Reklama

Reklama

​Biedroń: Osoby LGBT są papierkiem lakmusowym tego, jak wygląda stan polskiej demokracji

Osoby LGBT są papierkiem lakmusowym tego, jak wygląda stan polskiej demokracji. To nie chodzi tak naprawdę o osoby LGBT, ale o to, żeby dzielić społeczeństwo, żeby poniżać - powiedział w piątek (12 czerwca) kandydat Lewicy na prezydenta Robert Biedroń.

W środę prezydent Andrzej Duda podpisał deklarację "Karta rodziny", która stanowi zbiór zasad, jakimi - jak zadeklarował - będzie się kierował, podejmując decyzje o podpisywaniu ustaw uchwalanych przez parlament. Zakłada ona m.in. wsparcie dla rodzin i dla seniorów, obronę instytucji małżeństwa, ochronę dzieci przed "ideologią LGBT" i rynek pracy przyjazny rodzinie.

"Nie ma ideologii LGBT, są ludzie"

Reklama

Biedroń, pytany w piątek w TVN24, czy po tym, jak prezydent podpisał "Kartę Rodziny", czuje się wykluczony, przypomniał, że "nie ma ideologii LGBT, są ludzie". "My przez lata byliśmy w takiej sytuacji, w której politycy używali tak mocnych słów, dzielili, obrażali, robili nagonkę. PiS jest w tym idealny. Jak tylko zbliżają się wybory, to Kaczyński i jego partia polityczna robi to nagonkę na uchodźców, to nagonkę na osoby LGBT. Dzisiaj w Polsce trochę jest tak, że osoby LGBT są papierkiem lakmusowym tego, jak wygląda stan polskiej demokracji. To nie chodzi tak naprawdę o osoby LGBT, ale o to, żeby dzielić społeczeństwo, żeby poniżać" - powiedział.

Dopytywany, czy prezydent Duda chce, by cała Polska była "strefą wolną od LGBT", kandydat Lewicy na prezydenta podkreślił, że homofobia, nienawiść, ksenofobia to "polski towar eksportowy od wielu lat". "Żaden rząd do tej pory od 1989 r. nie miał odwagi tych spraw uregulować. Ja uważam, że trzeba w końcu mieć odwagę to zmienić. Trzeba wprowadzić równość, piętnować przestępstwa motywowane nienawiścią. Tak dzisiaj, niestety, w Polsce nie jest i Polska jest dzisiaj w tej sprawie skansenem Europy" - zwrócił uwagę.

"Nowa ewangelia pod dyktando ojca Rydzyka"

Biedroń skomentował także słowa biskupa Antoniego Długosza, który podczas Apelu Jasnogórskiego w klasztorze na Jasnej Górze stwierdził, że "dwaj przedstawiciele naszej władzy, wybranej przez większość Polaków, uobecniają charyzmat dwóch ewangelistów". "Ewangelista Mateusz - premier Morawiecki - pochyla się nad egzystencją naszego narodu, by żyło się lepiej. Z kolei ewangelista Łukasz - profesor Szumowski - jest przedłużeniem czynów Jezusa, troszcząc się o nasze życie i zdrowie" - ocenił biskup Długosz.

"Mam wrażenie, że niektórzy biskupi w Polsce piszą nową ewangelię pod dyktando ojca Rydzyka, której nowym Mateuszem będzie Mateusz Morawiecki, a nowym Łukaszem - Łukasz Szumowski, a - oczywiście - pewnie Jezusem Jarosław Kaczyński. To jest nowa wersja Biblii dla nas wszystkich" - powiedział polityk.

"To wariactwo"

Dodał, że "to pokazuje też, do czego doprowadziło nieuregulowanie kwestii rozdziału państwa od Kościoła". "To wariactwo, z jakim mamy do czynienia od 1989 r., że kolejne władze klęczały przed biskupami - poprzednie rządy i obecne niczym się w tej sprawie nie różnią - doprowadza do takiego 'ostrego cienia mgły', w której ja nie wiem, czy oni coś tam palą czy nie palą, ale wygląda to już tak absurdalnie, że za głowę się można złapać" - podsumował Biedroń. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy