Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2015

Ekspert krytycznie o programie prezydenta

Socjolog Jarosław Urbański uważa, że zaprezentowany w piątek przez prezydenta Bronisława Komorowskiego program "Pierwsza praca" to inicjatywa wyborcza, która w dłuższej perspektywie może nie przynieść oczekiwanych korzyści -

"Oczywiście każda inicjatywa, która dotyczy rynku pracy i dotyczy zatrudnienia jest warta podjęcia i musi być postrzegana pozytywnie, ale jestem sceptyczny co do długofalowych, pozytywnych skutków takiej podjętej ad hoc inicjatywy" - powiedział PAP Urbański. Zaznaczył, że projekt jest wynikiem rywalizacji politycznej w ramach wyborów prezydenckich. "Dlatego nie sądzę, żeby został do końca przemyślany" - ocenił socjolog.

Reklama

Wskazał, że hasło tworzenia miejsc pracy było już głoszone. "Było hasło milion nowych miejsc pracy Kongresu Liberalno-Demokratycznego, poprzedników (politycznych - PAP) tej ekipy rządzącej. To nie przekonało, o ile pamiętam, wyborców wtedy i myślę, że i teraz może być z tym pewien problem" - uważa Urbański.

Według niego inicjatywa ta przypomina nieco realizowane wcześniej programy staży pracy. Pracodawcy byli zainteresowani przyjmowaniem stażystów, bowiem dzięki temu mogli uzyskać tanią siłę roboczą. "Po zakończeniu staży często zdarzało się, że osoby kwalifikowane do programu nie dostawały stałej pracy. Dlatego nie wiadomo, czy prezydencki program może na trwale zmienić sytuację na rynku pracy. Można się obawiać, że to wcale nie jest oczywiste" - powiedział.

Co z umowami śmieciowymi?

Jego zdaniem program może więc raczej stworzyć możliwość wykorzystania taniej siły roboczej, niż pozytywnie zmodyfikować rynek pracy, wprowadzając do niego trwałe zmiany. "Raczej należałoby pomyśleć o walce z umowami śmieciowymi - co, miejmy nadzieję, nastąpi - podniesieniu płacy minimalnej i tego typu rozwiązaniach" - powiedział. Jak ocenił, obecna ekipa rządząca długo nie chciała się zająć tymi sprawami - np. problem umów śmieciowych rząd dostrzegł dopiero w ostatnim czasie.

"Oczywiście bezrobocie cały czas w Polsce jest relatywnie wysokie, to był problem ostatnich 25 lat i ciągle pozostaje, niemniej w dużej części ludzie narzekają zarówno na niestabilne formy zatrudnienia, jak również na niskie wynagrodzenia, które nie pozwalają na normalne funkcjonowanie" - dodał. Według niego oceniając program, można się także zastanawiać, czy przewidziane w nim 100 tys. osób to dużo czy mało.

Program "Pierwsza praca" jest elementem zapowiadanej przez prezydenta strategii "Dobry start dla młodych". Zakłada m.in. gwarancję dwuletniego zatrudnienia dla ponad 100 tys. młodych osób już w 2016 r. Jest skierowany do absolwentów szkół zawodowych, ponadgimnazjalnych i wyższych, którzy nie ukończyli jeszcze 30 lat i bezskutecznie szukają zatrudnienia. Będzie finansowany z Funduszu Pracy i Środków Europejskich.

Zdaniem Bronisława Komorowskiego program "Pierwsza praca" jest atrakcyjny i pozwoli na dalsze zmniejszanie poziomu bezrobocia młodych ludzi. W przekonaniu prezydenta program jest też "świetną odpowiedzią na zjawisko tzw. umów śmieciowych. Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz, który wraz z prezydentem prezentował w piątek program, przekonywał, że da on z jednej strony możliwość stabilnego zatrudnienia młodym ludziom, a z drugiej - dofinansowania zatrudnienia pracodawcom. Jak podkreślał, zatrudnienie w ramach programu będzie na podstawie umowy o pracę.

Program opiera się na dofinansowaniu przez rząd, przez pierwszy rok, zatrudnienia w pełnym wymiarze. "To jest ponad 2 tysiące 100 zł miesięcznie, ok. 26 tys. rocznie" - powiedział Kosiniak-Kamysz. Program gwarantuje zatrudnienie dla młodych na dwa lata. Pierwszy rok zatrudnienia - mówił szef MPiPS - "będzie finansowany ze środków funduszu pracy - nie tylko wynagrodzenie, ale całe koszty zatrudnienia, przynajmniej do wysokości minimalnego wynagrodzenia".

Program ma ruszyć w 2016 r. i kosztować ok. 2,7 mld zł. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama