Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2015

Robert Tyszkiewicz: Po I turze prezydent zły i wściekły

Prezydent reaguje złością i wściekłością oraz pobudzeniem wszystkich wokół. Sztabowcom powiedział: ciężka robota przed nami, trzeba to przyjąć dla klatę i walczyć - mówi w Kontrwywiadzie radia RMF FM szef sztabu Bronisława Komorowskiego Robert Tyszkiewicz. - Ten wynik jest dla nas trudny, musimy się z nim zmierzyć - dodaje.

Konrad Piasecki: Pan bierze odpowiedzialność za tę klęskę?

Robert Tyszkiewicz: Wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za to, co się wydarzyło.

Ale na szefie sztabu odpowiedzialność spoczywa szczególna.

- Na szefie sztabu odpowiedzialność szczególna. Na pewno ten wynik jest dla nas trudny. Musimy się z nim zmierzyć, ale przyjmujemy jako zadanie, jako wyzwanie.

Ale powie pan: zawiodłem, zawaliłem, popełniłem błędy?

- Myślę, że wielu rzeczy w tej kampanii zabrakło. Na pełne analizy i oceny przyjdzie czas po kampanii. Dziś mamy robotę do wykonania. Najgorszą rzeczą, jaką można robić, to w takim trudnym momencie skupiać się na sprawach wewnętrznych. Szybko analizujemy to, co trzeba robić, szybko wyciągamy wnioski i walczymy w II turze.

Reklama

Namawiano pana do dymisji po tej I turze?

- Nie, nie namawiano.

Nie było tak, że ktoś powiedział: Robert, widać że nie poradzisz sobie...

- Nie było takiego sygnału. Wszyscy rozumieją, że w kampanii, która była bardzo masywna, bardzo intensywna zabrakło paru rzeczy, które musimy nadrobić i to jest kwestia szybkiego działania, a nie rozwalania struktur, które zbudowaliśmy.

"Rzeczpospolita" pisze dziś, że to pan zapłacił głową za porażkę. Faktycznie, acz nie symbolicznie, że to Grzegorz Schetyna de facto przyjmuje odpowiedzialność za kampanię. To prawda?

- Współpracujemy w formacie sztabowym naprawdę z bardzo szerokimi środowiskami. Wszystkie ręce na pokład i ze środowiska Platformy Obywatelskiej, i szerzej ze środowisk samorządowych, i ze środowisk politycznych, które dołączają do nas w tej chwili. To będzie szeroki format współpracy sztabowej.

Czy szeroki z Aleksandrem Kwaśniewskim między innymi?

- Przekonamy się w najbliższych dniach, godzinach. Będziemy w tym tygodniu pokazywali, że Bronisław Komorowski jest politykiem ponadpartyjnym, że jest politykiem, który potrafi łączyć różne nurty polityczne. Co wydaje się być kluczowe dla zwycięstwa w drugiej turze wyborów.

Ale to, że poprze go Aleksander Kwaśniewski to nikogo nie zdziwi. Wczoraj w tym studiu de facto to powiedział. Być może Włodzimierz Cimoszewicz to powie. Być może Leszek Miller. Janusz Piechociński pewnie. Ale jesteście w stanie skłonić kogoś z drugiej strony barykady, żeby przeszedł na waszą stronę?

- Przekonamy się. Czy z drugiej strony barykady - to nie sądzę, bo po drugiej stronie barykady mamy PiS. Nie zabiegamy o poparcie PiS-u. Z PiS-em się ścieramy w tej II turze.

Ale gdybyście potrafili przekabacić Kukiza na swoją stronę.

- Paweł Kukiz dość jasno określił - i trudno się dziwić - swoją pozycję. Natomiast dla nas jest ważne, i działamy, a nie tylko mówimy, w kierunku sygnałów, które wysłał elektorat Pawła Kukiza w tych wyborach. I stąd ta inicjatywa pakietu obywatelskiego, referendalnego Bronisława Komorowskiego wczoraj ogłoszona, że nie gadamy, ale już ogłaszamy referenda w trzech sprawach bardzo ważnych dla tej części wyborców.

Panie pośle, od którego momentu zaczęliście sobie w zeszłym tygodniu zdawać sprawę, że będzie bardzo źle?

- Myślę, że już koniec tygodnia był takim sygnałem, gdzie z sondaży zaczęło wynikać, że lawinowo narasta poparcie dla elektoratu Pawła Kukiza...

... i lawinowo spada poparcie dla Bronisława Komorowskiego...

- ... i ono się odbywa kosztem poparcia dla Bronisława Komorowskiego. Tym bardziej dziś musimy zwrócić się do tego elektoratu z takim przesłaniem: usłyszeliśmy was, inaczej niż PiS, który zawsze był przeciwko JOW-om, zawsze był przeciwko zatrzymaniu finansowania partii politycznych przez budżet, jesteśmy na wasze postulaty otwarci.

A prezydent ciężko przeżył tę porażkę niedzielną?

- To twardy zawodnik.

Ale nawet twardemu zawodnikowi łezka może popłynąć po policzku.


- To jest człowiek, który siedział w więzieniu za polską wolność i w trudniejszych sytuacjach dawał sobie radę.

Ale był wściekły, rozżalony czy wściekły na siebie i miał do siebie pretensje?

- Raczej pan prezydent reaguje złością i wściekłością i pobudzeniem wszystkich wokół do intensywnego działania. Musimy się brać do roboty.

Ale co powiedział sztabowcom?

- Że ciężka robota przed nami. I trzeba to przyjąć na klatę i walczyć.

A błędy, jakie popełniliśmy - powiedział.

- A to błędy niech wytyka nam opozycja. Ja wiem o tych błędach, wiemy, gdzie musimy nadrobić rozmaite deficyty.

Bo pan mówi: czegoś zabrakło. No to czego zabrakło przede wszystkim?

- Ja myślę, że przede wszystkim zabrakło nam pokazania tego, że Bronisław Komorowski jest politykiem bliskim zwykłym ludziom, że niedostatecznie mocno przezwyciężyliśmy tę jego funkcję prezydencką.

A może raczej zabrakło wam odcięcia się od PO? To znaczy prezydentowi zabrakło odcięcia się od Platformy, powiedzenia: zdaję sobie sprawę z tego, że te 8 lat nie wyglądało tak, jak powinno, że powinno wyglądać lepiej, że PO popełniała błędy i ja za nie biorę też odpowiedzialność.

- Ja myślę, że nie chodzi o to, żeby się od jakichkolwiek formacji politycznej odcinać - zwłaszcza od Platformy Obywatelskiej, z której Bronisław Komorowski wyrósł.

Wiem, że to ciężko, bo 10 milionów PO na kampanię dała.

- Tu nie chodzi o odcinanie się. Wręcz przeciwnie, chodzi o to, by do tego poparcia dodawać kolejne. Będziemy to pokazywali w tym tygodniu, będziemy pokazywali w trakcie całej drugiej tury. Oprócz poparcia PO bardzo ważnego, bo to jest bardzo ważny, kluczowy elektorat dla Bronisława Komorowskiego, chcemy pokazać, że jest on politykiem, który potrafi do tego poparcia dołączać wsparcie innych środowisk.

I wciąż będziecie mobilizowali ten elektorat strachem przed Prawem i Sprawiedliwością i tymi hasełkami: Za Dudą stoi Kaczyński, bójcie się?

- Nie odczytujemy w każdym razie wyniku tych wyborów, jako głosu za tym, by w Polsce rządził premier Kaczyński, a tego się możemy spodziewać, gdyby wygrał Andrzej Duda.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy - to jest całkiem prawdopodobne.

- Ale ze zwycięstwem Andrzeja Dudy staje się bardzo prawdopodobne. Nie sądzę, by Polacy chcieli, by w Polsce rządził PiS i że to oznacza ta pierwsza tura. Pierwsza tura oznacza, że Polacy są w niedostateczny sposób zadowoleni z biegu spraw w państwie i chcą mieć większy na to wpływ. Stąd inicjatywa prezydenta - zróbmy w trzech ważnych sprawach - finansowania partii, JOW-ów, rozstrzygania wątpliwości podatkowych na korzyść podatnika - zróbmy referenda. Niech się Polacy wypowiedzą. Wreszcie zróbmy to w sposób taki, żeby ten sygnał polityczny był  całkowicie jednoznaczny.

Czyli rozumiem będziecie mówili - w maju Duda prezydentem, na jesieni Kaczyński premierem - czy tego chcecie Polacy?

- Czy tego chcecie Polacy - to jest realna alternatywa, przed którą dziś stoimy.

No to teraz o tym referendum. Od kiedy to Bronisław Komorowski zapałał takim afektem do referendów?

- Myślę, że prezydent Komorowski chciał pokazać po tej pierwszej turze, że wyciąga z tego bardzo poważny wniosek.

Ale wcześniej były pomysły referendalne i żadnego prezydent nie wspierał. W sprawie emerytur, w sprawie dzieci w szkołach. Prezydent mógł powiedzieć: tak, ja człowiek czuły na potrzeby obywatelskie popieram pomysły referendów. Wtedy go nie było.

- Ale w tej sytuacji, kiedy mamy do czynienia z tak wyraźnym sygnałem wyrażonym w I turze, zareagował natychmiast. I moim zdaniem to dobrze, że mamy prezydenta, który potrafi w takiej chwili nie tylko opowiadać, nie tylko dzielić się refleksjami politycznymi, hasłami, ale mówi: tak, ja odbieram ten sygnał bardzo poważnie, wielka część wyborców nie jest zadowolona ze stopnia, jaki ma wpływ na bieg spraw w Polsce i trzeba oddać im w tych sprawach głos.

Kiedy to referendum miałoby się odbyć?

- To będzie zależało od terminu, kiedy Senat wyrazi na to zgodę.

Ale jest jakiś gotowy pomysł na to, bo widać jaki jest kalendarz? Do wakacji nie ma już szans.

- Myślę, że po wakacjach.

Razem z wyborami parlamentarnymi?

- Przekonamy się. Myślę, że raczej wcześniej.

Przed wyborami jeszcze?

- To będzie wynikało z kalendarza zakreślonego terminu...

Panie pośle, ale to absurdalne robić we wrześniu referendum i w październiku wybory parlamentarne.

- Myślę, że niegłupią historią byłoby podjęcie próby połączenia tego referendum z wyborami parlamentarnymi, choć gdyby ono odbyło się wcześniej to zaręczam, że na wybory parlamentarne wpływ by miało.

No tak, tylko tyle, że w wyborach parlamentarnych, w tych wyborach, JOW-ów, jednomandatowych okręgów być nie może. 

- Tu jesteśmy w zgodzie. Jest pół roku przed wyborami, więc tego już zrobić nie możemy, ale chcę powiedzieć też, że jeżeli będzie najpóźniej w czasie wyborów wyraźny sygnał referendalny, wola obywateli w tej kwestii wyrażona, i nie tylko w tej, także finansowania partii politycznych, ja to bym podkreślał, to nie wierzę, żeby taki głos suwerena, jakim jest naród, nie został przez polityków wybranych w najbliższych wyborach parlamentarnych wysłuchany.

To na koniec pytanie od wielu słuchaczy. Czy sztab nie jest w stanie namówić Bronisława Komorowskiego, żeby mówił bez kartki?

- Prezydent Komorowski, mogę powiedzieć, w 90 proc. zdarzeń wyborczych posługuje się bez kartki.

Ale w wieczór wyborczy zamiast prezydent pokazać emocje, to wychodzi odczytuje z kartki komunikat, kłania się, wychodzi.

- To nie jest ze strony Bronisława Komorowskiego nieumiejętność. Będziemy oczywiście przekonywać, zgadzam się, go do tego, by tej kartki było jak najmniej, że w tej II turze musi być codziennie kandydatem, a nie prezydentem, natomiast rzeczywiście ta funkcja prezydenta, ta konieczność by być precyzyjnym w słowie, bo jest to komentowane także jako słowo prezydenta kraju, jest trochę wiążąca, i myślę, że wynika ta skłonność prezydenta wyłącznie z szacunku dla precyzji wypowiedzi.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje