Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2015

Zwrot w kampanii czy wielki niewypał? Dr Flis o poparciu Kwaśniewskiego

Bronisław Komorowski zdobył dziś gorącego orędownika w osobie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i zapewniał wyborców o łączącej ich bliskości. W ocenie doktora Jarosława Flisa, politologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego zastosowanego manewru bynajmniej nie można nazwać zwrotem w kampanii, bo w praktyce może on się zwrócić przeciwko Komorowskiemu. - Wcześniejsze próby wspierania innych podejmowane przez Kwaśniewskiego, patrząc choćby na zeszłoroczne wybory do europarlamentu, trudno nazwać pasmem sukcesów - wskazuje. - Na pewno jest to ukłon w kierunku wyborców lewicy. Natomiast, na ile stanowi zachętę do tego, żeby wyborcy protestu zagłosowali przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu, to już jest zupełnie inna sprawa - dodaje.

Bronisław Komorowski po porażce w pierwszej turze wyborów prezydenckich przystępuje do ofensywy i "puszcza oko" zarówno do wyborców Pawła Kukiza jak i do elektoratu lewicy. Tych pierwszych kusi obietnicą przeprowadzenia referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, zmian w systemie podatkowym oraz likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu państwa. We wtorek po południu podpisał i skierował do Sejmu projekt nowelizacji konstytucji likwidujący przeszkodę prawną, uniemożliwiającą wprowadzenie JOW-ów w wyborach do Sejmu.

Dr Jarosław Flis zwraca uwagę, że Komorowski istotnie może szybko zamienić słowo w czyn, ale uruchomienie procedury wymaga czasu.  - Prezydent na pewno może złożyć wniosek w sprawie przeprowadzenia referendum. To, czy zostanie on przegłosowany, nie jest już jego uprawnieniem. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie stanie się to przed wyborami. W tym sensie nie ma powodów do podważania podejmowanych przez niego kroków - wyjaśnia. 

Reklama

Szczera reakcja czy teatralny gest?

Problemem pozostaje jednak to, jak taki ruch zostanie odczytany przez wyborców i na ile wygląda w ich oczach na wiarygodny. - Czy jest to bardziej teatralny gest, czy raczej szczera reakcja i chęć dostosowania swojego zachowania do werdyktu wyborów, to już kwestia interpretacji. O słuszności działań przekonamy się po wyborach i w tym sensie będziemy mogli je ocenić - podkreśla ekspert.

"Ściema i granie na czas"

Największy zwolennik i postulator JOW-ów, czyli  Paweł Kukiz na deklaracjach prezydenta nie zostawia suchej nitki i sprowadza je wprost do "ściemy" i do "grania na czas".  - Komorowski jest przewidywalny, podobnie jak sama Platforma, a ponieważ wiemy, że PO nie wywiązała się z wszystkich obietnic, które złożyła, więc przewidywalne jest również to, że pan Bronisław Komorowski nie wywiąże się z tych obietnic, które złożył. To jest dla mnie rzecz oczywista - oświadczył w "Sygnałach dnia".  - Referendum absolutnie nie rozstrzyga o tym, czy zmieni się ordynację czy nie. Jego wynik ma jedynie charakter opiniotwórczy dla władz - dodał. Równie bezwzględnie odniósł się do obietnicy likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu państwa. - To już 10 lat temu miała Platforma. Miała zlikwidować Senat, obniżyć VAT i wszystko zrobiła odwrotnie - argumentował.

Ukłon w stronę wyborców czy pocałunek śmierci?

Kolejnym "asem" w rękawie, bądź jak chcą nazywać niektórzy "niewypałem" może okazać się występ Bronisława Komorowskiego u boku byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.  - Te wybory pokazują, że stoimy przed dylematem, czy ważniejsze jest doświadczenie, przewidywalność, czy chcemy zmiany i związanego z tą zmianą ryzyka - wskazywał Kwaśniewski podczas konferencji prasowej.  - Oceniając otoczenie międzynarodowe, sytuację w naszym regionie dzisiaj dla Polski najważniejsze jest doświadczenie, zebrany przez minione kilka lat kapitał i znakomite kontakty. Mając do wyboru doświadczenie czy zmianę, przewidywalność czy ryzyko, ja zdecydowanie opowiadam się za doświadczeniem i przewidywalnością, i z pełnym przekonaniem namawiam do głosowania na Bronisława Komorowskiego - dodał.  Komorowski zaznaczył, że poparcie byłego prezydenta jest dla niego "po wielekroć ważne", zwłaszcza,  że "Kwaśniewski zawsze prezentował postawę, która jest mu bliska".

W ocenie dr Jarosława Flisa, zastosowanego manewru bynajmniej nie można nazwać zwrotem w kampanii, bo w praktyce może on się zwrócić przeciwko Komorowskiemu.  - Wcześniejsze próby wspierania innych podejmowane przez Aleksandra Kwaśniewskiego, patrząc choćby na zeszłoroczne wybory do europarlamentu, trudno nazwać pasmem sukcesów - argumentuje. - To jest jakichś ruchu wykonany w kierunku zebrania poparcia postaci na pewno niepierwszoplanowych. 2,38 proc. poparcia, jakie uzyskała Magdalena Ogórek, też liczy się w tych wyborach - dodaje.

Pytanie dotyczy tego, kogo zabieg miałby zachęcić.  - Na pewno jest to ukłon w kierunku wyborców lewicy. Natomiast, na ile jest to zachęta do tego, żeby wyborcy protestu zagłosowali przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu, to już jest zupełnie inna sprawa - tłumaczy Flis. 

Ekspert pytany o słowne starcie Komorowskiego z Andrzejem Dudą wskazuje, że było ono nieuniknione, zwłaszcza w obliczu drugiej tury wyborów.  - Uzasadnieniem taktyki przyjętej przez Komorowskiego był wybieg  Aleksandra Kwaśniewskiego zastosowany w 2000 roku: nie debatuję nie dlatego, że nie chcę, tylko dlatego, że chcę w drugiej turze. Nadzieja, że może nie będzie trzeba, była, ale się nie sprawdziła. Słowo się rzekło - wyjaśnia.

"Ogniowa próba"

Flis wskazuje, że na obecnym etapie trudno wskazywać, kto wyjdzie z "ogniowej próby" zwycięsko. - Każdy z bohaterów ma swoje mocne i słabe strony. A debata jest po to, żeby wyeksponować swoje atuty i jednocześnie wyjaskrawić mankamenty przeciwnika - wyjaśnia. Kluczem do sukcesu są umiejętności techniczne. -  A tych nie znamy dotąd, dopóki się ich nie zobaczy - dodaje. 

Czy ubiegającemu się o reelekcję prezydentowi uda się odbudować zaufanie wyborców i zmobilizować elektorat, przekonamy się się 24 maja. Brać pod uwagę należy wszystko, z wielką niespodzianką i porażką włącznie. - Wynik jest wyrównany i widzieliśmy już nie takie zmiany pomiędzy jedną a drugą turą. W ostatnich wyborach dwa razy o ostatecznym rozdaniu decydowała dogrywka i raz faworyt przegrał, a raz wygrał. W związku z czym na tej podstawie nie da się przewidzieć, co będzie tym razem - podsumowuje ekspert. 

Kukiz największa niespodzianką

Kandydat Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Duda pokonał w pierwszej turze Bronisława Komorowskiego, zdobywając 34,76 proc. głosów. Ubiegający się o reelekcję prezydent uplasował się na drugim miejscu, uzyskując 33,7 procent. O ostatecznym rozstrzygnięciu zadecyduje druga tura wyborów.

Na trzecim miejscu, za Andrzejem Dudą i Bronisławem Komorowskim, uplasował się Paweł Kukiz z imponującym wynikiem na poziomie 20, 80 procent. Czwarta lokata przypadła w udziale Januszowi Korwin-Mikke. Uzyskał wynik: 3, 26 proc. Magdalena Ogórek znalazła się na piątym miejscu z wynikiem 2,38 procent. Pozostali kandydaci uzyskali: Adam Jarubas - 1,60 proc., Janusz Palikot - 1,42 proc., Grzegorz Braun - 0,83 proc., Marian Kowalski - 0,52 proc., Jacek Wilk - 0,46 proc., Paweł Tanajno - 0,20 proc.

Frekwencja w wyborach prezydenckich wyniosła 48, 96 procent.

Komorowski zapowiedział, że jest gotowy zmierzyć się w debacie z Andrzejem Dudą. Już wiadomo, że wyborcy będą mogli śledzić co najmniej dwa słowne starcia rywali. Sztaby kandydatów zaaprobowały propozycje dwóch stacji telewizyjnych. Pierwsza debata odbędzie się w niedzielę 17 maja na antenie TVP, a druga w czwartek 21 maja, w TVN24.










Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje