczekiwałem, że każdy kandydat poza prezydentem Dudą, będzie na drugi dzień w Olsztynie i powie sędziom, że szanuje ich niezależność. To byłby od razu wyraz koncepcji dotyczący zmiany w wymiarze sprawiedliwości. To tak elementarne zasady, że aż mi głupio o nich mówić. Ta kampania jest więc nieprofesjonalna i to ze wszystkich stron - podkreśla Kalisz.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje