Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2015

Odliczanie Wyborcze Ziemkiewicza (dzień 9)

Na kłopoty - rebranding. Bronisław Komorowski nie jest już prezydentem Zgody i Bezpieczeństwa. Jest prezydentem Wolności. Naszej Wolności. Kandyduje, bo wolność, o którą kiedyś walczył, jest zagrożona – przez Dudę, będącego tylko marionetką Kaczyńskiego.


Reklama

Czy ta nowa narracja wiele daje? Pozwalam sobie wątpić. Oczywiście, partia "nienawidzę Kaczyńskiego" wciąż jest w Polsce liczna, ale... powiem tak: parę dni temu spotkałem na degustacji znajomego, któremu uwarunkowania rodzinne, towarzyskie, a także doznane od pisowców przykrości nie pozostawiły innej zawodowej drogi niż przez tereny należące do obozu rządzącego, mimo że jest człowiekiem przyzwoitym.

Pisze w jednym z najbardziej zajadłych propagandowych szmatławców, występuje w platformerskiej telewizji, funkcjonuje na salonach, siłą rzeczy nasiąka tamtejszymi nastrojami. Gdy rozmawialiśmy o wyborach powiedział mi - sam z siebie, wcale o to nie pytałem - wiesz, nawet w moim towarzystwie Kaczyński jakoś przestał przerażać. Jeszcze jakiś czas temu na hasło, że wróci, ludzie podskakiwali, a teraz mówią "a, no i ... z nim".

*

Do rebrandingu trzeba nowych twarzy. Bohaterem dnia stał się Tomasz Karolak, popularny i lubiany aktor w typie "boy next door". To dla kampanii prezydenta chyba najlepszy z dotychczasowych nabytków - jako 44-latek na tle innych popierających PBK autorytetów wydaje się oseskiem. Złośliwi, oczywiście, wątpią, by śmiała decyzja wskoczenia do tonącej łajby miała ideowy charakter i wskazują na fakt, że jako szef prywatnego teatru jest Karolak całkowicie uzależniony od jałmużny państwowych spółek.

Czy gdyby nie popierał PO nie dostałby tych kilku baniek od "Orlenu", jak twierdzą jego krytycy, nie wiem, ale znając życie, gdyby popierał opozycję, to nie dostałby ich na pewno, za to miałby na głowie czterdzieści kontroli, od urzędu skarbowego po BHP. Osobiście zresztą z serca Karolakowi byłą i obecną kolaborację wybaczam - przynajmniej te pieniądze, które inaczej PO przeznaczyłaby na zegarki i ośmiorniczki, w najlepszym wypadku na festyn z kiełbaskami, poszły dzięki jego giętkości kręgosłupa na wystawienie paru wartościowych sztuk.

Ale nie mam wrażenia, żeby sztab PBK wykorzystał go dobrze. Facet młody, lubiany, kojarzony z komediami, wygłaszał agresywne, propagandowe teksty o kłamstwach opozycji i jej mniemanym dybaniu na wolność. A po nim atak po tej samej linii, tylko mocniej, podjął kandydat do wczoraj nawołujący do Zgody. Złośliwi zauważyli, że po raz pierwszy PBK przemawiał bez kartki, i to przez kilkanaście minut. Jeszcze bardziej złośliwi - że akurat jazda po PiS zawsze była jedynym tematem, do którego kartki nie potrzebował.

Fakt faktem, że strasząc Kaczyńskim prezydent wydaje się wreszcie w swoim żywiole.

*

Mówiąc krótko, kurs na resztę kampanii wydaje się przesądzony: hajda na Kaczyńskiego! Straszenie, że - jak to ładnie ujął naczelny "Super Expressu" - jak PiS wróci do władzy, to słońce przestanie dawać mleko. Demaskowanie Dudy jako figuranta, który słuchając poleceń straszliwego Kaczora i jeszcze straszniejszego Rydzyka będzie wsadzać do więzień za seks przedmałżeński i dziadka w CRZZ.

Redukuje to przecież PBK, przed I turą starającego się uchodzić za "kandydata obywatelskiego", do roli przedstawiciela PO, i to tej PO, której jedynym programem i racją istnienia jest niedopuszczanie do władzy PiS. To działało, póki większość Polaków była przekonana, że sprawy idą same z siebie w z grubsza dobrym kierunku, w związku z czym niewiele od władzy oczekiwała. Sądząc po badaniach opinii publicznej i wynikach I tury, już tak nie jest.

Sztab Dudy ukuł na to formułkę, która może być dla większości bardziej przekonująca od obrazków twarzy Dudy zmieniającej się w twarz Kaczyńskiego czy ukrywającego się za Dudą Macierewicza: "Duda mówi o Polsce, a Komorowski o Dudzie".

*

Jakub "Kuba" Wojewódzki pochwalił się, że nagrywa dziś odcinek swojego show z udziałem prezydenta Komorowskiego. I znów jesteśmy w tej samej logice. Pięćdziesięciodwuletni dożywotni nastolatek, z misternie układaną i farbowaną koafiurą udającą młodzieńcze loki, poprzednio sugerował, że zagłosuje na Kukiza. Skoro nie udało się samego Kukiza skłonić, by wezwał swych antysystemowych wyborców do poparcia władzy - zrobi to za niego właśnie Wojewódzki.

Nie jest ważne, co tam powie sam gość (gdyby to był dawny show Wojewódzkiego, ten, który mu przyniósł sławę i kasę, prowadzący dałby prezydentowi gumowego penisa, a ten przyjąłby go ze sławnym cytatem z samego siebie "Janusz, to ty?" - ale raczej nie liczcie). Ważne, że Wojewódzki zapewni w imieniu swoim i widzów, że PiS jest straszny i my, młodzi wykształceni z dużych miast, zrobimy wszystko, aby pomóc panu panie prezydencie zatrzymać tych złowrogich szaleńców w ich zakusach. Zakład?

Popatrzymy na mediach społecznościowych, jakie to da skutki. Na razie w temacie pozyskiwania młodzieży PBK ma mocno w plecy i to zupełnie bez własnej winy. Mimo ocenzurowania relacji w mediach tradycyjnych, przeciekło i rozlało się po internetach hasło rzucone przez odbierającego nagrodę Lewiatana Adama Michnika: "Nie oddamy Polski gówniarzom"!

Oczywiście, prezydent Komorowski nie odpowiada w żaden sposób za Michnika. Podobnie jak nie odpowiada za horrendalną wypowiedź profesora Czapińskiego, że wyrosło nam pokolenie radykałów i jedyna nadzieja w tym, że uda się je skłonić do emigracji. Ale dla PBK stanowią one problem, bo, co tu gadać, redaktor Michnik bezbłędnie wyraził nastroje swojego środowiska, doskonale oddają nastroje środowiska najwierniej wspierającego antypisowską krucjatę, a jego słowa stają się takim samym symbolem tej kampanii, jak sławne już zdjęcie przerażonych i zszokowanych państwa Wajdów na wieczorze wyborczym PBK w dniu I tury głosowania.

Tak, gówniarze weszli do śródmieścia! Nie słuchają autorytetów, nawet tych z TVN-owskich talk-show, nie boją się Kaczyńskiego i faszystów spod znaku Żołnierzy Wyklętych - do czego to doprowadzi?! I jeszcze te przeklęte internety, bezlitośnie obsypujące lajkami wyszydzające prezydenta parodie i wyszydzające jego tłity. Internety, w których list otwarty lidera krakowskiego Klubu Jagiellońskiego informujący wspomnianych intelektualistów, że gówniarze ich zgody nie potrzebują i wezmą sobie Polskę sami, był najuprzejmiejszą i najbardziej wyważoną z reakcji.

Pan prezydent pewnie pluje sobie w brodę, że trzeba było w porę także tym internetom dać parę orderów, skoro się okazały tak wpływowe. Teraz już za późno. Czy nie za późno także na rebrandingi? Cóż, to okaże się już niedługo.

Rafał Ziemkiewicz

-----

Rafał Ziemkiewicz - publicysta, felietonista Interii ze stałą rubryką "Myśli nowoczesnego endeka". Do końca kampanii wyborczej będzie śledził jej przebieg, zawirowania i manowce.

Dowiedz się więcej na temat: Odliczanie Wyborcze Ziemkiewicza

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy