Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2015

Walenciak: Komorowski zostaje w grze. To będzie wielki bój

​Komorowski czy Duda? Na pewno niedzielna debata telewizyjna nie rozstrzygnęła, który z nich wygra 24 maja. Co więcej, sądzę, że utrudniła wszelkie przewidywania. W mojej opinii Bronisław Komorowski lepiej wykorzystał 80 minut, podczas których kandydaci toczyli swój bój. Odrobił część strat. Gdyby debatę przegrał - byłoby pozamiatane, a tak jest w grze. Dlatego też ostatni tydzień kampanii zapowiada się pasjonująco. To będzie wielki bój.

Zobacz pełny zapis debaty prezydenckiej!

Zapowiedział go zresztą podczas debaty Bronisław Komorowski. Na pewno prezydent zaskoczył Polaków swoją energią, i wolą walki. To nie jest zmęczony władzą polityk, to jest polityk żądny władzy. To było widać, słychać i czuć. Komorowski zdawał sobie doskonale sprawę o jaką walczy stawkę. Jego porażka pociągnęłaby za sobą dekompozycję Platformy, być może jej rozpad, i rozpad obozu rządzącego. Gdy wygra - jego pozycja w obozie władzy będzie silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Reklama

Więc Komorowski był zdeterminowany. I poprowadził debatę dość prosto, ale chyba skutecznie.

Na czym ta skuteczność polegała?

Urodą takich debat jest to, że po ich zakończeniu niewiele pamiętamy, poza kilkoma celnymi ripostami i tzw. ogólnym wrażeniu. Czyli - debatujący muszą odpowiedzi na pytania mieć bezbłędne, to jest ich jazda obowiązkowa. A poza tym, muszą czymś zaskoczyć, dołożyć coś ekstra, przykleić łatkę przeciwnikowi.

Komorowski w niedzielnej debacie wykonał jazdę obowiązkową chyba jednak gorzej od Dudy, ale wystarczająco dobrze. W tej przestrzeni - obronił się. Punkty zdobył natomiast w ogólnej prezentacji, ogólnym wrażeniu. To nie był gajowy, to był prezydent.

Duda natomiast wypadł nie jako prezydent, ale jako urzędnik prezydenta. Był bardziej od Komorowskiego spięty. Widać było, że to jego pierwsza debata tej rangi, i to mocno go paraliżowało. Jak zawodnika, który całe życie grał w drugiej lidze, który awansował do ekstraklasy, i przychodzi rozegrać mu pierwszy mecz z utytułowanym przeciwnikiem.

W takich sytuacjach pilnuje się bramki, gra się ostrożnie, asekuracyjnie, żeby tylko nie stracić głupiego gola. I taki był Duda.

I dlatego przegrał pojedynek na "plakietkowanie", na ogólne wrażenie.

Co zdecyduje o zwycięstwie?

O jakie "plakietkowanie" chodzi?

Pisałem o tym już parokrotnie - otóż jestem przekonany, że o tym, kto zostanie 24 maja zwycięzcą nie zadecyduje kolor garnituru, ani spór o JOW-y, wiek 67, czy inne, na pewno ważne sprawy.

O tym zadecyduje to, jak Polska zostanie pokrojona, przeciwko czemu wyborcy zostaną zmobilizowani. Komorowski zrozumiał to lepiej - więc przez całą debatę wypominał Dudzie, że jest człowiekiem PiS-u, że jest członkiem tej partii,  że ma nad sobą prezesa.

To było skuteczne, prezydent skutecznie zlepiał swego przeciwnika z PiS-em.

Więc już wiadomo, jaki będzie leitmotiv kampanii Komorowskiego: Polska kontra PiS. Albo spokój, albo PiS-owskie szaleństwo.

To jest metoda na izolowanie Dudy, i na mobilizowanie wyborców PO. Straszenie IV RP.

Duda nie potrafił obronić się przed tymi zarzutami, zresztą - chyba nawet specjalnie nie próbował. Jego retoryka, słownictwo - to był język PiS-u. Widać było, że Duda jest nim przesiąknięty, że inaczej nie potrafi, co bardzo utrudnia mu nawiązanie jakiejś bliższej więzi z niepisowskimi wyborcami.

"Nie będzie miejsca na Wersal"

Ale to wszystko nie znaczy, że Duda nie próbował z tej pisowskiej pułapki się wyzwolić.

Próbował przede wszystkim budować podział na Polskę zwykłych ludzi i Polskę elit, tych którzy są na szczycie. Przypominał więc o swoich spotkaniach podczas objazdów po kraju. I wypominał Komorowskiemu, że sprawy zwykłych obywateli i ich opinie niewiele go obchodzą. Czego przykładem było wyrzucenie miliona podpisów pod wnioskiem o referendum do kosza...

I chyba tyle...

Bardziej ostry Duda nie był, odniosłem wrażenie, że wciąż siedzi w nim prezydencki urzędnik, układny, lubiący mówić na okrągło, i niezbyt samodzielny. Nienawykły do twardych pojedynków. I chyba nim przestraszony.

Czy będzie inny w następnej debacie?  

Myślę, że tak. Przypuszczam, że nie będzie w niej miejsca na Wersal.

Czy będzie to potrzebne? Tak! Choć debaty nie są już zwieńczeniem kampanii, a raczej jej uzupełnieniem. Bo coraz bardziej liczy się nie to, co powiedzieli kandydaci, ale to, co inni powiedzieli o nich. Inni - czyli eksperci, dziennikarze, blogerzy, twórcy memów. Tu kampania się rozgrywa.

A po drugie, o czym Duda zapomniał, jest ona rodzajem referendum.

I tak naprawdę, i debata, i ostatnie dni kampanii służą temu, by zdefiniować temat tego referendum. Komorowski już to ogłosił - bronimy Polskę przed PiS-owskim szaleństwem. 

A Duda zaspał. Choć z kampanii, także z wyniku Kukiza jednoznacznie wynika, że dla wielu Polaków te wybory przebiegają pod hasłem - jesteś za Polską Platformy, tą jaka jest, czy jesteś za zmianą? Za poprawieniem tego wszystkiego?

Polska Platformy i PSL, to w oczach wielu państwo, w którym ustawy w sejmie tkwią latami, podobnie jak i pacjenci w kolejkach do lekarza, w którym co chwila wybuchają kolejne afery, władza jest leniwa i zepsuta, i zdemoralizowana. Z tym wielu chce skończyć. I w związku z tym, gotowi są nawet zaryzykować, oddając głos na Dudę.

Po tej niedzielnej debacie mam coraz silniejsze przekonanie, że właśnie ten elektorat - rozczarowany obecną władzą i chcący zmiany, to główna nadzieja Dudy.  I powód do bezsennych nocy dla Komorowskiego.

Zobacz inne komentarze po debacie prezydenckiej:

Pietrzyk-Zieniewicz: Komorowski świetnie przygotowany do debaty

Jabłoński: Duda znokautował Komorowskiego

W sieci zawrzało. Zobacz komentarze

Paweł Kukiz skomentował debatę


Zobacz też:

Zobacz pełny zapis debaty prezydenckiej!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje