Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2015

"Polska to jest obóz pracy dla młodych ludzi"

Polskę trzeba odzyskać dla młodych ludzi, odsunąć od władzy "politycznych emerytów", którzy tak urządzili państwo, żeby było im dobrze - przekonywał w sobotę na konwencji wyborczej w Bydgoszczy kandydat na prezydenta Jacek Wilk (Kongres Nowej Prawicy).

"Trzeba wymienić to pokolenie emerytów politycznych, którzy nami rządzą, na prawdziwe elity polityczne, na ludzi, którzy odzyskają to państwo dla siebie i sprawią, że to państwo będzie nam służyć" - powiedział Wilk.

Kandydat pokreślił, że polskie państwo zamiast służyć ludziom, praktycznie służy samemu sobie.

"Czterech Polaków utrzymuje piątego z budżetówki, zatrudnionego w sferze budżetowej, nie licząc emerytów. W Polsce mamy ponad trzy miliony ludzi zatrudnionych w szeroko rozumianej budżetówce na mniej więcej 16 milionów pracujących ludzi. Czterech Polaków idzie tak sobie przez życie i niesie w lektyce piątego" - mówił.

Reklama

Kandydat Kongresu Nowej Prawicy zapewnił, że jemu w działalności publicznej nie chodzi o władzę, ale służenie ludziom.

"Polska nie jest krajem dla młodych ludzi. Ci polityczni emeryci urządzili sobie kraj w ten sposób, żeby im było dobrze. Ale niestety to jest obóz pracy dla młodych ludzi, więc oni z niego uciekają. My musimy zrobić, żeby Polska stała się krajem dla młodych ludzi. Musimy postawić na młodą Polskę" - podkreślił.

Zdaniem Wilka w Polsce konieczna jest zmiana pokoleniowa.

"W partii takiej jak moja, są takie kadry, ludzie, którzy są w stanie odpowiedzialność za ten kraj przejąć. Mamy ludzi wykształconych, przedsiębiorczych, którzy potrafią samodzielnie prowadzić swoją działalność, którzy mają swój na biznes, nie boją się brać sprawy w swoje ręce. Tacy ludzi są nam potrzebni" - mówił Wilk.

W ocenie kandydata trwająca kampania wyborcza to jedno wielkie zakłamanie, porusza się tematy zastępcze. "Mówi się o in vitro, konwencji antyprzemocowej, przejeździe motocyklistów przez Polskę, o tego typu rzeczach. Kogo to interesuje?" - pytał.

Jako prawdziwe problemy, o których powinno się w kampanii mówić, wskazał m.in. oczekiwanie kilkudziesięciu tysięcy sierot na adopcję czy przewlekłość procesów sądowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy